Włam się komuś na pocztę głosową!

Popełniono 06 grudnia 2009 o godzinie 23:26:39

W ciągu ostatnich kilku dni muszę wykonywać sporo telefonów w związku z pracą. Najczęściej na komórki dzwonię i najczęściej ludzie nie odbierają. Czasami trafia mi się poczta głosowa...

Postanowiłem zrobić mały test. Sprawdzić, jak klienci pewnego operatora (nie, nie zdradzę jakiego) zabezpieczają swoją pocztę głosową... Powitanie standardowe jest bardzo charakterystyczne, więc łatwo rozpoznać, że dany numer, na którym naciąłem się na pocztę, jest w sieci XXX.

Co zatem robimy? Ano dzwonimy na numer +48blablabla, czyli numer poczty głosowej tego operatora. Wybieramy opcję odsłuchiwania wiadomości. Wprowadzamy numer klienta, którego pocztę chcemy sprawdzić. Podajemy tajne hasło! Cztery zera...

I co się okazuje? Że w 95% przypadków działa. Możemy klientowi odsłuchiwać wiadomości, zmienić hasło do poczty, zmienić powitanie... Nie wiem jakim cudem, ale ludzie włączają pocztę, zostawiają standardowe hasło. Sprawdzałem nawet u znajomej, która ma pocztę głosową włączoną od lat wielu. I z niej korzysta (tylko że ma ustawione standardowe powitanie, gdzie automat czyta jej numer telefonu), tylko że hasła nie zmieniła.

Ludzie są głupi.

PS "Szpanerom z piwnicy" odradzam sprawdzanie tej metody. W przeciwieństwie do rachunków za net, rachunki za telefon rosną, jak się z niego więcej korzysta. Rodzice wam głowy zmyją, jak będziecie się tak bawić.

Opowiem wam bajkę...

Popełniono 14 sierpnia 2009 o godzinie 19:55:34

Wpis dla domyślnych ;)

Czytaj dalej...

Naszo-klasowy phishing na najwyższym poziomie.

Popełniono 12 sierpnia 2009 o godzinie 16:14:26

http://naszaklasa-vip.c0.pl/
http://naszaklasa-vip.c0.pl/zakazanedane.txt

Linki wyłowione na IRCu. Zastanawiam się, jak daleko sięga głupota ludzka, żeby podawać w takim miejscu swój login i hasło. Bo niewątpliwie część z tych danych jest prawdziwa. Pomijając już fakt wspaniałej złożoności większości z tych haseł, dobija mnie naiwność ludzi. Jak powiedział kiedyś Einstein:

Zwei Dinge sind unendlich, das Universum und die menschliche Dummheit, aber beim Universum bin ich mir nicht ganz sicher.

Kto jest głupszy? Osoba, która umieściła tę stronę w sieci, czy też osoby, które podały tamże swoje prawdziwe loginy/hasła? Strach pomyśleć, ile nastolatek i nastolatków będzie płakać, jak ktoś im się "włamie" na naszą-klasę i poczyni "szkody moralne". Nie ulega wątpliwości, że znajdą się niebawem "hax10rzy", którzy zaczną wykorzystywać sytuację w najgłupszy z możliwych sposobów. Żyć nie umierać.

Aktualizacja: Burza rozpętała się znacznie bardziej, niż się tego spodziewałem. Przypuszczałem, że trolle zaczną się "włamywać" na konta osób, które dały się nabrać na ten idiotyczny phishing. Przypuszczałem, że będą robić głupie dowcipy - ale, tu mój błąd, nie przewidziałem, że dorwą się do tego (pewnego pokroju ludzie). Oprócz tego, link do tego wpisu trafił na wykop (i to dwukrotnie...), poniżej zaczęły się pojawiać tu idiotyczne komentarze, których autorzy publikowali prywatne dane pewnej osoby (hasło do skrzynki mailowej, numer telefonu oraz, co mnie wręcz zatkało, nagie zdjęcia tejże). Zanim usunąłem te komentarze, sprawdziłem - te, które zawierały numer telefonu i link do zdjęć, pisane były spod anonimowego proxy...

