<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>zammerologia stosowana</title><link>http://blog.zammer.eu/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Tue, 09 Mar 2010 14:08:34 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>PITu-PITu a prawa Murphy'ego</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/03/09/pitu-pitu-a-prawa-murphy-ego/</link><description>W ramach ćwiczeń z lenistwa zachciało mi się w tym roku znowuż przesłać zeznanie podatkowe przez internet. Oprócz frustracji, o którą przyprawił mnie wymóg instalowania kobyły zwanej Adobe Reader (preferuję obecnie lżejszego i znacznie przyjemniejszego Foxit Readera), miałem okazję przeżyć na koniec jeszcze jedną niespodziankę:

Zgodnie z prawami Murphy'ego, jeśli coś ma się zepsuć, to zepsuje się przy okazji czegoś naprawdę ważnego. W tym przypadku przy wysyłaniu PITa (czy raczej PITu?). Jestem ciekaw, czy Linuksiarze mają z tym problemy?

Uprzedzając wszelaki flame: jeśli chodzi o ŚWOWKZSO, to na obecną chwilę żaden Linux nie spełnia moich wymagań, jeśli chodzi o &quot;primary OS&quot; - oprogramowanie, którego używam i które jest dla mnie bardzo istotne, nie chce z nim współpracować. Chociaż niektórzy twierdzą, że jest nadzieja, np. wg Wikipedii AutoCAD 2011 ma wyjść również na Mac OS X:
w 2009 roku zmienił zdanie i AutoCAD 2011 przygotowywany jest również w wersji na Mac OS X 10.6
Źródła żadnego nie ma, mogą to być więc tylko spekulacje. Może w przyszłości pojawi się też na inne platformy? Jednak oprócz AutoCADa jest cała masa innego oprogramowania, które nijak nie chce z Linuksem współpracować, a jest to głównie oprogramowanie specjalistyczne i stawiam dolary przeciwko orzechom, że 99% społeczeństwa nie ma nawet pojęcia o jego istnieniu.
I uprzedzając spekulacje: AutoCADa mam legalnego. Tylko dodaje do wydruków taką specyficzną adnotację: &quot;UTWORZONY PRZEZ PROGRAM EDUKACYJNY FIRMY AUTODESK&quot; ;)</description><pubDate>Tue, 09 Mar 2010 02:20:27 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/03/09/pitu-pitu-a-prawa-murphy-ego/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Po polsku czy po chińsku?</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/03/02/po-polsku-czy-po-chinsku/</link><description>Nie ma to jak polski film z chińskim dubbingiem: Vinci - i to cały, nie jakieś tam fragmenty! ;)</description><pubDate>Tue, 02 Mar 2010 00:42:13 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/03/02/po-polsku-czy-po-chinsku/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Bestsellery 2009 - foch!</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/02/21/bestsellery-2009-foch/</link><description>W weekendowej Rzeczpospolitej imć Andrzej Rostocki opublikował listę najlepiej sprzedających się książek w ubiegłym roku. Biorę do ręki, szybki rzut oka i... Czegoś brakuje!
Wydawnictwo Dolnośląskie strzeliło focha (to ci, którzy zalewają polski rynek wątpliwej jakości dziełami Stephenie Meyer) i odmówiło Rostockiemu wyjawienia informacji o sprzedaży swoich książek, podczas gdy na swojej stronie chwalą się, jak to saga &quot;Zmierzch&quot; zdobyła nagrodę dla najlepiej sprzedającej się pozycji w empikach w kategorii &quot;Literatura dziecięca i młodzieżowa&quot;. Biorąc pod uwagę, jak długo książki pani Meyer utrzymywały się na szczytach różnych list bestsellerów, powinny raczej okupować czołówki zestawień rocznych.
Andrzej Rostocki publikując swoje listy bestsellerów i krótkie komentarze w Rzeczpospolitej ma stosunkowo szerokie grono odbiorców (w każdym razie znacznie szersze niż literatura &quot;branżowa&quot;), a na prozie Stephenie Meyer nie pozostawił suchej nitki. Wydawnictwo woli się zatem wypiąć na krytyka.
Dziś liczy się nie jakość, a kasa, jaką można zarobić na danym przedsięwzięciu. Czy to w muzyce (cóż nowego wypromuje Simon Cowell?), w filmie (Pocahontas Avatar James'a Camerona), czy też w literaturze. Życzę zatem Wydawnictwu Dolnośląskiemu dalszego strzelania fochów na wszystkich wokół. Tylko opłaćcie lepiej swoich pracowników, żeby ktoś wyjątkowo niezadowolony ze swojej pensji, nie zrobił wam kreciej roboty. Powinno was być na to teraz stać.
PS Osobiście, w ramach eksperymentu naukowego, przeczytałem w zeszłym roku &quot;Zmierzch&quot; - żeby nikt mi nie zarzucił, że krytykuję coś, czego nie znam. Strata czasu.</description><pubDate>Sun, 21 Feb 2010 12:49:56 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/02/21/bestsellery-2009-foch/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Bystrościowy facepalm</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/02/11/bystrosciowy-facepalm/</link><description>Okazuje się, że foobar2000 potrafi odtwarzać muzykę schowaną w spakowanych archiwach. Doświadczyłem tego całkowicie przypadkiem.
Aplauz!</description><pubDate>Thu, 11 Feb 2010 23:08:34 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/02/11/bystrosciowy-facepalm/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Posesyjnie</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/02/03/posesyjnie/</link><description>Sesja zaliczona, wpisy pozbierane, indeks złożony w dziekanacie, to można się trochę odstresować.
Jakieś dwa tygodnie temu, kiedy siedziałem na wydziale udając, że się uczę do egzaminu, znajomy wybadał gdzieś w sieci i pokazał mi pewną stronę: http://www.verbatim.jp/senshuken/. Nie dość, że świetnie zrobiona we flashu aplikacja, to potrafi dostarczyć zabawy na pewien czas. Rejestrować ani logować się nie trzeba - wszelkie dane to-to trzyma w tzw. flashowych ciasteczkach. Zasada jest prosta - tworzymy verbatimowego &quot;media monstera&quot; z 4 rodzajów nośników danych. Następnie kształt jest losowany, wybieramy taki, który nam się podoba. Statystyki są dobierane losowo. Następnie wybieramy inne &quot;media monstery&quot; i z nimi walczymy. Na ogół walki są losowe, ale kiedy kontrolujemy naszą bestyjkę, mamy do wyboru dwa ataki specjalne (&quot;pięść z półobrotu&quot; i &quot;strzał kierowanym pendrivem&quot;) oraz skromne podleczenie naszego pupila. Możemy więc tak pokierować walką, żeby mieć większe szanse na wygraną.
Po wygranej walce nasz pupil dostaje dodatkowe gigabajty/terabajty i w ten sposób pnie się w górę rankingu (maksimum za jedną walkę to 5000 GB). Przy pierwszych walkach dostajemy też bonusy do statystyk (atak, obrona, szybkość i żywotność), przy czym ograniczone są one odgórnie do 100. Nie zauważyłem zresztą, żeby miało to większy wpływ na rozgrywkę.
Jeśli chodzi o szczegóły techniczne - statystyki początkowe są losowane, ich maksimum to 19/100 dla każdej, wtedy możemy dojść do 100/100. Jeśli jest mniej, zatrzyma się na pewnym poziomie. Kiedy już będziemy w stanie walczyć z czołówką z rankingu - warto tłuc najsilniejszych, dostajemy wtedy za każdą wygraną 5000 GB i szybko pniemy się do góry... Przy okazji narażając się na to, że inni nas dostrzegą i zaczną tłuc nas po pendrive'ach ;) Za przegrane walki też dostaje się jakieś GB, ale niewiele.
Have fun, po pewnym czasie i tak się nudzi... Do następnej sesji ;)</description><pubDate>Wed, 03 Feb 2010 21:22:51 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/02/03/posesyjnie/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Best Website Ever! Czyli kolejne kompleksy Polactwa...</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/01/17/best-website-ever-czyli-kolejne-kompleksy-polactwa/</link><description>W głębinach Internetu pojawiło się (stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie pierwsze i nie ostatnie)  &quot;głosowanie na Najlepszą Stronę W Sieci&quot;. Polactwo zwęszyło okazję do powiększenia sobie wirtualnego penisa o te kilka centymetrów. Akcja prawie jak z drawballem.
Na obecną chwilę najpopularniejsze na świecie strony to... Nie zgadniecie! Monstrualny Dżo oraz Wykopki. Mają ponad pięć razy więcej głosów niż trzeci w zestawieniu YouTube. Pomijając wszelkie sympatie i antypatie, jakimi można darzyć te serwisy i ich społeczności, czekamy aż odezwie się jakiś chan i zrobi z układanki polskich serwisów swastykę w tym zestawieniu. Poniżej sytuacja na chwilę obecną:

