<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>zammerologia stosowana</title><link>http://blog.zammer.eu/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Sat, 19 May 2012 21:21:16 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Juwenalia</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/04/30/juwenalia/</link><description>Kiedyś bywało tak, że na juwenalia szło się za frajer. No może czasami Kult na dziedzińcu UW życzył sobie 15 zł za bilet, ale jak się przyszło wcześniej i nie wyganiali, to bywało za darmo.
Teraz, jak patrzę na rozkład jazdy tegorocznych imprez juwenaliowych, to mi trochę szczęka opada. Na UW (Lao Che, Kult) chcą 25 zł, od nie-studentów 35 zł. Akademia Medyczna (przez niektórych szumnie-dumnie zwana Warszawskim Uniwersytetem Medycznym) bardzo się postarała i organizują coś juwenaliopodobnego &quot;U żyda&quot;, czyli w &quot;Medyku&quot;. Żeby nie było niejasności - właściciel &quot;Medyka&quot; (i &quot;Remontu&quot; i &quot;Studenta&quot; i &quot;Fermentu&quot; oraz tego nowego lokalu przy Bankowym) kilka lat temu zasłynął z donosów na monopolowy pod Rivierą. Bo studenci woleli kupować tańszy alkohol tamże niż pić u niego rozcieńczone piwo...
Politechnika w tym roku ciągnie mocno - bo za darmo. I przyciągają KNŻ-em. Chociaż &quot;nowy&quot; KNŻ nie dorasta do pięt &quot;staremu&quot;, co stwierdzam z przykrością. Byłem na ich koncercie po reaktywacji, we Wrocławiu i już było widać, że wiek robi swoje. A poziom ostatniej płyty KNŻ-u postawionej w świetle uprzednich dokonań nie jest oszałamiający.
Jednak to, co najbardziej uderza po głowie, to Ursynalia, czyli starania samorządu SGGW. Tak jak w zeszłym roku zamiast juwenaliów robią coś na kształt małego festiwalu z całymi przyległościami - łącznie z cenami biletów i gwiazdami. Slayer (co śmieszne, grający przed Limp Bizkit), jeszcze Nightwisha zarzucają i Billy Talent. Nie będąc studentem Szkoły Głównej Wywożenia Gówna trzeba zapłacić 140 zł. A będąc nie-studentem 200 zł. No wybaczcie, ale w tej cenie to powinno być darmowe żarcie i piwo (to studencka impreza, do licha!), a po drugie, kiedy chciałbym zobaczyć Slayera, wolałbym pójść na imprezę pokroju Sonisphere, gdzie nie będą grać przed Limp Bizkit. Wygłupili się po całości - w zeszłym roku ściągnęli m.in. Korna i Guano Apes, a mieszkańcy Ursynowa mieli kilka nocy z głowy. W tym roku ceny biletów jeszcze skuteczniej zniechęcają. Bo w ogóle to zamiast organizować festiwale z gwiazdami powinni robić imprezy dla studentów. Juwenalia, a nie festiwale, do licha!</description><pubDate>Mon, 30 Apr 2012 12:26:48 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/04/30/juwenalia/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Dla smakoszy</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/04/06/dla-smakoszy/</link><description>Rozdają pierwszego Fallouta za darmo. Na GOG-u, o tutaj: http://www.gog.com/en/gamecard/fallout. Kiedy ostatnio próbowałem sobie odświeżyć, to były problemy pod WinXP/7, zobaczymy jak ta wersja się sprawdzi.
Betepiśdzie na pohybel!</description><pubDate>Fri, 06 Apr 2012 08:14:50 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/04/06/dla-smakoszy/</guid><category>Gry</category></item><item><title>Zachciało się wesela...</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/03/16/zachcialo-sie-wesela/</link><description>Nowoczesna myśl społeczna postawiła mnie przed faktem dokonanym: chcesz mieć wesele, płać za połowę. Wstępne szacunki takiej imprezy na niecałe 100 osób w stolicy wskazują na 25 tysięcy brzęczących złotówek, co, znając moje szczęście, urośnie do 30 tysięcy. Dla mnie oznacza to zaciskanie pasa przez ten rok z kawałkiem i szukanie sposobu na skombinowanie 15 kafli, po cichu licząc na to, że chociaż część z tej kwoty się zwróci - a przynajmniej ja wychowałem się w świecie, w którym jako samodzielny gość (w znaczeniu: nie jako przystawka do rodziców) idąc na wesele, na taką okoliczność biorę ze sobą kopertę z &quot;wpisowym&quot;. Czort wie, jak to bywa u innych.
Zastanawiam się nad ogłoszeniem zbiórki albo nad założeniem odpowiedniej fundacji i defraudacjami ;)</description><pubDate>Fri, 16 Mar 2012 01:28:31 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/03/16/zachcialo-sie-wesela/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>Make society stupider</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/03/14/make-society-stupider/</link><description>Szczerze i dosadnie rzecz ujmując, rzygać już się tym chce i emigrować, byle dalej z tego kraju (przy czym emigracja wcale nie wydaje się być taka nierealna). Jednak imć n3mo tak ładnie poprosił mię o opinię (№ 22), łechtając mą próżność, że nie mogłem się powstrzymać i postanowiłem wypluć trochę żółci w stronę ostatnio przeczytanego tekstu.