Temat (w pewnym miejscu) został usunięty. Próba wejścia na ten link bezpośrednio skutkuje błędem 404, próba kliknięcia na wykopie, przekierowuje elegancko na tragiczną stronę z trojanami i innym paskudztwem. Coś mnie tknęło, żeby zrobić kopię tego wątku, zanim został usunięty. Dla potomnych jego kopia w formie graficznej: (link chwilowo nieczynny)

Kiedy widzę takie zachowania ludzi, wstydzę się bycia człowiekiem.

Aktualizacja 2: Teraz czekam na lincz ;) Dlaczego? Ano dlatego, że pad joggera przed godziną pośrednio był spowodowany moim wpisem. Pozwolę sobie nie linkować bezpośrednio do (pewnego miejsca), zamieszczę tylko mirror: (link chwilowo nieczynny)

Nie lubię takich "sieciowych partyzantek".

Aktualizacja 3: Po nocnej rozmowie z administratorozzie (pewnego miejsca) czasowo zablokowałem dwa powyższe linki i delikatnie ocenzurowałem wpis - ci, którzy wiedzą o co chodzi, tak czy siak się domyślą, a ci, którzy nie wiedzą, nie muszą wiedzieć. Dlaczego tak zrobiłem? Dlatego, że zostałem o to poproszony. Sprawa zaczęła przybierać mało przyjemny obrót, zamieniając się w próbę prężenia muskułów i przekrzykiwania, kto jest lepszy. Mimo że uważam się za kiepski cel dla (pewnych ludzi), którzy obrali mnie prawie że za wroga publicznego, pozwoliłem sobie załatwić sprawę "polubownie". I tak ta "sieciowa partyzantka" nie była meritum tego wpisu.

...

Manifest: Web 2.0 bierze w łeb, przyszłość należy do sieciowego totalitaryzmu!

Popełniono 05 listopada 2008 o godzinie 13:44:08

Wprowadzenie

Niecałe dwa tygodnie temy na AntyWebie pojawiło się zestawienie (trochę wybiórcze) losów serwisów szumnie-dumnie zaliczanych do Web 2.0. "Ale o co chodzi?" ktoś zaraz zapyta. Bo czym właściwie jest to Web 2.0? W założeniu jest to ta część sieci, której treść jest współtworzona przez wielu użytkowników. Są to serwisy z dynamicznym contentem, na który wpływają użytkownicy.

Jednak czy jest to Nowa, Lepsza Sieć? Jeśli większość treści tworzy społeczność, każdy może poczuć się współautorem, to czy ta treść jest przez to lepsza? Wspaniale, Web 2.0 to demokracja totalna. Każdy może się wypowiedzieć, każdy może mieć wpływ na to, co się dzieje w danym serwisie. Czy jest to zjawisko pozytywne, czy też może przeciwnie - prowadzi do chaosu? (Nawiasem mówiąc, każdy na joggerze korzysta z tego prawa do "demokracji totalnej" - cóż za autoironia;)

Statystycznie 90% społeczeństwa to idioci w szeroko pojętym sensie. Wtórni analfabeci, krzykacze, pieniacze, niedowartościowani w swoich ambicjach ludzie. Nie oszukujmy się - oddanie władzy w ręce tłumu jest utopią i anarchią w jednym. Dzięki Web 2.0 każdy może być zauważony, każdy może być dziennikarzem, poetą, wytrawnym dyskutantem, znawcą życia, polityki i diabli wiedzą czego jeszcze. Każdy może poczuć się wyjątkowy. W zwykłej demokracji mamy wybory, w wyniku których wyłania się swoich przedstawicieli, którzy potem reprezentują nasze interesy (przynajmniej w teorii). W przypadku Web 2.0 każdy ma niejako władzę bezpośrednią. Owszem, istnieje tajemnicza kasta - moderatorzy, ale... Ale przecież to Internet. Internet, pełna wolność. Web 2.0 - wolność jeszcze pełniejsza. Demokracja w najczystszej postaci...

Demokracja jest najgorszą spośród wszystkich form rządów, ale nic lepszego ludzie jeszcze nie wymyślili.
Winston Churchill

Po kilku gorzkich słowach - meritum

Wyobraźmy sobie teoretyczny serwis Web 2.0, który właśnie zaistniał w sieci. Idea, jaka mu przyświeca, jest nowatorska, wspaniała, boska, cudowna, genialna itd. Istne perpetuum mobile, kura znosząca złote jajka, która działa na użytkowników jak światło na ćmy. Na początku jest wspaniale, użytkownicy tworzą treść, są rozsądni i dojrzali. Zadowoleni, że mogą korzystać z takiego wspaniałego serwisu, przepełnieni dumą, że uczestniczą od początku w tak światłym przedsięwzięciu. Czasem pojawiają się jakieś inner jokes, społeczność użytkowników się zespala i rośnie coraz bardziej w siłę. Przyciąga nowe twarze, serwis ewoluuje w blasku chwały.