Do boju, do boju, ośmieszmy się jeszcze bardziej. Dziwi mnie tylko, dlaczego nie ma tam jeszcze naszej-klasy i fotki. W końcu mają takie silne społeczności...</description><pubDate>Sun, 17 Jan 2010 17:10:44 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/01/17/best-website-ever-czyli-kolejne-kompleksy-polactwa/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>Uwaga! Inżynier</title><link>http://blog.zammer.eu/2010/01/05/uwaga-inzynier/</link><description>Siedzą gromadnie studenci (inżynierowie oraz niedoszli inżynierowie) w pomieszczeniu pewnym. Jeden z nich podgrzał pizzę w mikrofali, reszta krzyczy, że śmierdzi. Pizza się skończyła, a coś dalej śmierdzi spalenizną. I to coraz mocniej. Szukają, szukają... Coś się ewidentnie pali. W końcu pod sufitem kłęby dymu i jest źródło!
Jedna pani inżynier rzuciła materiały promocyjne (szmaciane torby oraz koszulkę) za kartony na szafę. Problem polegał na tym, że trafiła dokładnie na lampę, od której wszystko się zajęło. Szybka akcja gaśnica i palące się tekstylia wylądowały w zlewie. Napis i grafika na koszulce nabrały nowego, głębszego znaczenia:

To coś dziwnego po lewej, co wygląda niczym palnik teraz, wcześniej symbolizowało kalkulator. Ciemniejsza plama dookoła spalenizny to woda z akcji gaśniczej.</description><pubDate>Tue, 05 Jan 2010 18:58:10 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2010/01/05/uwaga-inzynier/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>4wykop-onions</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/30/4wykop-onions/</link><description>Jak już kiedyś pisałem, wykop.pl jest (w mojej opinii) jednym z tych serwisów, które od pięknej i jakże szlachetnej idei Web 2.0 stoczyły się w mętne bagno, charakteryzujące się zbiorowym (mocno zaniżonym) poziomem intelektualnym.
Wykopu od dawna już nie przeglądam, we wtorki tylko dostaję maila z najpopularniejszymi pozycjami tygodnia - to czasem zajrzę, co tam wykopowicze wymyślili. Niestety czasy, kiedy wykop agregował ciekawe linki wyszperane w sieci, dawno już minęły. Teraz na topie jest zbiorowo-wykopowy blog zwany pokazywarką, gdzie użytkownicy tego serwisu śledzą różne &quot;afery&quot;, dzielą się z innymi swoimi błyskotliwymi przemyśleniami i wykazują wysoki współczynnik parcia na &quot;wykop-effect&quot;. Innym, niezwykle popularnym elementem są linki do pseudo-śmiesznych grafik.
Reasumując: wykop przedstawia taki poziom, jaki reprezentują sobą jego użytkownicy - niezwykle mierny. Jednak to, co zobaczyłem na mailu wczoraj, w top-wykopach tygodnia, ścięło mnie z nóg. Sprawa dotyczyła fałszywego sklepu internetowego: http://www.wykop.pl/link/278165/wykop-wykryl-oszustwo-internetowe-final-sprawy oraz http://www.wykop.pl/link/278159/kryminalne-zagadki-wykopu. Przeraziło mnie, jak bardzo wykop zbliżył się do poziomu serwisu chano-podobnego, gdzie wszyscy zgodnie dokonują linczu. Nieistotne jest w tym momencie, czy ta osoba jest winna, czy nie - ma pełne prawo do ochrony własnego imienia i wizerunku. W Polsce istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności. W mediach, bez zgody sądu, nie można publikować wizerunku i nazwiska osoby podejrzanej. Nawet, jeśli wszyscy wiedzą o kogo chodzi, słyszymy o Lwie R., Andrzeju S. itd. W tym wypadku wykopowicze wpadli w dziki szał szukania informacji na temat danej osoby. Jak w piaskownicy, ma tu miejsce ostracyzm w wykonaniu gówniarzy. Bo inaczej tego nazwać nie można. Gówniarzy. Publikują jego imię, nazwisko, numer telefonu, zdjęcie, informują się nawzajem, gdzie mieszka. Wymieniają się tymi informacjami i, stawiam dolary przeciwko orzechom, że znaleźli się już idioci, którzy do niego dzwonili, jak to prezentuje komiks z drugiego z przytoczonych wykopów.
Na ironię zakrawa fakt, że autor pierwszego wykopu pisze:
*nie wiadomo czy oszustem i właścicielem sklepu internetowego rtv.cba.pl jest użytkownik o nicku seba1310, być może miał wspólnika lub ktoś po prostu podszył się pod tą osobę w celu zatuszowania swoich prawdziwych danych.
Wszystkie informacje zostały zebrane przez użytkowników wykop.pl i zestawione w jedną całość.
Źródłem tych informacji są komentarze http://www.wykop.pl/link/277751/jak-bardzo-trzeba-byc-glupim-zeby-dac-sie-na-to-nabrac
Skoro nie mają pewności, to dlaczego linczują tego człowieka już teraz? Zamiast podniecać się nad klawiaturą i krzyczeć &quot;Pójdziesz siedzieć!&quot;, sami powinni się zastanowić, czy nie złamali prawa, naruszając prywatności tej konkretnej osoby. I czy nie usłyszą tego samego od innych.
Nie widzę różnicy między wykopem a 4chanem, z którym wykopowicze czasami &quot;walczą&quot;, ani różnicy między wykopem a onionforums, które to wykopowicze swojego czasu tak piętnowali. We wszystkich tych przypadkach występuje społeczność złożona w przeważającej części z bandy gówniarzy i idiotów. Zaś idea Web 2.0 bierze w łeb.
Notatka końcowa: Jak można było się spodziewać, wykop się zbiorowo oburzył, kiedy ktoś to wrzucił tamże. Aczkolwiek pojawiły się też głosy rozsądku, niektórym należy się duży plus za podejście z dystansem. Jednak w oczy rzucają się i trolle (patrz 8. komentarz pod spodem), którzy z pianą na ustach pokazują, jak to czują się oburzeni.
No i dyskusje, przykro mi panie zammer, ale bądź co bądź, kiedy trafia się poważny temat, wciąż trzymamy poziom.
W to jednak śmiem wątpić. Są osoby, które wysoki poziom trzymają, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że znacznie więcej jest tych, którzy ów poziom skutecznie ciągną w dół. Niestety są znacznie bardziej widoczni, bo więcej piszą i stosują większą liczbę wykrzykników, okraszając swoje wypowiedzi łaciną podwórkową (autocenzurowaną poprzez !%$%#$@).</description><pubDate>Wed, 30 Dec 2009 12:31:50 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/30/4wykop-onions/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>IRC: irssi, darmowy shell - bshellz</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/28/irc-irssi-darmowy-shell-bshellz/</link><description>Artykuł ten napisałem kiedyś na potrzeby pewnej grupy znajomych w celu spopularyzowania nie tyle irssi, ile samej idei ircowania. Umieściłem go w sieci, a niedawno okazało się, że ktoś tam go podlinkował na swoim blogu, ktoś wyczytał i na nasz kanał trafiła osoba z joggera. Miło się zaskoczyłem. Postanowiłem więc uogólnić go nieco i zamieścić na blogu. Może komuś się przyda. Tekst jest pisany z myślą o (prawie) zupełnych laikach, tak, żeby (prawie) każdy mógł go sobie przyswoić. I nie chodzi tu o społeczność joggera, ile raczej nadzieję, że wujek wielkie G spojrzy na to łaskawym okiem.

IRC - krótki wstęp

Czym jest IRC? Najprościej będzie zacytować definicję z Wikipedii:
IRC (ang. Internet Relay Chat) to jedna ze starszych usług sieciowych umożliwiająca rozmowę na tematycznych lub towarzyskich kanałach komunikacyjnych, jak również prywatną z inną podłączoną aktualnie osobą.
Nie będziemy się tu zagłębiać w szczegóły - IRC po prostu umożliwia komunikację wielu osób w sieci i powstał jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał o jakichkolwiek innych komunikatorach. Składa się z wielu sieci, które różnią się od siebie w wielu bądź niewielu aspektach. Skupimy się na sieci freenode, jednej z przyjemniejszych i łatwiejszych w użytkowaniu. W sieci istnieje wiele kanałów - kanał czasami skrótowo jest nazywany #.
Na IRCu istnieje wiele różnych komend. Reguła jest taka: kiedy piszesz na kanale, po prostu piszesz i wciskasz [Enter], a komendy poprzedza się znakiem ukośnika (tudzież slashem): &quot;/&quot; Ważne jest też to, żeby przed znakiem / nie było żadnych spacji ani innych znaków, bo potratkowane to zostanie jako zwykła wypowiedź, a nie komenda.

/join #jogger.pl - dołączasz do kanału #jogger.pl
/nick nowynick - zmieniasz nick na nowynick
/me coś robi - wyświetla tzw. &quot;akcję&quot; w formie * twojnick coś robi
/notice czyjsnick wiadomość - tzw. &quot;whisper&quot; do osoby czyjsnick
/query czyjsnick - otwiera okno/zakładkę prywatnej rozmowy z czyjsnick
/whois czyjsnick - wyświetla kilka prostych informacji o osobie czyjsnick
/part #jogger.pl jakiś komunikat - wyjście z kanału #jogger.pl (ale nie rozłączenie się z IRCem!). &quot;Jakiś komunikat&quot; jest opcjonalny.
/quit jakiś komunikat - rozłącza Cię z IRCem. &quot;Jakiś komunikat&quot; jest opcjonalny.