Całość tyczy się tekstu z Przekroju &quot;Kasia Tusk&quot; kupuje, więc żyje. Z jednej strony mamy świetną PR-ową zagrywkę niejakiej premierówny Kasi T., do znalezienia w sieci pod adresem http://www.makelifeeasier.pl/, z drugiej strony debaty dziennikarzy i publicystów na ten temat. Blog premierówny i jej koleżanki nie należy do kategorii, które mnie interesują, jednak mała burza medialna, która się wokół niego toczy przywiodła mój wzrok i tam. Jednak nie zdołałem tam zatrzymać się na dłużej, tematyka okazała się być zdecydowanie poza moją strefą tolerancji. Jako obywatel ze skrętem świadomościowym w stronę abnegata, ciuszki, fryzurki i fatałaszki traktuję jako coś lekko abstrakcyjnego. Nadto przesadny materializm mnie brzydzi, a za taki uważam pozowanie do zdjęć w różnych ciuchach i upublicznianie ich w sieci.
Przechodząc jednak do rzeczy, panie Ilona Witkowska oraz Marta Karaś poczyniły kilka całkiem ciekawych spostrzeżeń, dotyczących sielskiego życia premierówny. Bohaterka i jej przyjaciółka Zosia promują spokojny i stateczny konsumpcjonizm, nie wyjaśniając jednak skąd zwykli Polacy mieliby brać na to fundusze. Obserwuję obydwie strony barykady: z jednej rodzina utrzymywana głównie przez dzieci świeżo po studiach, gdyż rodziców nie stać nawet na terminowe opłacanie rachunków, mimo ponadnormatywnych godzin pracy, z drugiej tacy, którzy zastanawiają się nad kupnem trzeciego samochodu i piątego mieszkania. Statystycznie większości bliżej do tych pierwszych, co autorki publikacji sugerują, stawiając tezę, że większość młodych kobiet zafascynowanych premierówną dzwoni do szachrajów z Providenta, a nawet zadają pytanie, ile czytelniczek tego bloga, ordynarnie mówiąc, się kurwi:
Pytanie, ile dziewczyn, poddanych dyktatowi tworów typu Makelifeeasier, posuwa się do kredytowania ich swoim ciałem i zrezygnowania z godności dla kolejnej pary jeansów czy kremu z Sephory?
Bystrzejszych obywateli kraju nad Wisłą będzie zastanawiać co innego: ile w tym wszystkim jest szczerego zapału młodej Kasi T. i jej przyjaciółki, a ile w tym wszystkim wyrachowania i PR-u. Wszak trzeba pokazać ludziom, że żyje się lepiej - przynajmniej rodzinie premiera.
Z drugiej strony... Z drugiej strony rzygać mi się chce, jak przy okazji całkiem słusznych spostrzeżeń autorki przemycają cichaczem lewackie ideologie. Bo jakże to tak, trzeba szpilę wbić jeszcze dalej, nie wystarczy, że napisze się dobry tekst, trzeba jeszcze dodać do niego zasmażkę ideologiczną. Nowomowa w stopce, w niej &quot;politolożka&quot;, który to twór językowy przyprawia mnie o drgawki. Na siłę, wepchać wszędzie gdzie się da, ludzie się przyzwyczają i nasze będzie na wierzchu - takie motto zdaje się przyświecać pewnym ludziom, zwłaszcza ze skrętem lewacko-feministycznym. Nie wspominając o pluciu na kler (przy okazji wyśmiewania jednego z seriali TVP) - przecież to jasne, jeśli nie obsmaruje się gdzieś czarnej mafii, chociażby z daleka, to nie będzie dobrego tekstu. Cenzura nie przepuści bez tego.
Najlepsze jednak na koniec:
Wystarczyło, aby Jaruga-Nowacka i Szymanek-Deresz zginęły w katastrofie lotniczej, żeby nie było komu zabrać mocnego głosu w parlamencie na temat sytuacji kobiet. Kwestie kobiece zostały odesłane na medialny margines.
SMOLEŃSK KURWA!!! Przepraszam za ten wulgaryzm, ale nie szło się powstrzymać. I dalej:
[Kasia T.] zachęca dziewczyny do skupienia się na domu, ciuszkach i innych kobiecych zajęciach.
Bez takiej szpili nie dałoby się tekstu opublikować, prawda? Pomijając słuszność/niesłuszność i szczerość/nieszczerość zamiarów premierówny, jej cel jest z założenia zły i obelżywy dla kobiet, bo promuje &quot;kobiece zajęcia&quot;. W tym momencie na usta ciśnie mi się cała łacina podwórkowa, jaką znam, łapię się za głowę i zastanawiam się, dokąd ten świat idzie, skoro wybór człowieka, co chce w życiu robić jest przez poglądy feministyczne na tyle zdeterminowany, że kobieta, która tylko zajmuje się domem, jest niższym i nieuświadomionym rodzajem człowieka.