Być może następuje stagnacja, być może przed jej nastaniem, autorzy serwisu sami postanawiają się otworzyć na nowe grupy użytkowników. Niestety pojawia się problem - napływają nie użytkownicy, ale użyszkodnicy, którzy w dużej mierze należą do wpsomnianych wcześniej 90% społeczeństwa. Użyszkodnik taki nie raczy zajrzeć do FAQ, nie zapozna się z zasadami panującymi w danej społeczności: "Jak to?! Ja mam się dostosowywać do reszty?! Mam to gdzieś!" I tu pada najczęściej argument o wolności słowa czy też wolności Internetu: "Działam w Internecie, to mam prawo robić co chcę!" Ach, jakież to oczywiste, czyż nie? Przykładów jest wiele, ale najlepszy pochodzi jeszcze sprzed wieków. Sprzed wieków? Co ja mówię, sprzed eonów! Nikt nie słyszał o Web 2.0, a nawet o Web 1.1, kiedy ten przykład krążył już po sieci:

> A spróbuj to teraz przeczytać zrozumieć.
> > Serio?
> > > Bo zaburza naturalny porządek czytania.
> > > > Dlaczego?
> > > > > Odpowiadanie nad cytatem.
> > > > > > Co jest najgorszą plagą dzisiejszego Internetu?

Użyszkodnicy rosną w siłę. Niestety jest ich coraz więcej, masowo zalewają nasz wspaniały serwis Web 2.0, a jako że w założeniu to użytkownicy tworzą treść, wychodzi na to, że serwis schodzi na psy. Nie pomogą zastępy moderatorów - odchodzą użytkownicy, zrezygnowani moderatorzy kładą krzyżyk na tym wspaniałym serwisie, za to użyszkodnicy przejmują całkowitą kontrolę nad całym przedsięwzięciem. Mają swoich przedstawicieli wśród moderatorów, potem mają wpływ na decyzje administracji - wszak trzeba się liczyć ze zdaniem tych, którzy z serwisu korzystają. Co z tego, że nie mamy już użytkowników, a zostali sami użyszkodnicy, trolle i ów "dziewięćdziesięcioprocentowy margines" społeczeństwa? Możemy już tylko uronić łezkę, zapuścić brodę i przemienić się w pustelnika, wyprowadzić gdzieś na Syberię, gdzie nie będą wiedzieć czym jest Internet. Zamieszkać w lepiance i nie wychodzić z niej w strachu przed sfotografowaniem przez satelity należące do Google'a ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wizja czysto teoretyczna, pełna uproszczeń i niedoskonała. Wiem, że moje założenie o "idiotach" stanowiących 90% społeczeństwa jest kontrowersyjne. Popatrzmy jednak na konkretne przykłady.

Wykop.pl

Idea jak najbardziej światła i niegłupia. Niegdyś ten serwis miał swoje wierne grono użytkowników, sam z niego korzystałem, a teraz... Zalew rzeczonych użyszkodników. Masowy udział niedojrzałych jeszcze dzieciaków, grupy bardzo trudnej do pokierowania. Mają to do siebie, że dopiero poznają świat, dopiero uczą się Internetu. Co tam się właściwie dzieje?

Użyszkodnicy dodają i wykopują stare dowcipy. Zaskoczyłem się, kiedy w maju br. dodałem na wykopie strasznego suchara - przemowę Johna Cleese'a z pogrzebu Grahama Chapmana - film mający ponad 18 lat (sic!), a wylądował on z 741 wykopami na drugim miejscu wśród najpopularniejszych linków z maja 2008. Najbardziej bolą takie właśnie rzeczy - wieloletnie dowcipy z brodą, zdjęcia, które obiegły świat wzdłuż i wszeż... Wszystko to potrafi pojawiać się wielokrotnie, czasem nawet trafiać na stronę główną - cóż za nobilitacja!