Jedną z istotniejszych spraw jest rejestracja własnego nicka, żeby potem nie było lamentu, że ktoś go podwędził. Do obsługi nicków służy bot (serwis) który nazywa się NickServ. Kiedy już się połączysz z IRCem, warto z tym botem &quot;porozmawiać&quot;. Wszelką pomoc dotyczącą rejestracji nicka i autoryzacji uzyskasz po wykonaniu komendy /msg NickServ HELP
Żeby zarejestrować nicka, pod którym jesteś właśnie połączony z IRCem, wpisz /msg NickServ REGISTER twojetajnehaslo twoj@adres.email - zobaczysz komunikat &quot;An email containing nickname activation instructions has been sent to twoj@adres.email. If you do not complete registration within one day, your nickname will expire.&quot;
Na podany adres dostaniesz maila z kodem weryfikacyjnym. Kopiujesz go i wpisujesz /msg NickServ VERIFY REGISTER twojnick kod-weryfikacyjny - powinieneś zobaczyć komunikat &quot;twojnick has now been verified.&quot;
Co zaś zrobić, kiedy nick jest już zajęty? Zobaczysz komunikat &quot;twojnick is already registered.&quot; Pozostaje wybrać inny nick i go zarejestrować, lub też poprosić o &quot;dropnięcie&quot; tego nicka dla Ciebie, jeśli jego właściciel nie logował się na niego od dłuższego czasu (zwyczajowo jest to 60 dni). Żeby sprawdzić, kiedy właściciel tego nicka ostatnio się autoryzował, wpisz /msg NickServ info twojnick - zobaczysz wtedy komunikat o tym, kiedy nick był zarejestrowany, spod jakiego hosta właściciel się na niego logował oraz, kiedy to miało miejsce. Może to wyglądać np. tak: &quot;Last seen : Jun 15 21:42:41 2008 (1 year 5 weeks, 2 days, 19:02:51 ago)&quot;
Jeśli więc chcesz zaklepać już zarezerwowany (ale od dawna nieaktywny) nick dla siebie, musisz udać się na kanał #freenode (/join #freenode) gdzie (już po angielsku;) wyłuszczysz swoją sprawę i najprawdopodobniej ktoś z freenode'owego staffu zwolni ten nick i będziesz mógł go sam zarejestrować.
Kiedy już masz zarejestrowany nick i łączysz się z freenode, wystarczy wpisać prostą komendę /msg NickServ IDENTIFY twojetajnehaslo i już jesteś autoryzowany (zalogowany). Jeśli zdarzy się tak, że ktoś &quot;zajmie&quot; Twój zarejestrowany wcześniej nick (rzadko się to zdarza, ale czasami się jednak może trafić komuś), wystarczy wpisać komendę /msg NickServ GHOST twojnick twojetajnehaslo
Klient: irssi
Żeby połączyć się z IRCem, potrzebujesz programu klienckiego. Tu przechodzimy do meritum, czyli irssi. Irssi to jeden z najstarszych klientów IRC przeznaczony na platformy takie jak Unix czy Linux. Natomiast dzięki darmowemu kontu shell na bshellz będzie można trzymać sesję IRCa prawie-że-wiecznie-on-line.
Na początku trzeba zaznaczyć, że irssi jest to klient tekstowo-konsolowy, czyli na niewiele zda się przy jego użytkowaniu myszka. Klawiszologia jest prosta: lewy Alt + [cyfra] (w przypadku PuTTY pod Windowsem mamy możliwość przełączania się pomiędzy poszczególnymi oknami za pomocą kombinacji lewy Alt + [kursor prawo/lewo]), przełączamy się między oknami/zakładkami (jak zwał, tak zwał). Całą resztę wykonujemy przy użyciu komend. Po pierwszych starciach może się okazać, że irssi jest bardzo przyjemnym klientem, chociaż na początku można się w nim dziwnie czuć. Ale jest naprawdę wart polecenia, jeden z najstarszych i najbardziej znanych klientów IRCa na świecie. Są też dostępne jego wersje pod Windowsa, ale to już nie to samo...
Żeby zacząć przygodę z irssi i shellem, najpierw musimy sobie tego shella założyć. Oczywiście, mogą też być i płatne shelle, ale to nie chodzi obecnie o jakieś niesamowite możliwości. Najpierw trzeba wejść na kanał #bshellz w sieci freenode - może do tego posłużyć bramka IRC dostępna pod adresem: http://webchat.freenode.net/.
Najpierw wypada przeczytać temat kanału - zazwyczaj jest widoczny na górze, nad oknem rozmowy. Następnie wpisujemy /query BeschBot i widzimy okno prywatnej rozmowy z botem bshellz. Wpisujemy help i czytamy, co nam bot wypluje. Wpisujemy !register i co widzimy?
 To register, type !register  
Wpisujemy więc, przykładowo, !register remmaz remmaz@mail.com (oczywiście &quot;remmaz&quot; to tylko przykład nicka) i widzimy coś takiego:
 all seems ok! check your email for confimation code!
Po kilku chwilach powinien dość mail mniej-więcej takiej treści:
You're receiving this mail from Bshellz BeschBot!
Your confirmation code is: xy7Ciekfkh7w
To complete the registration process you must send your confirmation code to
BeschBot on IRC
i.e.... /MSG BeschBot !confirm xy7Ciekfkh7w
nOnce you have confirmed you will receive your shell details!
Wracamy więc na IRCa i na query BeschBotowi piszemy !confirm xy7Ciekfkh7w (oczywiście wstawiamy swój kod potwierdzenia) a bot wypluwa nam piękną odpowiedź:
 your shell will be created in the next 5 minutes! You'll receive details by email shortly!
Czekamy więc na maila, w którym dostajemy dane do logowania, a w tak zwanym międzyczasie możemy ściągnąć odpowiedni program, dzięki któremu będziemy mogli połączyć się z naszym nowym shellem. Program nazywa się PuTTy i można go ściągnąć ze strony http://www.chiark.greenend.org.uk/~sgtatham/putty/download.html - wybieramy pierwszy link od góry, czyli czyste PuTTY, nie interesują nas inne wersje. Jeśli zaś lubimy bajery, to możemy ściągnąć sobie przyjemną modyfikację, która zwie się PuTTY Tray i jest dostępna do ściągnięcia na stronie http://haanstra.eu/putty/. Różni się ona tym od zwykłego PuTTY, że minimalizuje się nie do paska zadań, a do zasobnika systemowego, a także umożliwia ustawienie przezroczystości okna. Ot, taki szpan ;)
Kiedy już ściągnęliśmy sobie PuTTY, najpewniej doszedł mail z danymi, które posłużą nam do logowania się na darmowego shella. Jest tam również ważna informacja dotycząca utrzymania naszego konta shell - nie musimy nic płacić, ale raz na 168 godzin (czyli dokładnie raz na tydzień) musimy zajrzeć na kanał #bshellz w sieci freenode i wpisać komendę !keep nick (gdzie &quot;nick&quot; to oczywiście nasz wybrany login).
Uruchamiamy zatem PuTTY i z lewej strony wybieramy Window &gt; Translation, gdzie ustawiamy kodowanie na UTF-8:

Wracamy z lewej strony do zakładki Session i w pole Host Name (or IP address) wpisujemy to, co w mailu dostaliśmy jako Server (przykładowo może to być server1.bshellz.net), a w pole pod Saved Sessions wpisujemy cokolwiek, będzie to nazwa widziana tylko przez nas - możemy więc dla wygody wpisać np. &quot;bshellz&quot;, ale może tam być też coś zupełnie innego. Upewniamy się, że zaznaczona jest opcja SSH i klikamy [Save]

Teraz już możemy logować się na naszego shella - wystarczy, że zrobimy &quot;dwuklik&quot; na nazwie, pod którą zachowaliśmy ustawienia, albo ją zaznaczymy na liście i klikniemy [Open]. Po otwarciu sesji widzimy magiczny czarny ekran, który wita nas tajemniczym login as:

Tak, tutaj dopiero wpisujemy nasz login, a po zatwierdzeniu hasło, które dostaliśmy w mailu. Widzimy mniej więcej coś takiego:

No to już jesteśmy w domu. Pozostało nam do opanowania kilka rzeczy. Pierwsza z nich to zmiana hasła. Koniecznie! Wpisujemy passwd a następnie stare hasło, nowe hasło i powtarzamy. Teraz jeszcze trochę teorii i przydatnych programów:

screen - bardzo przydatny program, jeśli chcemy trzymać sesję IRCa aktywną nawet wtedy, kiedy się rozłączymy z shellem. Żeby uruchomić screena wpisujemy screen -SU jakasnazwa i otrzymujemy w ten sposób &quot;wirtualną przestrzeń&quot;. Możemy z niej wyjść za pomocą kombinacji klawiszy Ctrl + A + D (naciskamy najpierw Ctrl, potem A, zwalniamy A i naciskamy D). Wracamy wtedy do głównej przestrzeni, a programy uruchomione wewnątrz danego screena nadal działają. Żeby wrócić do screena, wystarczy wpisać screen -r jakasnazwa - a jeśli zdarzy nam się uruchomić więcej niż jeden screen pod tą samą nazwą, możemy zawsze odwoływać do niego poprzez polecenie screen -r PID.jakasnazwa, gdzie PID to indywidualny identyfikator danego procesu w systemie (kiedy próbujemy przywołać screena, który wspódzieli nazwę z innym, program sam nam wypluje komunikat błędu wraz z listą PIDów). Żeby &quot;zabić&quot; zbędnego screena, wyświetlamy sobie listę aktualnie aktywnych screenów poprzez polecenie screen -ls - wybieramy jego PID (np. 22456) i wpisujemy kill -9 22456 a następnie screen -wipe
mc - czyli Midnight Commander, popularny manager plików na wzór znanego Norton Commandera. Niektórzy wolą mc od ręcznego wpisywania komend, inni wolą ręcznie klepać komendy. To już zależy od własnych upodobań.
irssi - czyli nasz główny obiekt zainteresowań, konsolowy klient IRCa. Szczegóły niżej.