Zastanawiam się co mam myśleć o sobie, gdyż jako mężczyzna względem kobiety, z którą jestem związany, wykazuję się większą ilością czasu spędzonego w kuchni. Wedle moich szanownych rodziców jest to zapewne &quot;chory układ&quot;, bo oni żyją jeszcze w świadomości, kiedy to mężczyzna zajmuje się zarabianiem, a przy &quot;gosposiowaniu&quot; nie wykazuje zbyt wielkiego udziału. Jeszcze ruch feministyczny nie wyedukował dostatecznie dobrze moich rodziców (i zapewne ze względu na ich wiek, już tego zrobić nie zdoła). Ja pracuję, spotykam się przy piwie z kumplem, gotuję i czasami jeszcze syfon przetkam. Nie mówiąc o sprzątaniu, do którego kobieta podchodzi jak pies do jeża, ale o tym cicho-sza!
Przechodząc do konkluzji: premierówna Kasia T. robi z siebie idiotkę, chociaż w oczach większości społeczeństwa uchodzi za ideał - nie jest zbyt piękna, ale zbyt brzydka też nie jest. Pozuje do zdjęć w ładnych ciuszkach, zwraca się publiczno-prywatnie do czytelników bloga i promuje... Promuje właściwie jedno wielkie nic. Autorki tekstu ze strony Przekroju krytykują ją całkiem słusznie, ale robią z siebie idiotki przemycając gdzie się da lewacko-feministyczną ideologię, bez której cenzura nie dopuściłaby tekstu do publikacji. Każda ze stron w tym niejawnym sporze dąży (mniej lub bardziej świadomie) do jednego celu: aby społeczeństwo było głupsze. Takim łatwiej się manipuluje, łatwiej takich ludzi karmi się idiotyzmami. Każdy sobie rzepkę skrobie, każdy zbiera własny rząd dusz.
Rząd dusz był Mickiewicza, Urban twierdził, że rząd się sam wyżywi, a od doktora Kiciaka po raz pierwszy w życiu usłyszałem o czymś takim jak rząd macierzy. Chyba. Tymczasem, mało kulturalnie, idę wyrzygać się na balkon.
Następny odcinek będzie na temat ekshibicjonizmu, aluzji i zbytniego przejmowania się.
PS Na deser: nie mogłem się powstrzymać przed małą złośliwością, odnośnie wykształcenia pani Marty Karaś. Z przymrużeniem oka:
</description><pubDate>Wed, 14 Mar 2012 13:42:28 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/03/14/make-society-stupider/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>Domniemane ofiary domniemanych anonimowych</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/24/domniemane-ofiary-domniemanych-anonimowych/</link><description> Uśmiałem się setnie. Serwis VaGli przeżywa ciężkie chwile, głównie z powodu zamieszania wokół ACTA - zainteresowanie tematem jest jak widać duże. Najlepsze jednak są komentarze w mediach na temat domniemanego &quot;ataku chakierskiego&quot;. Zero sprawdzania źródeł, żadnego potwierdzania czy nawet czytania, genialne w swojej prostocie Ctrl+C, Ctrl+V, newsa szybko będziesz miał. I wieść się niesie, na twitterze szaleją, wszędzie się podniecają. Ło ho ho! Tak samo jak z tą ACTĄ, mało kto przeczytał, a większość się pluje i krzyczy. Bynajmniej nie twierdzę, że miałoby to mieć zbawienny wpływ na rzeczywistość, ale niestety większość krzykaczy nie ma tak naprawdę pojęcia, o czym krzyczy - powtarza zasłyszane opinie, przyłącza się do wyjącego tłumu. Zadymiarzy nigdy nie brakuje.
Całość do przeczytania bezpośrednio w odpowiednim wpisie na prawo.vagla.pl. Do poczytania, posłuchania i pooglądania. Naprawdę warto.</description><pubDate>Tue, 24 Jan 2012 03:09:03 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/24/domniemane-ofiary-domniemanych-anonimowych/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Spójrz na ceny paliwa</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/19/spojrz-na-ceny-paliwa/</link><description>Mogłem się powstrzymać, ale nie chciałem. Grafika wyszperana gdzieś w otchłaniach, ktoś podesłał link w ramach zabijania czasu:


Tak odnośnie rozważań nad kupnem samochodu - słyszałem już wiele razy marudzenie &quot;jak paliwo przekroczy 5 złotych za litr, to sprzedaję samochód&quot;, słyszę teraz, że jak przekroczy 6 złotych za litr, to kolejne osoby sprzedają samochód. Nic tylko kupować. Konia kupować ;)</description><pubDate>Thu, 19 Jan 2012 19:25:35 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/19/spojrz-na-ceny-paliwa/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Prognoza mundialowa 2014</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/19/prognoza-mundialowa-2014/</link><description>Euro? Jakie Euro? Za dwa lata mundial w Brazylii.
Jeśli Brazylia wygra (...), to kraj na kilka dni stanie w miejscu - nikt nie będzie pracował, bo wszyscy będą się bawić. Jeśli zaś przegra, to 190 mln [mieszkańców tego kraju] pogrąży się w marazmie i frustracji. Na jedno wychodzi.