Inną kategorią linków na wykopie są... Skrajne debilizmy, które potrafią pojawić się w jednej formie i zostać udupione, żeby w niedługim czasie wypłynąć w innej formie i dostać się na stronę główną wykopu. Przykład? 29 października pojawia się link opisany jako Poważny problem z penisem - 54 "wykopy" i 24 "zakopy". Trzy dni później pojawia się ten sam link, tym razem opisany jako Wytrysk wsteczny - 680 "wykopów" i 103 "zakopy". Jeden z najpopularniejszych linków ostatnio...

Nie warto już nawet wspominać o setkach, tysiącach wszelkich funny pictures, pojawiających się masowo galerii przedstawiających różne ich kombinacje, różnie zatytułowanych. Rzygać się chce - nawet jeśli nie widziało się kilku zdjęć z danego zbioru, to reszta przewinęła się już człowiekowi przed oczami setki, jeśli nie tysiące, razy.

Wnioski? Wykop.pl umarł już dawno.

bash.org.pl

Nasza rodzima odsłona basha ma już (czy może zaledwie?) cztery lata. Kiedyś trafiały tam rzeczywiste fortunki, kiedyś było to ciekawe. Trzon stanowiły cytaty z IRCa. Teraz? Czysta masakra. No ale przyjrzyjmy się "zasadom" dodawania cytatów:

Jakich cytatów nie przyjmujemy?

  • zawierających uwagi dotyczące serwisu (do tego służy mail podany na stronie głównej)
  • fortunek z nickami typu 'ja', 'on', 'ona', 'a', 'b', 'mama', 'tata', 'siostra' i podobne
  • 'z życia wziętych', w stylu 'skumaj jaka akcja', 'profesor mówił...', 'kolega mi powiedział'
  • kończących się tekstem 'padłem'
  • wymagających kliknięcia w określony link (np. ze śmiesznym obrazkiem)
  • przerobionych dowcipów czy kradzionych z innych serwisów
  • z cyklu 'twoj stary', 'twoja stara'
  • komentarzy i opisów aukcji, przeklejek z forum portalowego (onet, allegro, itp.)

Nietrudno jest znaleźć cytaty z owym <ja> na początku. Ile cytatów należy do miejskich legend? Ile cytatów zawiera słowa "badaj/obczaj/skumaj akcję"? To już dawno przestało być śmieszne. Odnoszę wrażenie, że na polskim bashu jest dwóch moderatorów, którzy akceptują cytaty. Pierwszy jest studentem, bawią go wszelkie o historyjki z wykładów, z akademików, z życia głodnych studentów. Drugi jest uczniem gimnazjum lub liceum, dodaje cytaty o "akcjach", szkole, rozmowach z rodzicami czy o rodzicach itp. Na cytaty głosują głównie dzieci do lat piętnastu.

Wnioski? Rzygać się chce.

Podsumowanie i wnioski końcowe

Jak to ostatnio powiedział D4rky:

Na joggerze robi się burdel.
Na wykopie totalny burdel.
Na bashu burdel.
Na ircu kurwa burdel (...) ale na ircu zawsze był burdel.

Ostro. Gdzie zatem leży przyszłość sieci? Zamknięte społeczności, restrykcyjnie moderowane enklawy. Tak jak na prywatnych trackerach: Łamiesz zasady? Wylatujesz. Społeczności wręcz totalitarne, w których użytkownicy unikają zalewu użyszkodników. Świadomie godzą się na restrykcyjne zasady uczestnictwa, w zamian za samą możliwość uczestnictwa. Inaczej górę nad siecią weźmie idiokracja, nad wszystkim zapanuje motłoch zafascynowany możliwością udziału w globalnym przedsięwzięciu tworzenia contentu. Schodzimy do podziemia, o tak! ;)

PS

Proszę patrzeć na to wszystko z lekkim przymrużeniem oka. Tekst został napisany bez żadnych podstaw naukowych, bez badań opinii społecznej i jest całkowicie subiektywny. Pomyśl, zanim skomentujesz ;)

Problem, czyli pierwsza podwyżka.