Siadamy zatem wygodnie i pierwsze, co robimy, to tworzymy screena dla naszej sesji IRCa. Wpisujemy komendę screen -SU irc (nazwa &quot;irc&quot; to tylko przykład, możemy wpisać też &quot;irssi&quot; albo &quot;cokolwiek&quot;). W nowo utworzonym screenie odpalamy irssi, wpisując po prostu irssi - i oto jest ;) Teraz wypadałoby połączyć się z serwerem, wpisujemy więc /server irc.freenode.net i już jesteśmy połączeni. Teraz wystarczy wpisać tylko /join #jogger.pl i jesteśmy w domu! Między oknami/zakładkami możemy przemieszczać się, jak już było wyżej wspomniane, za pomocą kombinacji lewy Alt + [cyfra] lub też lewy Alt + [kursor prawo/lewo]
A jeśli chcemy odejść w końcu od tego kompa i iść na spacer? Nic prostszego, sesja nadal może trwać, a my możemy ją sobie &quot;zawiesić w niebycie&quot;. Wpisujemy w irssi komendę /away jakiś tam powód bycia &quot;ełej&quot;. Wychodzimy ze screena: Ctrl + A + D i zamykamy PuTTY. Kiedy chcemy wrócić, logujemy się na shella przez PuTTY, wpisujemy screen -r irc (gdzie &quot;irc&quot; to nazwa naszego screena, jaką nadaliśmy wydając komendę screen -SU nazwascreena) i już w irssi wracamy z trybu &quot;away&quot; do normalnej pracy: /away - jeśli ktoś do nas pisał, lub też wywoływał naszego nicka, irssi będzie to trzymać w tzw. &quot;away logu&quot; i wyświetli nam linie, które zawierają &quot;highlighted strings&quot;. Standardowo jest to nasz nick.
Jeśli chcemy dodać coś ekstra, powiedzmy, że interesują nas wypowiedzi dotyczące nicka d4rky i chcemy wiedzieć kto o nim plotkuje, wystarczy, że wpiszemy /highlight d4rky i już irssi będzie wyróżniać na żółtawo linie, w których pada jego nick, a także będzie te dane trzymać w &quot;away logu&quot;, jeśli będziemy w trybie &quot;away&quot;. Oczywiście irssi jest na tyle sprytne, że możemy też dodać fragment słowa - np. interesuje nas kto plotkuje o spiochu. Problem jest w tym, że niektórzy mówią o nim &quot;spioch&quot;, inni &quot;spioszek&quot; a jeszcze inni &quot;spiochu&quot;. Możemy dodać zatem do wyróżniania samo &quot;spio&quot; - załatwi nam to wszystkie warianty: /highlight spio Jednak należy uważać, bo jeśli dodalibyśmy samo &quot;spi&quot; wyróżniałoby też nam linie takie jak &quot;spitalaj&quot;, &quot;spiacy jestem&quot;, &quot;spis ludnosci&quot; itp.
Domyślnie irssi nie wyświetla stale listy nicków obecnych na kanale. Jeśli chcemy ją zobaczyć, to wpisujemy /n albo /names i już widzimy. Podobnie działa komenda /b albo /ban - wyświetla listę banów na kanale.
Bardzo przydatną opcją jest tzw. tabowanie, czyli automatyczne uzupełnianie komend albo nicków. Jeśli wpiszemy tylko /aw i naciśniemy [Tab], to irssi automatycznie uzupełni komendę do /away. Podbnie z jest z nickami: jeśli chcemy napisać coś na kanale i poprzedzić linię wypowiedzi czyimś nickiem, to wpisujemy pierwszą literę jego nicka i wciskamy [Tab] - irssi automatycznie uzupełni resztę, doda jeszcze dwukropek i spację na końcu, żeby było wiadomo, że zwracamy się do kogoś bezpośrednio. Jeśli na kanale jest więcej osób o nicku na tę samą literę, możemy kilkukrotnie nacisnąć tabulator, wtedy nicki będą zmieniać się rotacyjnie.
Ała, coś się zepsuło!
Czasem bywa tak, że &quot;niechcący&quot; coś się wciśnie i przestanie działać. Bez paniki :) Jeśli przypadkiem wciśniemy kombinację Ctrl + Z, odsyłamy wtedy irssi &quot;w tło&quot;. Podobnie dzieje się, kiedy naciśniemy [Pause/Break] na klawiaturze. Co w takim przypadku zrobić? Wpisać po prostu fg i nacisnąć oczywiście [Enter] - irssi automagicznie wróci w tryb normalnej pracy.
Czasami naciśnie się też nieopatrznie kombinacja Ctrl + S, która zamrozi screena. Nie, nie warto walić wtedy na oślep w klawiaturę, wystarczy wcisnąć kombinację Ctrl + Q i już wszystko działa. Podobnie można screena zablokować kombinacją Ctrl + A + S - również wtedy nie ma co panikować, wystarczy użyć kombinacji Ctrl + A + Q i screen wraca do życia.
Pamiętaj!
Żeby utrzymać tego darmowego shella, trzeba przynajmniej raz na tydzień (czyli raz na 168 godzin) zajrzeć na kanał #bshellz w sieci freenode i wpisać komendę !keep logindoshella - jeśli o tym się zapomni, shell zostanie usunięty i trzeba będzie go zakładać od nowa.
W razie problemów, bshellz ma też polski support - kanał #bshellz-pl w sieci freenode.
</description><pubDate>Mon, 28 Dec 2009 16:45:27 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/28/irc-irssi-darmowy-shell-bshellz/</guid><category>Technikalia</category><category>irc irssi darmowy free shell bshellz</category></item><item><title>James Cameron's Avatar - wrażeń kilka</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/28/james-cameron-s-avatar-wrazen-kilka/</link><description>Wtórnie, czy nie - w niedzielę, dnia 27 grudnia 2009 roku wybrałem się ze znajomymi dość spontanicznie na Avatar Jamesa Camerona. Odtrąbiono w mediach wielką rewolucję, hasła reklamowe zachwycają... Podczas gdy ten film ma więcej minusów niż plusów. Może nie liczebnie, ale jakościowo.
Dlaczego? - można by zapytać. Dlatego, że szum medialny wokół niego przerasta znacznie to, co sam film sobą reprezentuje. Zacznijmy jednak od plusów... Oprawa wizualna: majstersztyk! Warsztat na najwyższym poziomie, wbija w fotel i zrzuca z głów kapelusze. Wrażenia, jakie pozostawia po projekcji, są niesamowite. Tu się panowie od reklamy nie przeliczyli, jeśli chodzi o ten jeden szczegół, naprawdę warto na film się wybrać. Muzyka również trzyma wysoki poziom. Nie przeszkadza, dźwięk wspaniale współgra z przedstawionym światem.
I koniec, więcej pozytywnych cech nie zauważyłem. Minusy mają znacznie większą &quot;siłę&quot;, a wszystkie przyprawiały mój umysł o drgawki. Fabuła filmu jest tendencyjna do potęgi, nie wnosi nic nowego do kinematografii, żadną rewelacją nie jest. Gra aktorska przyprawia o niesmak, poszczególne postacie wydają się być wyjęte z zupełnie różnych historii. Stephen Lang w roli pułkownika Quaritcha jest przerysowany do granic możliwości - odniosłem wrażenie, że twórcy chcieli zaadoptować na własne potrzeby jakiś surrealistyczny charakter z filmów Tima Burtona. Postać Jake'a Sully'ego (grany przez Sama Worthingtona) jedzie po bandzie - od irytującego gówniarza, poprzez przemianę i wewnętrzne oczyszczenie, do bohatera będącego pół-bogiem z greckiej mitologii. Jedynie Sigourney Weaver pokazuje trochę klasy, nie irytuje tak bardzo. Film wydaje się mieć zacięcie moralizatorskie, wyraźnie zarysowani źli ludzie i wojskowy dryl, dobre i empatyczne charaktery osób, które kontaktują się z rasą tubylczą, Na'vi. Podręcznikowy wręcz przykład przerostu formy nad treścią.
Pomniejsze minusy: projekcja trwa ponad 2,5 godziny. To zdecydowanie zbyt dużo. Oczy w pewnym momencie zaczynają się męczyć, patrząc przez specjalne okulary, które dodatkowo niektórych będą diabelnie uwierać. Napisy momentami stają się nieczytelne, kiedy nie wiadomo, czy są bliżej czy dalej, niż jakiś element sceny - to dla osób nie posługujących się biegle angielskim może być poważnym dyskomfortem.
Reasumując: film wizualnie jest przepiękny i zachwyca, to na pewno. Jednak treść, jaką ze sobą niesie, zdecydowanie jest &quot;lekka, łatwa i przyjemna&quot; - dla mas. Tak dobrana, żeby przypadła do gustu większości widzów na świecie. Widza, który oczekuje od filmu czegoś więcej, niż tylko &quot;efekciarstwa&quot;, Avatar mocno zawiedzie. Rewolucją jest od strony technicznej - jest pierwszym filmem nakręconym w całości na taśmie 50 mm. Czy jednak zwykły, szary Kowalski jest w stanie dostrzec różnicę z tego płynącą? Nie wydaje mi się. Przełomem i rewolucją był pierwszy Matrix, który liczy sobie już 10 lat. Widz dostawał nie tylko po oczach wizualną stroną, ale też fabuła i treść, jaką ze sobą niósł, weszła na dobre do masowej kultury. Osobiście wychodziłem z kina czując dreszcz emocji. Współczesny widz, 10 lat po pierwszym Matriskie i wielu innych filmach, które na dobre odmieniły kino, jest znacznie bardziej trudnym materiałem dla twórców, trudniej go czymś naprawdę zaskoczyć. Dodatkowo, jeśli widz wymaga od filmu czegoś więcej niż tylko czystej rozrywki, to tym trudniej jest zrobić film, który po latach uzyska, w opinii większości, miano &quot;kultowego&quot;.
Jednak nie dramatyzujmy. Avatar to kawał porządnej rozrywki. Wart obejrzenia, ale nie wart oceny rzędu 9/10, jaka teraz widnieje na filmwebie, czy 8,8/10, jaka jest na IMDB. Osobiście dałbym mu 7,5/10 - bo to naprawdę dobry film. Daleko mu do &quot;arcydzieła&quot; czy &quot;rewelacji&quot;, głównie ze względu na przerost formy nad treścią.
Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się zwieść reklamom. 3D nie jest &quot;rewolucyjnym przełomem&quot;. Jest dodatkiem, który uatrakcyjnia projekcję, ale bardziej wydaje się &quot;bajerem&quot; niż czymś, co ma zmienić współczesną kinematografię. Zresztą, 3D jest w tym wypadku tylko iluzją, głębią stworzoną sztucznie na płaskim ekranie. Rewolucją na miarę wprowadzenia dźwięku w filmie będzie obraz holograficzny, rzeczywiste 3 wymiary. Tylko kiedy się tego doczekamy?</description><pubDate>Mon, 28 Dec 2009 02:45:56 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/28/james-cameron-s-avatar-wrazen-kilka/</guid><category>Filmowo</category></item><item><title>Ludzie kontra śmieci</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/26/ludzie-kontra-smieci/</link><description>Są święta, ludzie dają sobie prezenty, a co za tym idzie produkują więcej odpadów bytowo-gospodarczych. Mieszkając w niewielkiej miejscowości gdzieś w Polsce obserwuję, jak zmieniają się nawyki sporej części społeczeństwa. Niestety, wcale nie na lepsze.
Lat temu kilkanaście
W połowie ubiegłej dekady na peryferiach owej miejscowości istniały jeszcze dzikie wysypiska. Ludzie, mimo zakazów i walki lokalnych władz z tym zjawiskiem, wywozili różne śmieci kilkaset metrów za ostatnie domy mieszkalne i wyrzucali na pobocze. Gabarytowy sprzęt AGD najbardziej się rzucał w oczy, ale można tam było znaleźć praktycznie każdy rodzaj śmieci. Oprócz bezdomnych psów, włóczyli się tam czasami przedsiębiorczy rodacy, dając początek &quot;nowoczesnemu biznesowi recyklingowemu&quot;. Na szczęście z czasem owe dzikie wysypiska zostały uprzątnięte, a na ich miejscu powstały nowe domy.
Lata obecne
Ludzie zmienili swoje podejście do sprawy i dzikich wysypisk w bezpośredniej okolicy nie ma. Obowiązkiem każdego mieszkańca jest posiadanie umowy z MPO czy inną firmą na wywóz śmieci. Bez tego nie można nawet dostać pozwolenia na budowę bodajże. Jednak cwaniactwo i paskudna chciwość niektórych ludzi przeraża. Wybierają najtańsze &quot;pakiety&quot;: najmniejsze pojemniki i jak najrzadszy wywóz śmieci. Pytanie: czy faktycznie tak dobrze się gospodarzą, że nie produkują takiej ilości odpadów, czy też znajdują inne metody na ich pozbycie się?
Scena dość powszechna: rano do pracy idzie elegancko ubrana pani w średnim wieku. Oprócz swojej torebki dźwiga (bądź &quot;kitra&quot; pod płaszczem) czarną torbę ze śmieciami. Mijając ustawiony przy chodniku niewielki śmietnik (taki zwyczajny, betonowy z metalowym wkładem) pozbywa się czarnej torby. Nie ona jedna, bo w śmietniku leży już kilka takich. Kilkadziesiąt metrów dalej, następny śmietnik, ale komuś torba się nie zmieściła, bo leży obok.
Widząc taką scenę, mam czasami ochotę wyjąć worek ze śmieciami i podejść do dystyngowanej damy i wręczyć go jej ze słowami: &quot;Przepraszam, ale chyba coś pani zgubiła.&quot;. Wieczorem, jak będzie wracać, nie zwróci uwagi na to, że jakiś bezdomny pies rozszarpał worek w poszukiwaniu pożywienia, zaś śmieci walają się w promieniu kilku(nastu) metrów. W okolicy różnych świąt zjawisko to przybiera na skali jak diabli.
Inną możliwością jest zapakowanie kilku 120-litrowych worków na śmieci do bagażnika i wywiezienia ich na pobliski cmentarz. Przecież tam stoi cały kontener, czekający na cwaniaków, którym nie chce się płacić za wywóz własnych śmieci.
Żyjemy w takim społeczeństwie, jakie sami tworzymy. Najwyraźniej 95% ludzi to idioci...</description><pubDate>Sat, 26 Dec 2009 04:13:43 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/26/ludzie-kontra-smieci/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>Czy jesteś trollem?</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/21/czy-jestes-trollem/</link><description>Zaznaczam z góry, że poniższe słowa mają charakter czysto humorystyczny.
Rodacy! Obywatele! Kierując się potrzebą zapewnienia wzmożonej ochrony podstawowych interesów serwisu i użyszkodników, w celu stworzenia warunków skutecznej ochrony spokoju, ładu i porządku publicznego oraz przywrócenia naruszonej dyscypliny społecznej, a także mając na względzie zabezpieczenie możliwości sprawnego funkcjonowania władzy i administracji serwisu oraz bezpieczeństwa informacyjnego - działając na podstawie regulaminu serwisu JoggerPL - administracja wprowadziła stan wojenny. Różnorakie i jakże bogate doświadczenia ostatnich dni i nocy, których, jako użyszkodnicy serwisu JoggerPL, jesteśmy naocznymi świadkami, stawiają nas w trudnej sytuacji, której musimy stawić czoła, zadając sobie jedno z podstawowych pytań, określających jednoznacznie ideę naszej egzystencji. Musimy zatem niezwłocznie i stanowczo zadać sobie pytanie. Musimy również na to pytanie odpowiedzieć. Każdy z osobna i wszyscy wspólnie. Dzwony biją na trwogę, naród chybocze się niczym łupina miotana przez sztorm. Pytanie owo brzmi: &quot;Czy jesteś trollem?&quot;
</description><pubDate>Mon, 21 Dec 2009 10:13:59 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/21/czy-jestes-trollem/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Przy piwie o programowaniu</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/16/przy-piwie-o-programowaniu/</link><description>
Bo programowanie obiektowe to nie samo programowanie, tylko filozofia programowania. Taka barmanka na przykład ma interfejs z klientem. Ma metodę publiczną &quot;podaj piwo&quot;, ale metoda &quot;umyj kufel&quot; jest już prywatna. Przecież klient nie podejdzie do barmanki i nie powie &quot;umyj kufel i podaj piwo&quot;, tylko samo &quot;podaj piwo&quot;. A to, czy barmanka przed podaniem mu piwa umyje mu kufel, zależy od tego, jak zaimplementowano jej metodę &quot;umyj kufel&quot;.
Cały bajer polega na tym, że barmankę możemy napisać w C++, a nawet w C, chociaż wtedy będzie udawać C++. A jak się uprzemy, możemy ją nawet w PHP napisać. W Delphi też, ale to już będzie tylko makieta barmanki.
I tak działa programowanie obiektowe.

Cytat &quot;mniej-więcej&quot;.
</description><pubDate>Wed, 16 Dec 2009 01:54:42 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/16/przy-piwie-o-programowaniu/</guid><category>Głupawki</category></item><item><title>Włam się komuś na pocztę głosową!</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/12/06/wlam-sie-komus-na-poczte-glosowa/</link><description>W ciągu ostatnich kilku dni muszę wykonywać sporo telefonów w związku z pracą. Najczęściej na komórki dzwonię i najczęściej ludzie nie odbierają. Czasami trafia mi się poczta głosowa...
Postanowiłem zrobić mały test. Sprawdzić, jak klienci pewnego operatora (nie, nie zdradzę jakiego) zabezpieczają swoją pocztę głosową... Powitanie standardowe jest bardzo charakterystyczne, więc łatwo rozpoznać, że dany numer, na którym naciąłem się na pocztę, jest w sieci XXX.
Co zatem robimy? Ano dzwonimy na numer +48blablabla, czyli numer poczty głosowej tego operatora. Wybieramy opcję odsłuchiwania wiadomości. Wprowadzamy numer klienta, którego pocztę chcemy sprawdzić. Podajemy tajne hasło! Cztery zera...
I co się okazuje? Że w 95% przypadków działa. Możemy klientowi odsłuchiwać wiadomości, zmienić hasło do poczty, zmienić powitanie... Nie wiem jakim cudem, ale ludzie włączają pocztę, zostawiają standardowe hasło. Sprawdzałem nawet u znajomej, która ma pocztę głosową włączoną od lat wielu. I z niej korzysta (tylko że ma ustawione standardowe powitanie, gdzie automat czyta jej numer telefonu), tylko że hasła nie zmieniła.
Ludzie są głupi.
PS &quot;Szpanerom z piwnicy&quot; odradzam sprawdzanie tej metody. W przeciwieństwie do rachunków za net, rachunki za telefon rosną, jak się z niego więcej korzysta. Rodzice wam głowy zmyją, jak będziecie się tak bawić.
</description><pubDate>Sun, 06 Dec 2009 23:26:39 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/12/06/wlam-sie-komus-na-poczte-glosowa/</guid><category>Życiowe</category></item><item><title>Kiedyś je widziałem...</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/11/27/kiedys-je-widzialem/</link><description>...na czyjejś głowie. Zastanawiałem się, co to za przedpotopowy sprzęt. Kojarzyły mi się z pierwszymi słuchawkami od pierwszego walkmana na takim połyskliwym pałąku. Zastanawiałem się czy są oldschoolowe, co to za firma takie robi. Ogólnie miałem wrażenie, że to jakieś stare słuchawki, których na rynku już nie ma.
Mowa o słuchawkach Koss PortaPro:

Kiedy przeczytałem o nich u byte'a, to szczęka mi opadła. Z zamiarem zakupu nosiłem się już od dłuższego czasu, od kiedy nabyte kiedyś bez większego namysłu Sennheisery HD202 odmówiły posłuszeństwa po kolejnym już lutowaniu. Potem na kilkanaście miesięcy zostałem bez odtwarzacza, więc nie spieszyło mi się specjalnie. I tu pojawia się okazja, bo postanowiłem wrócić do słuchania muzyki w drodze do pracy czy na uczelnię.
Potwierdzam, urywają głowę. Czegoś takiego jeszcze nie dane było mi słyszeć. Biorąc pod uwagę ich cenę, to żadne Sennheisery im nie dorównają. Że otwarte są i tramwaj skutecznie się przebije swoim jazgotem do uszu? Albo ja nie mam na tyle wyrobionego ucha, albo nie widzę specjalnej różnicy między słuchawkami zamkniętymi za 200 zł, a otwartymi Kossami, które są o ponad 40% tańsze. Jednak moje uszy przeżywają czystą rozkosz. Ogg ~160 kbps czy mp3 o zbliżonym bitrate nie dają znać o zniekształceniach, basy są takie jak być powinny, z wysokich tonów nie ucina, muzyka ma głębię i nie trzeba jej słuchać zbyt głośno, żeby przeżyć niesamowite doznania.
Zmęczenie? Muszę przyznać, że nawet po dłuższym czasie nie odczuwam ich prawie w ogóle, są świetnie zaprojektowane, w porównaniu do w/w Sennheiserów znacznie lepiej się je nosi. Wyglądają jak wyglądają, coraz więcej osób się z nimi widuje. Naprawdę, genialny sprzęt w swoim przedziale cenowym. Nie widzi mi się ich porównywanie z (ćwierć/pół)profesjonalnym sprzętem, którego nigdy jeszcze nie miałem okazji sprawdzić. Nie jestem audiofilem - zresztą gdybym był, nie słuchałbym muzyki w stratnej kompresji.
Koss PortaPro, iRiver T10 i jestem w siódmym niebie.
</description><pubDate>Fri, 27 Nov 2009 23:57:54 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/11/27/kiedys-je-widzialem/</guid><category>Muzycznie</category></item><item><title>Ateiści czy antyteiści?</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/11/09/ateisci-czy-antyteisci/</link><description>Wyrok ze Strasburga odbija się szerokim echem w mediach. Krzyż, jako symbol religijny ma zniknąć ze szkoły we Włoszech, bo rodzice nie chcą żeby ich dziecko było zmuszane do patrzenia na niego. Dokąd zmierzamy?
Ludzie, którzy skierowali sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie ukrywają, że są działaczami UAAR (stowarzyszenie ateistów i racjonalistów we Włoszech), a organizacja ta z ateizmem ma niewiele wspólnego. Oni są antyteistami, oni nie są ludźmi, którzy nie wierzą w istnienie Boga, oni walczą ze wszelakimi objawami religii w społeczeństwie. Zwłaszcza jeśli chodzi o Kościół Rzymsko-Katolicki. Postulują, że dźwięk dzwonów kościelnych jest &quot;zanieczyszczeniem akustycznym&quot; i na swoich stronach internetowych publikują porady, jak składać skargi do samorządów jeśli komuś przeszkadza sąsiedztwo dzwonnicy. Narzekają, że kościelni hierarchowie pojawiają się zbyt często w mediach i że należy się ich pozbyć z życia publicznego. Nadajniki włoskiego Radia Maria (cóż za zbieżność;) są wg nich &quot;zanieczyszczeniem elektromagnetycznym&quot;. I wiele innych, wręcz absurdalnych pomysłów. Ich ateizm nie polega na tym, że w Boga nie wierzą. Oni chcą Go i tych, którzy w Niego wierzą aktywnie zwalczać.
Nie będę się zagłębiał w rozważania nad sensem bądź bezsensem tego postępowania, jako osoba wierząca (i do tego, co zaskakujące, praktykująca), spotkałem się już w życiu z różnymi postawami. Mam za to propozycję nie do odrzucenia dla europejskich antyteistów: pojedźcie na Bliski Wschód i tam walczcie o to, że imam krzyczy za głośno z minaretu. Zmuście świat, żeby zrezygnował z obecnego kalendarza zwanego gregoriańskim, wszak lata liczone są od daty narodzin Chrystusa, a tak być nie może! Wymyślcie jakiś nowy początek historii, od którego będziecie liczyć czas. Zabrońcie nie tylko pielgrzymek do Częstochowy, ale też tych do Mekki. Takie krzyczenie na własnym podwórku niewiele jest warte, myślcie globalnie!
</description><pubDate>Mon, 09 Nov 2009 02:05:02 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/11/09/ateisci-czy-antyteisci/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Jednak kolejny cyrograf z Erą</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/10/29/jednak-kolejny-cyrograf-z-era/</link><description>Piotr Sz. pisał ostatnio o wyższości bądź niższości pre-paidów nad abonamentem, a ja jednak po bojach z Erą podpisałem cyrograf na kolejne dwa lata. Mimo że bałagan tam mają okrutny i sami nie wiedzą, co klientowi proponują, udało mi się wywalczyć w miarę korzystne warunki.
A wszystko to dzięki (wg mnie chorej) sytuacji, jaką na rynku telefonów mamy z iPhonem. Kojarzy mi się to trochę z legendarnym Fiatem 126p - popyt jest ogromny, a podaż mała. Ludzie czekają na niego długie dni, a sprzedawcy podsycają atmosferę jego trudnej dostępności. Dzięki temu na rynku wtórnym można dostać za niego grube pieniądze, zupełnie nieadekwatne do jego rzeczywistej wartości. Mi to jak najbardziej na rękę - nie mam zamiaru go w ogóle używać, a ponieważ kupiłem go za śmieszne pieniądze, to zysk obniży koszt rachunków telefonicznych, co w efekcie da mi &quot;darmofon&quot; przez dłuższy czas. Plus jeszcze taki, że Era sprzedaje go bez simlocka;)
To wszystko nie zmienia jednak faktu, że Era straciła w moich oczach sporo. Całe zamieszanie, jakie opisałem poprzednio przyczyniło się do tego, że jeden z konsultantów, który rozpatrywał moją reklamację zachował się jak początkujący telemarketer, który przed oczami ma prowizję i nic więcej. Oprócz braku profesjonalizmu wykazał się pod sam koniec załatwiania sprawy wyjątkową nachalnością, co pozostawiło duży niesmak. Nie mam zamiaru jednak ciągnąć tego tematu dalej, niech już dadzą mi spokój na dłuższy czas. Może to kiepskie wrażenie się choć odrobinę zatrze;) Ja jestem zadowolony z tego, że de facto telefon będzie mnie kosztować mniej, nawet jeśli zdarzy mi się więcej z niego korzystać. Karta mBank mobile nadal pozostanie w użyciu, choćby do końca czerwca przyszłego roku, bo jednak w Erze nie dostałem 50 MB co miesiąc za free;)
</description><pubDate>Thu, 29 Oct 2009 00:23:29 +0100</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/10/29/jednak-kolejny-cyrograf-z-era/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Jak Era traktuje &quot;wybranych&quot; klientów</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/10/11/jak-era-traktuje-wybranych-klientow/</link><description>Sprawa ma się już powoli ku końcowi, czekam na wiążące wyjaśnienia od Ery. Jednak to, co przeżyłem w ciągu ostatnich dwóch tygodni, diametralnie zmieniło moją opinię na temat obsługi klienta w tej sieci. A przyznać muszę, że od blisko 6 lat, od kiedy jestem związany cyrografem z tą siecią, prawie zawsze chwaliłem sobie poziom obsługi...
Preludium miało miejsce w pierwszej połowie 2009 roku, kiedy zacząłem aktywniej korzystać z telefonu i moje rachunki znacząco podskoczyły. W czerwcu nastąpiło wręcz apogeum, wtedy też zacząłem korzystać równolegle z oferty Play Fresh, żeby w lipcu przenieść się do mBank mobile - dzięki stawce 19 gr za minutę i 50 MB transferu miesięcznie za darmo, druga połowa roku dała znacząco odetchnąć mojemu portfelowi.
We wrześniu jednak Era przypomniała sobie o mnie i została do mnie skierowana oferta Era Premia Gold &quot;dla wybranych klientów&quot;. Ogólnie rzecz biorąc chodzi o to, żeby związać się z Erą na kolejne lata i płacić jeszcze wyższe rachunki. Bo status &quot;Gold&quot; wiąże się z tym, że klient płaci co najmniej 300 zł miesięcznie, a w moim przypadku byłaby to taryfa Era Relaks z abonamentem w wysokości 330 zł brutto. Serce bije mocniej na samą myśl o tym fakcie, bo 1000 minut w ramach abonamentu daje dokładnie 33 gr za jedną minutę. W porównaniu do 19 gr, które daje mi mBank mobile jest to koszt nie do przyjęcia. Jednak są też i plusy tej oferty, a mianowicie iPhone 3GS, który sprzedany może obniżyć koszt minuty do jakichś 12 gr. Oczywiście pod warunkiem, że owe 1000 minut będę wykorzystywał, no ale ten temat na razie pozwolę sobie pominąć.
Kiedy otrzymałem ofertę, zadzwoniłem z kilkoma pytaniami, następnie udałem się do salonu Ery w Warszawie przy Złotej, a potem jeszcze do Złotych Tarasów. Za każdym razem otrzymywałem sprzeczne informacje, a na dodatek w Złotych Tarasach sprzedawczyni odradziła mi skorzystanie z tej oferty. To było wręcz mistrzowskie zagranie. Kiedy napisałem maila do Ery z &quot;reklamacją&quot; i prośbą o uściślenie informacji, dostałem odpowiedź i jako rekompensatę otrzymałem... Aż 200 pkt. w programie lojalnościowym Era Premia. Miły gest, ale poczułem trochę jakby to miało być &quot;na odczepnego&quot;.
Przez kilka dni nie miałem czasu się tym zająć, a w czwartek dostałem telefon w tej samej sprawie. Dowiedziałem się, że na iPhone'a 3GS dostanę zniżkę 50% względem tego, co jest w cenniku (czyli za wersję 32 GB zapłacę tylko 149,50 zł). Konsultant mi powiedział, że Era właśnie dostała nową dostawę tych &quot;zabawek&quot;. Następnie próbowałem się skontaktować z &quot;dedykowanymi konsultantami&quot; pod numerem który był podany w ofercie... I nie mogłem. Musiałem dzwonić do &quot;zwykłego konsultanta&quot;, żeby sprawę wyjaśnić, ale i tak niewiele udało mi się załatwić. W piątek jeszcze raz udałem się do salonu na ulicy Złotej. Tam dowiedziałem się, że konsultant który do mnie dzwonił, wprowadził mnie w błąd, bo po pierwsze iPhone'ów 3GS nie ma i nie wiadomo kiedy będą, a po drugie to jeśli bym chciał podpisywać aneks, to ta oferta którą dostałem jest już nie ważna, rozmowa z dnia poprzedniego dnia też jest nieważna i zniżki 50% na telefon nie ma... I że w ogóle nie wiadomo o co chodzi.
Już lekko zirytowany napisałem kolejnego maila. Tym razem odpowiedź była natychmiastowa wręcz, po kilku godzinach do mnie dzwonią. Sprawa jest w trakcie wyjaśniania, zobaczę jak to wszystko się rozwiąże. Mam już własne przypuszczenia w tym temacie i prawdopodobnie poszło o to, że oferta była skierowana do mnie jak jeszcze w Erze myśleli, że nadal zostawiam u nich duże pieniądze... Podczas gdy sporą część ciężaru moich rachunków przejął od lipca numer w mBank mobile i zapewne dla Ery przestałem być takim wartościowym klientem (zwłaszcza, że ofertę skierowali do mnie jeszcze we wrześniu, a na początku października wystawili mi kolejną &quot;niską&quot; fakturę i pewnie wypadłem z segmentu, bo średnia za ostatnie 6 faktur znacząco spadła). Cóż, jeśli chcą walczyć, to niech się postarają;) Ja dla nich gimnastykować się nie będę. Jestem skłonny skorzystać, ale wtedy i tylko wtedy kiedy będzie to opłacać się mi osobiście, a nie tylko operatorowi, ale żeby tak było muszą być spełnione pewne warunki.
W całej sprawie śmieszy mnie jeszcze otoczka towarzysząca iPhone'owi, mit z jego trudną dostępnością i tyle niewiadomych na temat tego, kiedy będzie... Do tego jeszcze udało mi się usłyszeć przez telefon od jednego z konsultantów, że &quot;kiedy skończyły się te wersje 32 GB to klienci wykupili na pniu 16 GB, a Apple obiecał dostarczyć na nasz region (jakaś tam część Europy) 25 tysięcy sztuk, ale nie wiadomo kiedy oraz że Era trzyma w magazynie 150 sztuk wersji 16 GB, ale to czeka na pewnego kluczowego klienta, który chce kupić 150 nowych aktywacji z tymi iPhone'ami&quot;. No po prostu aż chce się go mieć;)
Pożyjemy, zobaczymy. Mam otrzymać wyjaśnienia najpóźniej do piątku. Jeśli nie będą satysfakcjonujące, to 1 sierpnia 2010 roku definitywnie żegnam się z Erą. Telefony mogę kupować na własną rękę, a numer będzie migrował między pre-paidami, które akurat będą mi najbardziej odpowiadać.
Na ironię zakrawa zaś fakt, że wpis ten został popełniony przy wykorzystaniu telefonu, do którego włożona jest karta SIM mBank mobile, bo nie uśmiecha mi się płacenie Erze za GPRS, kiedy tu mam go trochę za darmo i to rozliczane z dokładnością do 1 kB.
</description><pubDate>Sun, 11 Oct 2009 01:50:42 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/10/11/jak-era-traktuje-wybranych-klientow/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Tlen otwiera się na inne sieci XMPP</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/09/05/tlen-otwiera-sie-na-inne-sieci-xmpp/</link><description>Jestem w lekkim szoku. Znajomy podesłał linka, który ma świadczyć o tym, że Tlen otwiera się na inne sieci XMPP. Tlen, jako twór o2 nigdy nie przypadał mi do gustu (chociaż swojego czasu korzystałem). Jednak fakt, że teraz wypływa na szerokie wody i umożliwi komunikację z innymi sieciami &quot;jabberowymi&quot; nie jest krokiem w przyszłość, jest wręcz skokiem w dal!
Pozostaje jeszcze tylko monopol komunikatorowy, który w Polsce dzierży Gadu-Gadu. Nie oszukujmy się, XMPP nadal jest niszowy. Od jakiś dwóch lat, odkąd korzystam z serwera jabster.pl, na rosterze przybyła tylko jedna osoba, która przerzuciła się z Gadu-Gadu na gTalka. Kiedy próbowałem kilku osobom pokazać, jak wygodnym, wręcz fascynującym klientem jabbera jest Psi, to po pewnym czasie zrezygnowałem. Korzystają albo z (przestarzałego) Konnekta, albo z oficjalnego klienta Gadu-Gadu, bo jednak coś im się nie podobało. A to lubią status &quot;niewidoczny&quot;, a to transport im zerwał połączenie...
Najbardziej jednak śmieszył mnie ów komentarz znajomego, który twierdzi, że &quot;bardzo polubił status niewidoczny&quot;. Jak dla mnie jest to czyste szaleństwo, zmora wręcz - ale cóż, o gustach się nie dyskutuje. Zauważyłem jedną rzecz: status &quot;niewidoczny&quot; na gg mimo że da się włączyć w większości transportów (pisząc do niego po prostu iv) jest całkowicie &quot;uleczalny&quot;. I to, że sprzęt jest 24h on-line wcale nie znaczy, że zaraz ktoś zacznie pisać z jakąś sprawą, która akurat nie może poczekać. Ustawiam w Psi status &quot;Do not disturb&quot; i, jeśli rzeczywiście nie chcę, żeby mi przeszkadzano, nic mi nie miga, nic nie hałasuje, a ja nie reaguję. Taka mała dygresja.
Status &quot;niewidoczny&quot; jest zły jeszcze z jednego powodu: kłamie. Nie wiem czy dana osoba jest on-line i się akurat &quot;ukrywa&quot;, czy też komunikator/komputer ma wyłączony. Znam jedną osobę, korzystającą z Gadu-Gadu, która stosuje dość wymyślną taktykę - zawsze status &quot;niewidoczny&quot;, a jak jest, to ma ustawiony jakiś status opisowy. IMAO głupota... Są też tacy, którzy na Gadu-Gadu wiecznie siedzą na niewidocznym, a jak włączą obecność, to od razu narzekają, że inni zasypują ich wiadomościami i tego nie lubią... Gdyby tylko nauczyli się, że kwadrat ma cztery boki, a trójkąt trzy, to zrozumieliby co oznaczają statusy &quot;on-line&quot;, &quot;zaraz wracam&quot;, &quot;nieobecny&quot; czy &quot;nie przeszkadzać&quot;. Ale nie, dalej tkwią w swoim uporze.
W każdym razie, narzekania wystarczy. Tlen otwiera się na inne sieci i to jest ogromny plus. Pozostaje tylko marzyć, że kiedyś Gadu-Gadu przejdzie na XMPP. Tylko jakby to wyglądało? 123456789@gadu-gadu.pl? Paranoja lekka. Pozostanie to jednak chyba tylko w sferze marzeń. Nastolatki by się w tym wszystkim pogubiły i drastycznie wzrósłby współczynnik samobójstw ;)
</description><pubDate>Sat, 05 Sep 2009 17:33:26 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/09/05/tlen-otwiera-sie-na-inne-sieci-xmpp/</guid><category>Technikalia</category></item><item><title>Przydatne nie-rozszerzenia dla Opery.</title><link>http://blog.zammer.eu/2009/08/20/przydatne-nie-rozszerzenia-dla-opery/</link><description>Przepraszam bardzo, ale po tak obszernym wpisie u Grzglo opisującym różne dodatki nie mogłem się powstrzymać przed małą prowokacją na temat &quot;wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocnymi&quot; ;)
Adblock Plus, Flashblock, NoScript
Po co? Mechanizm wbudowany w Operę. [PPM] &gt; Zablokuj zawartość lub też [Ctrl]+[F12] &gt; Zaawansowane &gt; Zawartość &gt; Zablokowana zawartość...
W przypadku blokowania flasha i skryptów - blokowanie z urzędu ogółem skryptów i wtyczek, dla zaufanych stron: [PPM] &gt; Preferencje dla witryny...
CustomizeGoogle

Pozwala usunąć reklamy z popularnych usług Google...

To samo co wyżej, dodać wystarczy dwie maski:

http://*.googlesyndication.com/pagead/*
http://googleads.g.doubleclick.net/pagead/*

Większa personalizacja wydaje mi się być zbędnym bajerem.
CyberSearch
Opera to ma sama w sobie.
Delicious Bookmarks
Razem z Operą dostajemy świetną usługę Opera Link, która pozwala na to samo, co delicje, a nawet więcej.
Smart Bookmarks Bar
W dzisiejszych czasach, kiedy przeglądarki dążą do zminimalizowania zajmowanej przestrzeni wertykalnej ekranu, dodawanie takiego paska zakładek jest już niemodne ;) Moja Opera ma nawet schowany pasek menu - zwinięty jest do postaci małego buttona po lewej stronie paska kart:

Boczny side-bar jest bardzo wygodny i praktyczny, nie trzeba marnować miejsca na górze, co potrafi psuć trochę wrażenia przy wide-screenie.
Adaś pisał jeszcze o metodzie na ukrycie &quot;belki&quot; programu pod Windows, co by wyglądała trochę jak Chrome, ale mi osobiście to rozwiązanie akurat nie odpowiada.
Weave Sync
Patrz wyżej (Opera Link)
Brief
Czytnik kanałów? Wbudowany w Operę. Chociaż, jak dla mnie, mało komfortowy. Z RSS korzystam głównie do informacji o tym, że jakaś nowość na stronie się pojawiła, całość czytam &quot;u źródeł&quot;.
AutoCopy
Aż tak rozbudowanego bajeru Opera nie ma, ale są &quot;Notatki&quot;, do których możemy skopiować praktycznie dowolną ilość informacji, a nie tylko 5 ostatnich kopiowań.
Download Panel
Dodatkowe opcje, które oferuje to rozszerzenie, Opera ma w standardzie.
FavLoc
Przebajerzone. W Operze tak czy siak wygodniej jest, bo domyślnie nie zapisuje plików na &quot;pulpicie&quot;.
Hide Menubar
Jak wyżej, w Operze standard - menu zwijane do małego buttona po lewej stronie paska kart. Dostępne po kliknięciu myszką w button, lub też po naciśnięciu lewego [Alt]
Menu Editor
Tylko menu? No cóż, nigdy nie potrzebowałem dostosowywać menu kontekstowego Opery. Za to jeśli chodzi o modyfikację interfejsu (zarówno jeśli chodzi o jego zawartość jak i położenie), Opera ma to w standardzie.
Słowniczek
Nie korzystam z takich opcji, bo automatyczne tłumacze nadal mocno kuleją, ale Opera ma w standardzie &quot;wysyłanie tekstu do przetłumaczenia&quot;. Nie ma w tym języka polskiego, ale można przetłumaczyć z wielu innych języków na angielski. Wysyła zaznaczony tekst do tłumacza on-line (któremu ufać w pełni nigdy nie można). Przykład? Przetłumaczyłem sobie kilka słów z hiszpańskiego na angielski:

Felicitaciones. Usted ha comletado el juego con exito. Gracias por jugar.
Congratulations. You have comletado the game successfully. Thanks to play.

Jak się okazuje, całkiem przyzwoicie (potwierdzone przez osobe władającą biegle językiem hiszpańskim).
Toolbar Buttons
Szczerze mówiąc, nie rozumiem, po co dodawać ponad 100 przycisków. Jasne, że nie dodamy wszystkich - nie ogarniemy tego przecież. Konia z rzędem temu, kto korzysta z więcej niż 5 przycisków na pasku przeglądarki. Reszta opcji obsługiwana jest przez skróty klawiaturowe, a jeśli rzadziej z nich korzystamy, nie warto dodawać nowych buttonów, można spokojnie korzystać z odpowiedniego menu (np. kontekstowego dla karty).
TryAgain
Mam coś takiego w swoim Firefoksie. Praktycznie nie korzystam.
Ubiquity
Eee... Przyznam, że nie rozumiem idei tego rozszerzenia. Jakoś takie rzeczy nie były mi potrzebne &quot;błyskawicznie&quot;.
Lazarus: Form Recovery
No tu muszę przyznać, że przydatny bajer. Ale &quot;awarie&quot; mojej Operze przytrafiają się niezmiernie rzadko. Za to przy użyciu szybkich gestów myszy mogę błyskawicznie wrócić na poprzednią stronę (bez jej przeładowywania, co w Firefoksie jest - standardowo, nie wiem czy istnieją jakieś rozszerzenia to umożliwiające - niemożliwe), nie tracąc jednocześnie wpisanych w formularze danych.
Close'n forget
Nie widzę dla czegoś takiego zastosowania. Rzadko kiedy potrzebuję &quot;całkowicie&quot; zamknąć stronę, a jeśli już, to spokojnie mogę wygrzebać ręcznie informacje o niej i usunąć.
Greasemonkey
Tu również przydatny &quot;kombajn&quot;, ale UserJS w Operze dotrzymuje kroku, jeśli ktoś potrzebuje.
Paste Email Plus
Wspominane już wcześniej &quot;Notatki&quot; Opery, które przechowują taką &quot;zdefiniowaną zawartość&quot;. Do tego są jeszcze aktualizowane przez Opera Link ;)
Secure Login
Przyznam, że zawsze byłem przeciwny wszelakiemu autologowaniu, zwłaszcza w newralgicznych punktach rozkładu dnia codziennego, takiego jak np. sprawdzanie poczty.
SkipScreen
Jedno z przyjemniejszych rzeczy, aczkolwiek na tyle rzadko ściągam coś z Rapidshare'a, że skórka jest niewarta wyprawki. Od czasu do czasu mogę poczekać około minuty.
Tab Mix Lite
Tu pozwolę sobie na dłuższy komentarz, ogólniej o rozszerzeniach pozwalających na zarządzanie kartami w Firefoksie. Opera standardowo otwiera odnośniki zamiast w nowym oknie, to w nowej karcie. Chyba że wymusimy to, ale rzadko trafia się taka potrzeba.
W Operze istnieje bardzo przydatna (jak dla mnie) opcja skrótów jednoklawiszowych. Pozwala to np. na błyskawiczne przełączanie się między kartami za pomocą klawiszy [1] i [2], zamiast naciskania [Ctrl]+[Tab] lub [Ctrl]+[Shift]+[Tab] - chociaż jeśli ktoś lubi, to można również korzystać i z takich kombinacji klawiszy.
Opera ma wbudowane gesty myszy, do których obsługi w Firefoksie potrzeba szukać rozszerzeń. W tym też Opera umożliwia zmianę rozmiaru pojedynczej karty - przydatna opcja, jeśli strona ma zmienną szerokość i tekst jest zbyt &quot;rozjechany&quot;, żeby się go wygodnie czytało, jest to opcja wręcz niezastąpiona. Jeśli natomiast strona ma stałą szerokość, a i tak tekst jest nieczytelny z powodu swojej szerokości... Można spokojnie zmienić rozmiar karty, a następnie wybrać opcję &quot;Dopasuj do szerokości&quot;, co również ułatwi czytanie tekstu.
Zaś co do samych gestów myszy - nie wyobrażam sobie bez nich wręcz pracy z przeglądarką. Szybkie &quot;wstecz&quot; i &quot;dalej&quot;, dodatkowo połączone w Operze z brakiem przeładowywania strony (przez co znacznie szybsze) jest rzeczą niezastąpioną. Firefox niestety tego nie potrafi ;)
Coś ode mnie...
Mimo że do obsługi IRCa korzystam z genialnego irssi, to kiedyś jeszcze korzystałem z wbudowanego w Operę klienta IRC. W Firefoksie, żeby z takiego dobrodziejstwa korzystać, trzeba... Ściągać rozszerzenie o nazwie ChatZilla.
Reasumując
Osobiście wolę Operę, która standardowo ma masę z tych rzeczy, które w Firefoksie obsługiwane są przez rozszerzenia. Natomiast dzięki Opera Link, mogę swobodnie migrować z ustawieniami Opery między różnymi stanowiskami. IMHO działa to sprawniej niż różnej maści dodatki ;)
</description><pubDate>Thu, 20 Aug 2009 18:47:33 +0200</pubDate><guid>http://blog.zammer.eu/2009/08/20/przydatne-nie-rozszerzenia-dla-opery/</guid><category>Technikalia</category></item></channel></rss>