Marek Magierowski (&quot;Co zostało z magii BRIC&quot;, Uważam Rze 3/2012)
Na marginesie: zastanawia mnie, dlaczego oni na okładce ciągle mają &quot;cena promocyjna&quot;. Nie mówiąc już o absurdalnym koszcie subskrypcji on-line. Tygodniowo o 239% drożej, miesięcznie od 36% do 70% drożej (zależnie od tego, czy mają 5 czy 4 wydania w miesiącu). Też w &quot;promocji&quot;, bez której ma być 2 razy drożej. Wizja Hajdarowicza?</description><pubDate>Thu, 19 Jan 2012 10:43:58 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/19/prognoza-mundialowa-2014/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>O autoryzacji wypowiedzi słów kilka</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/18/o-autoryzacji-wypowiedzi-slow-kilka/</link><description>Pocztą pantoflową: Czego wstydzi się prezes. Pierwsze skojarzenia, to posiadacze mutli-marek tacy jak: Reckitt Benckiser, Procter &amp; Gamble, Henkel, Johnson &amp; Johnson, Unilever... Z tych wszystkich biuro na wysokim piętrze ma chyba tylko pierwsza firma. Ale oni mieszczą się na 18. piętrze przy Chłodnej 51 (Warsaw Trade Tower), nie na 24. Reszta raczej nie ma biur w tak wysokich budynkach...
Istnieje też możliwość, że autorka tekstu celowo pomieszała kilka faktów, żeby utrudnić identyfikację firmy i przy okazji zabezpieczyć sobie tyły. Nie tylko piętro? To jednak tylko spekulacje, wszak żadne wypowiedzi nie są autoryzowane i wszystko to jest fikcją, prawda?
Hint: strona konkursu &quot;Liderzy filantropii&quot; oraz bezpośrednio wyniki kategorii &quot;Firma, która przekazała na cele społeczne największy odsetek dochodów przed opodatkowaniem&quot;.</description><pubDate>Wed, 18 Jan 2012 09:45:16 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/18/o-autoryzacji-wypowiedzi-slow-kilka/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Black Mirror</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/13/black-mirror/</link><description>Surrealistyczny mini serial. Trzy odcinki, każdy o czym innym, a jednak wszystkie mające wspólny motyw.
We are addicted to gadgets – but what are their side-effects? In his new drama series, Black Mirror, Charlie Brooker explores the dark side of our love affair with technology
źródło
Niech osoby o wrażliwych nerwach nie zrażają się motywem pierwszego odcinka - porwana księżniczka brytyjska zostanie uwolniona pod warunkiem, że premier odbędzie zoofilski stosunek ze świnią, transmitowany na żywo w telewizji. Hoax, rozprzestrzenianie się treści w internecie i reakcje społeczeństwa. Plus trochę nieudanej próby cenzurowania internetu.
Druga i trzecia część są trochę bardziej science fiction, ale dramatyzmu też nie brakuje. Dostaje się grom społecznościowym i zakupom wirtualnych przedmiotów, telewizyjne show typu &quot;Mam talent&quot; też nie zostają oszczędzone, bardziej w duchu Orwella. Facebookowi też się dostaje - co może wyniknąć z tego, co wiemy o sobie i innych (timeline)?
Zdecydowanie warte polecenia i przemyślenia. Duchy Orwella, aluzje do idei Jobsowo-apple'owskich, satyra na Zuckerberga. Dużo smaczków, a na osłodę Johnny Quid z Rocknrolli, czyli Toby Kebbell w trzeciej części.
Znowu mam ochotę przeczytać po raz n-ty &quot;Limes inferior&quot; Zajdla.</description><pubDate>Fri, 13 Jan 2012 11:01:10 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/13/black-mirror/</guid><category>Filmowo</category></item><item><title>Nokia E50 po 6 latach</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/11/nokia-e50-po-6-latach/</link><description>Najpierw przestał działać lewy klawisz funkcyjny i klawisz menu (ten symbianowski). Dało się zablokować klawiaturę, ale odblokować już nie szło. Nawet wyjęcie baterii nie pomagało, po włączeniu klawiatura od razu się blokowała - na szczęście po kilkunastu próbach włączania telefonu na nowo w różnych sytuacjach (podpięty do ładowarki, przez kabel do komputera) udało się włączyć tak, że klawiatura się nie zablokowała.
Okazało się jednak, że nie działają również klawisze *, # oraz 3. Nagle tak? Najwyraźniej jest to efekt spisku zwanego &quot;Planned Obsolescence&quot;! Albo po prostu odległa czkawka po umoczeniu połączona z okrutnym zakurzeniem i ogólnym zasyfieniem w każdej możliwej szparce.
W ciągu 6 lat użytkowania telefon ten przeżył:

wymianę obudowy (na gwarancji)
klejenie obudowy (własnoręcznie po gwarancji)
wymianę pękniętego wyświetlacza (część oryginalna ponoć, nie zamiennik)
kąpiel w kuflu z piwem (przestał mu działać aparat fotograficzny po tym wyczynie)
trzy baterie (pierwsza spuchła jak mała beczułka, drugi był zamiennik, który też spuchł, trzecia to oryginalna bateria Nokii, ale używana i ledwo dyszy)
niezliczone upadki

Ratunek nie ma już chyba większego sensu, pora się rozejrzeć za nowym telefonem. Właśnie: telefonem. Takim do prowadzenia rozmów. Ewentualnie, w biegu, do sprawdzenia czegoś w internecie przy użyciu Opery Mini. Wytrzymały. Pancerny. Telefon, nie &quot;super duper smartfon&quot;, bez dotykowego ekranu, bez dziesiątek nic nie wartych megapikseli, bez setek gier i aplikacji dostępnych za darmo lub płatnie, bez szeregu zbędnych wodotrysków i usług.</description><pubDate>Wed, 11 Jan 2012 23:15:29 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/11/nokia-e50-po-6-latach/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Sherlock Holmes: A Game of Shadows</title><link>http://blog.zammer.eu/2012/01/02/sherlock-holmes-a-game-of-shadows/</link><description>Kino. Pół godziny przed filmem (który miał rozpocząć się o 20:15, a zaczął się o 20:45) mam okazję rozkoszować się porcją reklam i zwiastunów (lub trailerów, jak kto woli). Jednym z nich była zapowiedź trzeciego Batmana wg Nolana: &quot;Dark Knight Rises&quot;. Osobę, która popełniła jego tłumaczenie, należy spalić, poćwiartować, rozstrzelać, powiesić i oddać na tortury. Słowa &quot;the epic conclusion&quot; zostały przełożone na &quot;epickie podsumowanie&quot; - ręce opadają.
Sam film Guy'a Ritchiego wydaje się być odrobinę słabszy niż pierwsza część, jak to zwykle bywa z ciągnięciem tematu, chociaż trzeba przyznać, że dawka humoru jest potężna. Chwilami historia nieco przekombinowana, szwarccharakter tłumaczący konieczność wystąpienia wojny światowej zgrzyta trochę jak piasek między zębami i niezbyt pasuje do konwencji. Postać profesora Moriarty'ego wydawała się być zbyt szybko przedstawiona z twarzy, oczekiwać można było jednak bardziej &quot;blofeldowskiego&quot; ujęcia i większej niepewności co do jego działań i motywów, raczej przedstawiania przez osoby trzecie. Zdolności dedukcyjne głównego bohatera też zostały pokazane trochę po macoszemu, chciałoby się więcej uczty dla umysłu, podczas gdy reżyser funduje widzom zdecydowanie więcej uczty dla oczu.
Kilka motywów znanych z poprzedniego filmu zostało pokazanych inaczej, Sherlock Holmes jakby szwankował, ale w pozytywnym znaczeniu (o ile takie istnieje). Pojawiły się również i nowe pomysły, wywołujące na sali gromki śmiech. Na dokładkę dużo (chciałoby się powiedzieć: za dużo) scen walki/ucieczki przy przeważających wrogich siłach. No i Moriarty ze zgrają pomagierów, mało indywidualny, raczej sprytny niż genialny, za to z nieograniczonymi praktycznie funduszami.
Krytyki chyba wystarczy. Film zdecydowanie na poziomie, bardzo dobrze zrealizowany i, co jeszcze raz warto podkreślić, z potężną dawką humoru. Ciekawy, interesujący, do obejrzenia na dużym ekranie. Wizualnie - uczta dla oczu. Mimo kilku &quot;niedociągnięć&quot; i dużych oczekiwań po pierwszej części, wart polecenia, nie pozostawia niedosytu. Czy będzie trzecia część? Nie oczekuję, wolałbym raczej zobaczyć Guy'a Ritchiego jako reżysera kolejnego filmu w konwencji takiej jak &quot;Snatch&quot; albo &quot;RocknRolla&quot;.</description><pubDate>Mon, 02 Jan 2012 09:42:31 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2012/01/02/sherlock-holmes-a-game-of-shadows/</guid><category>Filmowo</category></item><item><title>Kibic Michał Witkowski</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/12/30/kibic-michal-witkowski/</link><description>Pomijając inne aspekty &quot;Drwala&quot; autorstwa Michała Witkowskiego (dość niesmaczne wypełniacze na temat fascynacji męsko-męskiej; chociaż momentami zdają się być główną osią wokół której ma obracać się książka), należy &quot;pochwalić&quot; autora za &quot;dogłębną penetrację&quot; tła, w którym osadził książkę...
— Oj, ale te bokserki to daj, ja ci, młody, szybciutko przepiorę tu na misce.
Stary numer, ale może go nie znasz.
— Kurwa, pojebało cię? A ja w czym będę szedł? Mało mam mokrych rzeczy?
— Ja ci zaraz dam moje, a twoje ci jutro przyniosę, tylko się zgódź!
Ugryź się w język!
Pod żebrem miał bliznę.
— Co ci się stało? — Dotknąłem jej ręką.
— Nic.
— No jak: nic?
— No... tam, tego... Dostałem.
Nożem.
— Kto ci to zrobił?
— Źli ludzie. Na meczu.
— Pogoń?
— Legia. Pogoń to ja!

Źródło: Michał Witkowski &quot;Drwal&quot;, Świat Książki 2011, strona 136.
Pozostaje dodać, że motywy piłkarsko-kibolskie przewijają się w książce więcej niż ten jeden raz. Teraz już można iść na balkon i zacząć się śmiać. Subiektywnie oczywiście, bo książka jest napisana ciekawie.</description><pubDate>Fri, 30 Dec 2011 22:24:19 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/12/30/kibic-michal-witkowski/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Typowy...</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/12/22/typowy/</link><description>13 lat temu:
Zwykle siedzi w tej swojej podziemnej norze... Nie przyjmuje żadnych gości, tylko od czasu do czasu jakieś prostytutki. Typowy manager projektu.</description><pubDate>Thu, 22 Dec 2011 08:31:05 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/12/22/typowy/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Przygody leszcza w Nowym Banku</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/12/20/przygody-leszcza-w-nowym-banku/</link><description>Leszcz przychodzi do Nowego Banku w celu założenia konta (typowy ROR, nic ponadto). Leszcz wie dobrze, że bank oferuje dla osób fizycznych tylko jeden typ rachunku bieżącego (dla porządku powiedzmy, że nazywa się on Konto Nowe), do tego sprawdził sobie wcześniej jak ogólnie wyglądają najistotniejsze szczegóły.
Pierwsze wrażenia - osoba oddelegowana do obsługi leszcza zachowuje się trochę jak agent ubezpieczeniowy. &quot;Przedstawię panu naszą propozycję, a potem pan zdecyduje czy to pana interesuje.&quot; Potem pisze na kartce kilka zer (zachwalając jak to za nic opłat nie pobierają), potem wypisuje kilka liczb prezentujących za co jednak opłaty pobierają. Nic nowego.
Dowód osobisty, trochę danych, umowa... Na końcu umowy leszcz ma potwierdzić podpisem, że odebrał zawartą umowę wraz z załącznikami. No to leszcz pyta pracownika banku, jakie to są załączniki, w odpowiedzi słyszy: &quot;na przykład tabela opłat i prowizji&quot;. Mniejsza o to, że tych załączników leszcz nie dostał - może je sobie ściągnąć ze strony banku (sprawdzał wcześniej). Pracownik Nowego Banku nie był w stanie powiedzieć o jakie papierki chodzi, mimo że przed chwilą drukował umowę, na której czarno na białym jest wypisana ich lista. Może nie chciał?
Do tego domyślnie zaznaczył (pies mu mordę lizał) zgodę na przesyłanie informacji handlowych drogą elektroniczną. Nie raczył nawet zapytać. Leszcz pytał jeszcze o kwestię karty debetowej, na którą najwyraźniej trzeba podpisać kolejną umowę. Niestety pracownik Nowego Banku tak się spieszył, że wcisnął kit (najwyraźniej) leszczowi, twierdząc, że to nie jest potrzebne. Leszcz jeszcze się jutro postara dowiedzieć, da im drugą szansę (bo w końcu leszcz wierzy w ludzi), jeśli jednak się nie sprawdzą, machnie ręką i zakończy współpracę z Nowym Bankiem równie szybko jak ją zaczął.</description><pubDate>Tue, 20 Dec 2011 00:02:58 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/12/20/przygody-leszcza-w-nowym-banku/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Równoważne chipsy</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/12/15/rownowazne-chipsy/</link><description>Scenka ekonomiczna w supermarkecie. Kobieta zastanawia się nad wyborem chipsów, bierze do ręki opakowanie za niecałe 5 zł. Przygląda się im i odkłada. Bierze trzy paczki chipsów za 1,50 zł z niewielkim hakiem.

Kobieta (do siebie, z radością)
Widzisz, trzy opakowania tych są równoważne jednemu opakowaniu tamtych!
Sufler (teatralnym szeptem)
Taaak, w kaloriach...

Kurtyna.</description><pubDate>Thu, 15 Dec 2011 08:15:31 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/12/15/rownowazne-chipsy/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Byli szpiedzy z IMGW, teraz pora na szpiegów z TVN</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/12/12/byli-szpiedzy-z-imgw-teraz-pora-na-szpiegow-z-tvn/</link><description>Jakiś czas temu przyuważyłem, że &quot;szpiegują&quot; mnie ludzie z IMGW, a przynajmniej zauważyłem ich adresy IP w odwiedzających. Dziś z kolei przydybałem &quot;zmasowany atak szpiegowskiej żydokomuny&quot; (z przymrużeniem oka oczywiście;) - nawiedzali mnie ludzie chowający się za adresami należącymi do TVN-u. Szukali (wielokrotnie) informacji o handlu danymi osobowymi. Może chcą jakieś sprzedać? Wielki Wyciek?
Wytłumaczenie, że przygotowują materiał dziennikarski i posiłkują się wiedzą znalezioną na internetach wydaje się być takie banalne...</description><pubDate>Mon, 12 Dec 2011 18:55:10 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/12/12/byli-szpiedzy-z-imgw-teraz-pora-na-szpiegow-z-tvn/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Prawy do lewego, obaj do psychiatry</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/11/09/prawy-do-lewego-obaj-do-psychiatry/</link><description>Wydarzenie roku, czyli Krytyka Polityczna odkrywa na nowo Marksa, organizuje uroczyste premiery. Idziemy z duchem czasu, Marks wszelako wielkim myślicielem był. Wczoraj:
We wtorek, 8 listopada, o godz. 19.00 zapraszamy do Ck Nowy Wspanialy Swiat na premierę nowego wydania klasycznej książki Karola Marksa &quot;18 brumaire'a Ludwika Bonaparte&quot; ze wstępem Marka Beylina, publicysty &quot;Gazety Wyborczej&quot;. Goście: Marek Beylin, Zuzanna Dąbrowska, publicystka, komentatorka Polskiego Radia, i Szczepan Twardoch, pisarz i publicysta. Spotkanie poprowadzi Michał Sutowski, Krytyka Polityczna.
Kropla drąży skałę.

Przypatrzyć się jednak można tej sytuacji z trochę innej strony, trochę z góry, trochę na skos. Kłótnie na różnych frontach (przeważnie internetowych, na facebookach i innych) rozgrzewają klawiatury do czerwoności. Wyznawcy Krytyki Politycznej bronią oczywiście swoich racji, zaś konserwatywna strona dopytuje się, kto i kiedy zacznie wprowadzać na rynek &quot;Mein Kampf&quot;.
Przepraszam ale 18 brumaire jest akurat rzetelną analiza dojścia do władzy Ludwika Napoleona - nie wiem po co się tak oburzać. A i porównywanie intelektualne Marksa do Hitlera to jakieś nieporozumienie
A tak w ogóle Karol Marks był idealistą i teoretykiem, czemu miałby ponosić odpowiedzialność za to co wyczyniali czytający go. Analogicznie Nobel powinien być zbrodniażem...
Mi osobiście najbardziej przypadają do gustu (lewostronne) wypowiedzi w następującym stylu:
czas do psychiatry, tylko prywatnie, nie korzystaj z ubezpieczenia, jak rynek to rynek!
Nabierają one rumieńców w świetle tego, co niedawno napisał Filip Memches. Diagnozy psychiatryczne wystawiane przez czołowych lewackich ideologów wchodzą w podatne umysły jak nóż w masło, są łatwo przyswajalne, chwytliwe i jakże racjonalne. Podważają wiarygodność adwersarza, dyskredytują go i tym samym (we własnym mniemaniu) kończą dyskusję. W takiej atmosferze pozostaje jedynie powysyłać się do psychiatrów nawzajem, najlepiej prawych do lewego, a lewych do prawego, co powinno zapewnić albo obustronne zwolnienie z medialnych diagnoz, albo orzeczenie ich potwierdzenia.
A Marks? Jaka elita, takie autorytety. Elita ta ma wspaniałą tradycję dyskredytowania autorytetów drugiej strony na podstawie tła (na zasadzie &quot;jego słowa należy spalić i zapomnieć, ponieważ kiedyś zrobił coś brzydkiego&quot;). W drugą stronę to jednak nie działa. Ludzie (tu zaskoczenie: normalni!) przed 1989 rokiem, którym do głów wbijano (sierpem i) młotem banialuki m.in. Marksa, pamiętają jak mocno można było to nazwisko znienawidzić. Jak rzygało się ideologią leżącą u podstaw komunizmu. Widać, że tło nie ma znaczenia, a &quot;u was Murzynów biją&quot;.
Jaka elyta, takie autorytety.</description><pubDate>Wed, 09 Nov 2011 17:53:44 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/11/09/prawy-do-lewego-obaj-do-psychiatry/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>IE sucks</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/10/23/ie-sucks/</link><description>IE sucks. Internet Explorer ssie. Internet Explorer to gówno.
Powtarzać można bez końca. Połowę czasu człowiek traci, zastanawiając się dlaczego znowu coś nie działa pod IE, poprawiając to, jęcząc i kwicząc, bo nagle coś nie działa tak jak powinno. WebKit, Gecko, Presto - wszystkie te engine'y są w miarę spójne. Jeśli zdarzą się drobne różnice, pal licho, dosłownie kilkanaście sekund i da się poprawić głupi błąd. Natomiast Trident robi wszystko po swojemu. Bo cholera jasna, szlag człowieka trafia. I trzeba pilnować, mącić, stosować niepotrzebne wybiegi, żeby jakkolwiek to wyglądało.
Powtarzam się. Robią te nowe wersje, reklamują się, wypuszczają siódemkę, ósemkę, dziewiątkę - tak czy siak, męcz się człowieku.
Z przerażeniem patrzę w przyszłość, że tak jak jeszcze niedawno zmorą był IE6, tak jeszcze za parę lat masakrą będzie zachowanie kompatybilności pod IE8. Zanim WinXP odejdzie do lamusa, a z nim IE8, miną eony.
Powtarzam się. Jednak tak to bywa, kiedy ktoś sobie zażyczy w pełni autorskiego rozwiązania z szeregiem wodotrysków. Niech ich wszystkich piekło pochłonie.</description><pubDate>Sun, 23 Oct 2011 20:52:05 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/10/23/ie-sucks/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Dokąd prowadzi adopcja dzieci przez pary homoseksualne</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/10/20/dokad-prowadzi-adopcja-dzieci-przez-pary-homoseksualne/</link><description>Dokąd? Do patologii. Dlaczego? Ano dlatego, że...
Dwie lesbijki w USA adoptowały chorego na apraksję, 2-letniego chłopca. Chciałoby się powiedzieć, że takie to wspaniałomyślne, takie to postępowe. Chłopiec w wieku 3 lat stwierdził, że jest dziewczynką. W wieku lat 8 zaczął nosić sukienki, ponieważ:
As soon as we let him put on a dress, his personality changed from a very sad kid who sat still, didn't do much of anything to a very happy little girl who was thrilled to be alive
Odrzucił imię Thomas na rzecz Tammy. Teraz ma 11 lat, a troskliwe lesbijki zafundowały mu terapię farmakologiczną, żeby opóźnić okres dojrzewania!
The drugs put their puberty on pause, so they can figure out whether to transition genders.
Fuck yeah &amp;&amp; Klękajcie narody, kolokwializmów używając.
Paradoksalnie po to, żeby dziecko mogło wybrać sobie płeć, jak już &quot;dojrzeje&quot; - normalny człowiek nie może nie nazwać tego patologią. Normalny człowiek nie godzi się na wpisywanie zaburzeń i chorób psychicznych do kanonu poprawności politycznej współczesnego społeczeństwa. Bynajmniej nie chodzi tu o piętnowanie osób chorych. W imię tolerancji i poprawności politycznej, w imię postępu, w imię nowoczesności - dlaczego ktoś próbuje nas kneblować takimi hasłami i rzeczy nienormalne nazywać normalnymi? Dlaczego ludzie z nerwicami albo z anoreksją czy bulimią nie domagają się głośno w mediach owej tolerancji i uznania swoich zachowań za &quot;orientację behawioralną/żywieniową&quot;? Czekam na taką chwilę, kiedy za kilkadziesiąt lat kompulsywni onaniści wyjdą na ulice i zaczną domagać się równego traktowania, przyzwolenia na oglądanie pornografii w pracy i akceptacji dla swoich zachowań np. w środkach komunikacji miejskiej.
Na koniec powinniśmy sobie postawić pytanie: nie dokąd prowadzi adopcja dzieci przez homoseksualistów, ale dokąd prowadzi akceptacja dla sankcjonowanych prawnie związków par jednopłciowych. Bez drugiego dylematu nie byłoby pierwszego, niestety knebel poprawności politycznej przesuwa tę delikatną granicę świadomości społecznej, która bardzo powoli, na przestrzeni wielu lat, przyjmuje do norm społecznych coraz więcej wzorców zachowań, które większości narzucają wolę mniejszości. Wzorców pseudo-postępowych: nie w imię postępu, ale w imię degrengolady i zezwierzęcenia. Atawizmy na tle seksualnym, popierane autorytetem nauki, czy raczej paranauki, prowadzą nas w kierunku nie tylko odrzucenia tematów tabu, ale narzucenia ich ogółowi. A odrzucenie tabu to jedna rzecz, natomiast narzucenie ogółowi to już zupełnie inna taktyka. Pieprzu całej sprawie dodaje francuski podręcznik do szkoły średniej, który &quot;teorię genderową&quot; podaje jako naukowy aksjomat: płeć biologiczna określa nas jako samców lub samice, ale nie znaczy to, że możemy się definiować jako męscy lub żeńscy (...) ludzie praktykują rozmaite formy seksualności: homoseksualizm, heteroseksualizm, biseksualizm czy transseksualizm (...) seksualna identyfikacja poszczególnych osób nie jest jednak uwarunkowana biologicznie ale została ukształtowana wskutek oddziaływań społecznych.
źródło cytatów anglojęzycznych: http://edition.cnn.com/2011/09/27/health/transgender-kids/index.html
źródła i opinie odnośnie francuskiego podręcznika:
http://www.informacje24.co.uk/life-a-style/45-rozmaitoci/4221-burza-wokol-francuskiego-podrecznika-czyli-co-z-ta-seksualnocia-u-ludzi.html
http://www.rp.pl/artykul/32,710114-Francuski-spor-o-plec-w-podreczniku.html
http://uwazamrze.pl/2011/09/15117/plec-sprawa-zasadnicza/ (długi artykuł, niestety dostęp do całości jest płatny)</description><pubDate>Thu, 20 Oct 2011 08:42:01 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/10/20/dokad-prowadzi-adopcja-dzieci-przez-pary-homoseksualne/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>10 minut Nissana a sprawa polska</title><link>http://blog.zammer.eu/2011/10/17/10-minut-nissana-a-sprawa-polska/</link><description>Informacja trochę czerstwa, bo sprzed tygodnia: http://articles.nydailynews.com/2011-10-10/news/30284522_1_charge-electric-vehicles-nissan-leaf-electric-car
Zastanawia mnie jedno - jaką moc i jaki amperaż musi mieć ten sprzęt do ładowania samochodu w 10 minut? Bazując na przykładzie Toyoty Prius NHW10, baterie mają pojemność 6 Ah / 1728 Wh, więc żeby takie ustrojstwo naładować w 10 minut potrzeba 36 A i mocy ponad 10 kW. Idzie się złapać za głowę - gdyby w naszym kraju nagle 10% ludności zaczęło jeździć takimi samochodami i korzystać z tej technologii 10-minutowego ładowania, zakładając nawet, że infrastruktura temu służąca powstanie, to sieć energetyczna by nie dała raczej rady.
czajnik - 2 kW (jednorazowo pracuje krócej niż 10 minut, ale kilka razy w ciągu dnia)
piekarnik - 2 kW i więcej (jednorazowa praca to zdecydowanie dłużej niż 10 minut)
pralka - 2 kW (grzałka nie pracuje przez cały cykl)
żelazko - 1,5 kW (prasowanie potrafi trochę zająć)
zmywarka - 1 kW (jeden cykl to zazwyczaj ponad 2h, maksymalny pobór mocy jednak nie występuje ciągle)
O oświetleniu nie wspominając i innych zasobożernych odbiorcach, którzy wymagają dużo większych mocy zamówionych niż gospodarstwa domowe. Nawet jeśli będzie taki samochód wymagał ładowania co kilka dni, to zanim będzie to u nas możliwe... Sto lat minie. Chyba.</description><pubDate>Mon, 17 Oct 2011 21:36:24 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2011/10/17/10-minut-nissana-a-sprawa-polska/</guid><category>Technikalia</category></item></channel></rss>