Popełniono 22 września 2008 o godzinie 22:12:05

Na każdego chyba przychodzi taka chwila, w której musi iść do szefa i negocjować podwyżkę. Zwłaszcza tę pierwszą. Robi się wywiad wśród znajomych, głupieje się od różnych poradników na ten temat, dostaje się świra od rozeznania rynku. I po kilku dniach mam w głowie jeszcze większy mętlik niż na początku.

Sytuacja każdego z osobna jest inna, rozeznanie rynku pracy i wysokości płac niewiele mi mówi, widełki są zbyt szerokie, żebym mógł je dopasować do siebie. Moja sytuacja jest taka, że do dyplomu jeszcze mi sporo brakuje, a już pracuję jako inżynier-konstruktor. Do tej pory był to okres próbny, 3 miesiące na umowie-zleceniu. Jak dla osoby, która przez ostatnie 6 lat pracowała tylko dorywczo, próbując swoich sił w różnych gałęziach rynku, jest to poważny skok w życie - płace, jak to zwykle dla studenta, wahały się od 4 do 10 złotych za godzinę, teraz jest to oszałamiająca kwota 2000 zł brutto (co dawało niecałe 1700 "na rękę"). Jednak jeśli człowiek żyjący w stolicy naszego kochanego kraju chce sam się utrzymać i wyżywić, nie rezygnując jednocześnie z pobocznych rozkoszy życia, nie jest to kwota zadowalająca.

Jak już wspomniałem, nie mam jeszcze przed nazwiskiem magicznych literek mgr inż. czy chociażby tylko inż. Do moich obowiązków w pracy należy po prostu projektowanie, robienie wycen, optymalizowanie kosztów, przygotowywanie dokumentacji do produkcji, montażu i wszystko, co z tym związane (branża to budownictwo/kontrukcje drewniane). Oprócz tego jestem też "wykorzystywany" do różnych pobocznych prac, aczkolwiek nie jest to nic strasznego, firma nie jest molochem (w biurze pracują raptem 4 osoby - szef, księgowa i nas dwóch konstruktorów), więc to normalne, że czasem trzeba zrobić "to czy tamto". Przykładowo przed weekendem i dziś przez pół dnia bawiłem się w montowanie mebli do kuchni po przeprowadzce - zresztą szef nie stał nade mną, sam pomagał;) Oprócz tego opracowuję nową stronę www, chociaż siedzę nad tym tylko w domu.

Teraz będzie podpisywana umowa o pracę, więc automatycznie wynagrodzenie netto będzie procentowo niższe, a, jak wiadomo, pracodawca operuje kwotą brutto - jak przy umowie-zleceniu dostaję trochę ponad 80% kwoty brutto, przy umowie o pracę będzie to ok. 70%.

  • jeśli chciałbym dostać o połowę więcej "do ręki" (podwyżka kwoty netto o 50%), kwota brutto musi wzrosnąć o 75% plus koszty "utrzymania pracownika" (ZUS, FP i FGŚP) - daje to z punktu widzenia pracodawcy konieczność wyłożenia ok. 110% więcej
  • podwyżka płacy netto o 70% wymaga podwojenia kwoty brutto plus w/w koszty - oznacza to, że z jego punktu widzenia byłoby to wyłożenie 135% więcej

W sumie tylko tyle jestem w stanie powidzieć na pewno przy obecnym mętliku w głowie. Paranoja. Nie wiem co mam robić, co mam myśleć. Rynek pracy cierpi na niedobór specjalistów (trafiłem na miejsce pracy, które było wolne przez rok!), którzy muszą się w jakiś sposób cenić. Ale nie wiem też, ile naprawdę mógłbym tej podwyżki zażądać. I nie wiem jak do sprawy podejść, jak negocjować. W końcu będę teraz pełnoprawnym pracownikiem, nie będzie to już okres próbny. Jak pomyślę, że pójdę do szefa i nie będę w stanie wydusić z siebie słowa, albo będę mruczał coś i gadał nieskładnie, to oblewa mnie zimny pot. Pomocy! Niech ktoś mi podpowie, jak to zrobić i jakiej podwyżki mogę zażądać, żeby nie przegiąć, a żeby też się nie ośmieszyć! Bo ja już sam nie wiem co mam robić... Co najśmieszniejsze, jest to największy stres, jaki przeżywam w związku z tą pracą, reszta to banał;)

Lider światowy po polsku

Popełniono 30 sierpnia 2008 o godzinie 22:55:54

Tydzień temu w na pierwszej stronie Rzeczpospolitej krzyczał mało sensacyjny nagłówek Zara pokonała Gapa. Niby nic specjalnego, zwłaszcza dla ludzi, którzy po prostu kupują ciuchy i nie interesują się szczególnie finansowymi osiągnięciami różnych koncernów (a właściwie to już "konglomeratów") odzieżowych. Tym bardziej, że marka GAP jest w u nas w kraju jednym z wielkich nieobecnych (kiedyś młody człowiek w bluzie czy t-shircie z logo GAP był w pierwszym kręgu podejrzeń o ubieranie się na bazarach, gdzie królowały podróbki, w drugiej kolejności dopiero można było wnioskować, że bawił gdzieś za granicą, gdzie są sklepy tej marki - ale nie o tym teraz). Przypomniała mi się za to pewna sytuacja, która wydarzyła się kilka lat temu w warszawskim sklepie Zary. Zakupy dla prawdziwego faceta są zazwyczaj wątpliwą przyjemnością, ale kiedy idzie do sklepu z kobietą, musi trzymać fason i robić dobrą minę do złej gry;) Zdarzało mi się nie raz chodzić na takie zakupy, ale wizytę w Zarze przy Marszałkowskiej zapamiętałem aż za dobrze, a kiedy przeczytałem artykuł w Rzeczpospolitej, uśmiechnąłem się szyderczo pod nosem...

Czytaj dalej...

Polactwo, Cwaniactwo i Pieniactwo.

Popełniono 06 czerwca 2008 o godzinie 00:06:16

Tekst poniższy napisałem ponad rok temu, kiedy to jeszcze dorabiałem sobie weekendami jako "kelner" w Sphinksie. Opublikowałem go wtedy w ramach programu medialno-marketingowego nadchodzi4 - testów, jakie urządzał operator sieci Play przed wejściem na rynek. Teraz jestem już poważnym gościem ze stałą pracą i porządną płacą, ale wspomnienia z tamtego okresu jeszcze pozostały. Łezka czasem się w oku zakręci, jak przeczyta się takie rzeczy...

Niniejszym włączam te wypociny do kanonu zammerologii stosowanej.

Czytaj dalej...

iMac, iPod, iPhone, i... Właśnie, iCo?

Popełniono 17 maja 2008 o godzinie 21:32:34

Wszyscy trąbią - iPhone wchodzi, będzie dostępny u pewnego operatora w Polsce!

W roku 1998 dane mi było zetknąć się z produktem firmy Apple. Jeszcze zanim świat usłyszał o iMaku. To było dziesięć lat temu. Zadra w sercu pozostały do dzisiaj. Trauma. Nieuleczalna odraza, zakorzeniona głęboko w podświadomości.

Macintosh wita serdecznie.
Wystąpił błąd szyny systemowej.
Brak koprocesora matematycznego.
Program nieznany niespodziewanie zakończył pracę.
Próba użycia wielozadaniowości - system zaskoczony.
Wystąpił błąd niszy dyskowej.
W wycinku znajduje się więcej niż jedna informacja.
System nie może narysować biurka.
System nie może znaleźć drukarki a pod spodem przycisk [Szkoda]

Czytaj dalej...

Projekt bez nazwy i coś z zupełnie innej beczki.

Popełniono 03 maja 2008 o godzinie 23:51:16

Napomknąłem ostatnio o rodzącym się projekcie gry on-line, która miałaby być osadzona w realiach post-nuclear, nawiązywać do wspaniałego Fallouta (jeszcze tego, który był tworzony przez Black Isle) - bo w sumie to bluźnierstwem byłoby amatorskie przenoszenie świata Falloutowego w sieć, szumne i dumne trąbienie naokoło, że tworzymy "Fallout online". To ostatnie stwierdzenie zakrawa nawet na kpinę. Pozostanę więc przy określeniu, że twór ten ma być MUDo-MMORPGiem, tworzonym całkowicie amatorsko i hobbystycznie, próbującym oddać klimat rozgrywki znany z Fallouta. Więcej pokory wobec arcydzieła Black Isle.

Czytaj dalej...

Wyszukiwarka

About

"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)

RSS

Miniblog

Nędzna komercyja

  • zammer
  • cyrodiil.pl
  • 2111.pl
  • Opera Web Browser

Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme