Dlaczego w Polsce warto pracować na czarno?

Popełniono 16 sierpnia 2010 o godzinie 19:55:33

Na przykład dlatego, że składki, które obowiązkowo płacimy na ubezpieczenie zdrowotne, za przeproszeniem, gówno dają. Prosty przykład:

Praca legalna

Załóżmy, że zarabiam miesięcznie 5000 złotych brutto - "do ręki" dostaję niewiele ponad 3500 złotych. Reszta to pieniądze roztrwaniane na lewo i prawo.

Czytaj dalej...

O sytuacji powodziowej słów kilka

Popełniono 04 czerwca 2010 o godzinie 13:05:31

Ekolodzy pieprzą o zmianach klimatu, spowodowanych działaniami człowieka. Owszem, zmiany klimatyczne dają się nam we znaki, ale pieprzą, bo działalność człowieka ma na to znikomy wpływ. Mówię tu o ekologach z Greepeace'u, którzy zaczepiają ludzi na ulicy i pierdolą od rzeczy. O tym przekonałem się nie raz, kiedy zapytałem takiego "wolontariusza" o chłodnie kominowe, czy przenikanie promieniowania cieplnego przez atmosferę gazową. W pierwszym przypadku odpowiedział mi, że z chłodni kominowych wydobywają się groźne zanieczyszczenia, w tym dym zawierający dużo dwutlenku węgla - podczas gdy w rzeczywistości chłodnie kominowe emitują do atmosfery tylko parę wodną. W drugim przypadku twierdził, że efekt cieplarniany jest powodowany tylko przez dwutlenek węgla, podczas gdy każdy wykształcony człowiek wiedzieć powinien, że fale elektromagnetyczne promieniowania cieplnego gorzej przenikają przez gazy o cząsteczkach trójatomowych - a pary wodnej jest w atmosferze znacznie więcej niż dwutlenku węgla, oba te gazy są trójatomowe. O ozonie nie wspominając, ale

Pomijając jednak te wstępne dywagacje na temat ekoidiotów, którzy sami nie wiedzą, co mówią, przejdźmy do rzeczy. Intensywne opady, powodzie - powoli staje się to normą, rok w rok gdzieś kogoś podtapia lub zalewa doszczętnie. Problem tkwi jednak gdzie indziej. Teoretycznie, jeśli patrzeć w przepisy prawne i normy przeróżne, powinniśmy być przed zalaniami zabezpieczeni, a wszystko powinno być poddawane regularnym kontrolom i wykonywane "zgodnie z wiedzą inżynierską i ze sztuką budowlaną". Jak jest w rzeczywistości? Ano tak, że 95% ludzi to idioci, którzy w głębokim poważaniu mają wszystko dookoła. Kilka przykładów znanych mi z autopsji:

Rok temu, pewien wydział na pewnej uczelni w Warszawie. Ulewne opady nie dają rady spływać kanalizacją deszczową. Każde przyłącze powinno być wyposażone w zawór burzowy regularnie poddawany inspekcjom, zabezpieczający przed cofaniem się nadmiaru wody pochodzącej z opadów do studzienek w budynku i jego otoczeniu. Coś się stało dziwnego, wszystkie studzienki poniżej poziomu terenu wybiły. Wody w piwnicy jest prawie po kolana, cokolwiek tam się znajdowało, zostało zalane.

Pewien dom jednorodzinny stoi na działce wyposażonej w drenaż, doprowadzony do studzienki melioracyjnej w ulicy. Deszcz pada, pada, a na działce stoi woda. Dlaczego? Bo jakiś idiota w urzędzie ma w planach tę studzienkę i zarządza przynajmniej raz do roku jej inspekcję (jak i innych na podległym mu obszarze). Inny idiota te inspekcje wykonuje. Nikt się nie pofatyguje sprawdzić, co jest z tą studzienką w ulicy, która kilkanaście lat wcześniej została zalana asfaltem i stoi zapchana, nie odbierając wody deszczowej. W papierach studzienka jest, w papierach inspekcja została dokonana i wszystko jest w porządku, w rzeczywistości trzeba by rozpruć ulicę, żeby się do niedrożnej studzienki dostać.

Inny dom jednorodzinny, wybudwany w latach 80-tych ubiegłego wieku, w latach 90-tych był poddawany modernizacji - pogłębiano piwnice i adaptowano je na pomieszczenia użytkowe. Kanalizacja deszczowa jest, funkcjonuje prawidłowo, jest poddawana inspekcjom. Maj 2010, w piwnicy pojawia się kilka centymetrów wody. Skąd, u licha? Idiota wykonał modernizację, idiota odebrał i podpisał, idiota zatwierdził, właściciel przekonany że wszystko jest w porządku nie martwił się przez dłuższy czas. Aż do tego roku, kiedy woda z ziemi nasączonej wodą jak gąbka zaczęła się przedostawać do budynku między podłogą w piwnicy a ławami fundamentowymi - bo izolacja została wykonana nieszczelnie. Przez klikanaście lat problemu nie było, bo opady były odbierane sprawnie przez drenaż, ale w tym roku deszcz był na tyle intensywny i długotrwały, że wyszło szydło z worka.

Kilka lat temu w pewnej miejscowości kanalizacja deszczowa w ulicy poddawana jest modernizacji, akurat w okresie wiosennym z nasilającymi się opadami. Idioci wykonujący prace wraz z idiotą z nadzoru wymieniają rury drenażowe w ciągu dnia, na noc nie pozostawiając możliwości przepływu wody (zaślepiają rury i zostawiają wykop bez przepływu. W nocy pada, deszczówka, która normalnie spływa ku swojemu przeznaczeniu, zatrzymuje się na blokadzie. Kilka okolicznych garaży, które mają to nieszczęście znajdować się poniżej poziomu gruntu, zostają zalane. Bo inny idiota nie zadbał o zawory burzowe albo nie były sprawdzane regularnie. Samochody pływają radośnie, za kilka tygodni odpicowane trafią na giełdę pewnie.

Owszem, to są "drobne" sytuacje, nijak przystające do sytuacji, w której Sandomierz został zalany praktycznie całkowicie. Doskonale jednak obrazują, jak idioci całują idiotów po tyłkach i do czego to prowadzi. Teoretycznie takie sytuacje nie miały prawa zajść. Teoretycznie. Gdyby wszystko było robione zgodnie nie tylko z przepisami, ale też zdrowym rozsądkiem. A tak - idiota na idiocie i idiotą pogania. Płacz i zgrzytanie zębów. Żeby zmienić świat, trzeba najpierw zmienić siebie, a nie iść po linii najmniejszego oporu.

Nam zaś na obecną chwilę pozostaje zdecydować, czy biadolenie na tematy przyrodnicze, wyzywanie innych od bucy oraz trollowanie o "ulewającej się chujowości" (przepraszam za wulgaryzm, ale cytat dosłowny, mimo że komentarz go zawierający został już usunięty/wyedytowany) ma jakikolwiek sens. Czy ktokolwiek z obecnych na sali wie, jakie są zalecenia dotyczące wykonywania zaworów burzowych? Ano między innymi takie, że mają uniemożliwić przegryzienie się przez nie szczurom. Stawiam orzechy przeciwko dolarom, że za lat kilka bądź kilkanaście znajdą się specjaliści od "ratowania wolności szczurów, którym ogranicza się dostęp do pożywienia".

Mandatum, Missa praesanctificatorum, Exsultet, Alleluja, Te Deum - i po Triduum

Popełniono 04 kwietnia 2010 o godzinie 14:38:03

Kolejne Triduum Paschalne minęło. I kolejny raz fucha ceremoniarza uświadomiła mi, jakie to wszystko jest męczące. Jak łatwo wpaść w różne pułapki techniczne liturgii, kiedy uczestniczy się w tym wszystkim od kuchni.

Spostrzeżenia? Katolicy jednak stanowią większość w tym kraju, a przynajmniej lokalnie ;) Kilkunastokilogramowy paschał to istna zmora. Chrzty w Wielką Sobotę były i będą stresujące dla wszystkich - zwłaszcza kiedy diakon pomiesza kolejność obrządku i jest na bieżąco strofowany przez stojącego obok proboszcza;) Zdolność skupienia młodzieży szkolnej ogranicza się do 45 minut, praktycznie wszyscy ministranci dostają głupawki przy tak długiej liturgii (po ok. dwie godziny każdego dnia) - i nie ma na to żadnej recepty. Większość ludzi nie wie, jak poprawnie ustawić sobie mikrofon, żeby nie było słychać trzasku przy literze "P" na początku wyrazu. Na procesji rezurekcyjnej z petard strzelają głównie panowie w średnim wieku - z tego się nie wyrasta ;)

Zastanawia mnie jeszcze jedno - jaki odsetek polskiego społeczeństwa został doprowadzony do szewskiej pasji z powodu huku petard i dzwonów kościelnych towarzyszących procesji rezurekcyjnej? Dla antyteistów musiała to być bardzo specyficzna pobudka w niedzielę o szóstej rano (przy czym nie wszędzie strzelają z petard).

Żarówki 75 W też nam zabiorą

Popełniono 27 marca 2010 o godzinie 09:38:11

We wczorajszej Rzeczpospolitej doczytałem, że Komisja Europejska jak zakazała klasycznych żarówek o mocy 100 W, tak w tym roku wycofane zostaną ze sprzedaży te o mocy 75 W. Przy okazji powołując się na serwis verivox.pl, napisali, że rocznie na każdej zamontowanej świetlówce energooszczędnej można zaoszczędzić 46 zł. Jak ta statystyka wygląda w praktyce?

Przykładem są cztery żyrandole zawieszone w czterech pomieszczeniach:

  • pomieszczenie A: 3 zwykłe żarówki
  • pomieszczenie B: 4 zwykłe żarówki
  • pomieszczenie C: 3 świetlówki energooszczędne
  • pomieszczenie D: 5 świetlówek energooszczędnych

Jedna zwykła żarówka ma moc 75 W, kosztuje 80 groszy i super trwałości nie ma - ot, najtańszy sprzęt bez konkretnej marki nawet. Jedna świeltówka zaś kosztuje... Różnie. "Testowane" były i takie za 20 zł, jak i też takie za 50 zł. Gwarancji żaden producent na nie nie dawał.

Do przybliżonych obliczeń weźmy "zimowe półrocze", czyli jakieś 180 dni. Od początku października żarówki zwykłe przepalały się (uśredniając) jedna na trzy miesiące, czyli powiedzmy 7 żarówek wymienionych dwukrotnie, czyli 14. A tam, bądźmy pesymistami i przyjmijmy 20. Daje nam to oszałamiającą kwotę 16 zł! Zawyżmy to nawet do 20 zł, "na korzyść świetlówkom".

Energooszczędne świetlówki z kolei to problem znacznie bardziej złożony - pół roku to zbyt krótko, aby mówić o średnim czasie życia takiego "badziewia", można podać tylko konkrety. Zaraz po zamontowaniu w pomieszczeniu D 5 sztuk tych droższych (za ok. 50 zł) dwie padły po niecałym tygodniu. Po 5 miesiącach wysiadła kolejna. Daje nam to koszt 8 świetlówek po niecałe 50 zł każda, przyjmijmy zatem że 400 zł.

W pomieszczeniu C stosowane są świetlówki tańsze, co widać na pierwszy rzut oka - włącza się światło, to jedna świeci jak "prawie-biała", druga jak "rudo-żółta", a trzecia wpada w głęboki fiolet - mija kilka minut, zanim się rozgrzeją. Ich żywotność nie jest też zachwycająca: od zamontowania na przełomie września i października trzech sztuk kosztujących 20 zł, trzeba było je wymieniać 6 razy! Czyli 9 sztuk za łączną kwotę 180 zł.

Jak z kosztem energii? Za 1 kWh płacę standardowo 39 groszy. Przyjmijmy, że oświetlenie włączone było przez 8 godzin na dobę. Przy rozpatrywanych 180 dniach daje to 1440 godzin. Łącznie 7 zwykłych żarówek miało moc 525 W (każda po 75 W), a żarówki energooszczędne to 8 sztuk po 18 W każda, czyli 144 W. Przy zwykłych żarówkach otrzymujemy zatem 1440 * 0,525 kW = 756 kWh. Przy świetlówkach: 1440 * 0,144 = 207 kWh.

Zatem używanie zwykłych żarówek kosztowało niecałe 300 zł, używanie świetlówek 80 zł z groszami. Dodając koszty zakupu: dla zwykłych żarówek 20 zł, dla świetlówek 530 zł. Razem: 320 zł na 7 zwykłych żarówek, 660 zł na 8 energooszczędnych świetlówek.

Przyjmijmy, że wydłużamy rozpatrywany okres do całego roku. W lecie światła rzadziej używamy, więc powiedzmy, że przez następne pół roku czas działania to średnio 5 godzin na dobę, czyli 900 godzin w ciągu rozpatrywanego okresu. Przyjmijmy, że żarówki zwykłe będą się przepalać tak jak wcześniej, czyli kolejne 20 zł. Zużyją natomiast 473 kWh, za co zapłacimy 185 zł - czyli 205 zł za kolejne pół roku, co pozwala nam oszacować koszt na poziomie 525 zł.

W tym czasie świetlówki energooszczędne zużyją 130 kWh, co kosztować będzie 50 zł. Przyjmijmy, że jakimś cudem przestaną się tak przepalać, będę musiał wymienić jedną za 50 zł do końca rozpatrywanego okresu i dwie za 20 zł (mało prawdobodbne, ale niech będzie) - łącznie jest to zatem 800 zł rocznie.

  • 525 zł / 7 zwykłych żarówek = 75 zł
  • 800 zł / 8 świetlówek energooszczędnych = 100 zł

Dobrze, powie ktoś jeszcze, uwzględnione są w tych obliczeniach "koszty rozruchu", czyli zakup dużej ilości świetlówek energooszczędnych. Odejmijmy je zatem i weźmy pod uwagę tylko średnie koszty wymiany.

Tańsze, za 20 zł sztuka, średnio 12 wymian rocznie (2 * 6, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku), co daje 240 zł. Droższe, 6 (2 * 3, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku) wymian rocznie, czyli 300 zł. Razem 540 zł. Do tego dodajmy energię, którą zużywają: 207 + 130 = 337 kWh, co kosztuje 130 zł. Łącznie 670 zł, czyli prawie 84 zł rocznie za sztukę. Nadal więcej niż za zwykłą żarówkę.

Oszczędzam 46 zł rocznie na jednym takim badziewiu? Gdzie i kiedy? Chyba tylko we wszechświecie równoległym, do którego wstępu bronią eko-lobbyści.

Widać zatem, że koszty zakupu energooszczędnego bubla nijak nie są rekompensowane przez oszczędność energii. Śmiem nawet twierdzić, że szacunek czasu pracy żarówki na poziomie 2340 godzin w ciągu roku jest mocno zawyżony, zatem oszczędność na kosztach energii będzie znacznie niższa, a koszt zakupu pozostaje na tym samym poziomie. Krótko podsumowując: dziś o godzinie 20:30, w ramach protestu przeciwko bełkotowi eko-lobbystów, z okazji akcji WWF nazywającej się szumnie Godzina dla Ziemi zapalę wszelkie możliwe elektryczne źródła światła, jakie znajdę pod ręką. Na okrągłą godzinę.

Popieram parytety!

Popełniono 13 marca 2010 o godzinie 17:52:21

Parapety mogę podpierać też.

Nie będę w ten sposób odkrywczy, pionierem żadnym nie będę, ale wracając dziś natknąłem się na ekipę łatającą dziury w jezdniach i doszedłem do wniosku, że parytety należy bezwzględnie poprzeć, podpisać się pod nimi rękoma i nogami - pod jednym, bardzo prostym warunkiem - że będą dotyczyć absolutnie każdej dziedziny życia. Bez żadnego wyjątku.

Feministki wolą organizować (wspominane już na joggerze) "dni cipki" i walczyć o równość tam, gdzie im się podoba, gdzie im wygodnie, gdzie, za przeproszeniem, dupy im będą tylko rosły. Niech powalczą o parytet płci w tych dziedzinach, gdzie są naprawdę dyskryminowane. Nie widziałem jeszcze kobiety z młotem pneumatycznym czy taczką asfaltu albo zagęszczarką do gruntu, nie widziałem też kobiety układającej tłuczeń pod ten asfalt. Niech zabiorą się za walkę o 50% miejsc pracy na budowach przeróżnych, wtedy poprę ich żądania.

Że co? Że nie widać na horyzoncie takiej walki? Oj, ta równość przestaje być taka równa...

Best Website Ever! Czyli kolejne kompleksy Polactwa...

Popełniono 17 stycznia 2010 o godzinie 17:10:44

W głębinach Internetu pojawiło się (stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie pierwsze i nie ostatnie) "głosowanie na Najlepszą Stronę W Sieci". Polactwo zwęszyło okazję do powiększenia sobie wirtualnego penisa o te kilka centymetrów. Akcja prawie jak z drawballem.

Na obecną chwilę najpopularniejsze na świecie strony to... Nie zgadniecie! Monstrualny Dżo oraz Wykopki. Mają ponad pięć razy więcej głosów niż trzeci w zestawieniu YouTube. Pomijając wszelkie sympatie i antypatie, jakimi można darzyć te serwisy i ich społeczności, czekamy aż odezwie się jakiś chan i zrobi z układanki polskich serwisów swastykę w tym zestawieniu. Poniżej sytuacja na chwilę obecną:

Najlepsza Strona w Sieci - głosowanie

Do boju, do boju, ośmieszmy się jeszcze bardziej. Dziwi mnie tylko, dlaczego nie ma tam jeszcze naszej-klasy i fotki. W końcu mają takie silne społeczności...

Ludzie kontra śmieci

Popełniono 26 grudnia 2009 o godzinie 04:13:43

Są święta, ludzie dają sobie prezenty, a co za tym idzie produkują więcej odpadów bytowo-gospodarczych. Mieszkając w niewielkiej miejscowości gdzieś w Polsce obserwuję, jak zmieniają się nawyki sporej części społeczeństwa. Niestety, wcale nie na lepsze.

Lat temu kilkanaście

W połowie ubiegłej dekady na peryferiach owej miejscowości istniały jeszcze dzikie wysypiska. Ludzie, mimo zakazów i walki lokalnych władz z tym zjawiskiem, wywozili różne śmieci kilkaset metrów za ostatnie domy mieszkalne i wyrzucali na pobocze. Gabarytowy sprzęt AGD najbardziej się rzucał w oczy, ale można tam było znaleźć praktycznie każdy rodzaj śmieci. Oprócz bezdomnych psów, włóczyli się tam czasami przedsiębiorczy rodacy, dając początek "nowoczesnemu biznesowi recyklingowemu". Na szczęście z czasem owe dzikie wysypiska zostały uprzątnięte, a na ich miejscu powstały nowe domy.

Lata obecne

Ludzie zmienili swoje podejście do sprawy i dzikich wysypisk w bezpośredniej okolicy nie ma. Obowiązkiem każdego mieszkańca jest posiadanie umowy z MPO czy inną firmą na wywóz śmieci. Bez tego nie można nawet dostać pozwolenia na budowę bodajże. Jednak cwaniactwo i paskudna chciwość niektórych ludzi przeraża. Wybierają najtańsze "pakiety": najmniejsze pojemniki i jak najrzadszy wywóz śmieci. Pytanie: czy faktycznie tak dobrze się gospodarzą, że nie produkują takiej ilości odpadów, czy też znajdują inne metody na ich pozbycie się?

Scena dość powszechna: rano do pracy idzie elegancko ubrana pani w średnim wieku. Oprócz swojej torebki dźwiga (bądź "kitra" pod płaszczem) czarną torbę ze śmieciami. Mijając ustawiony przy chodniku niewielki śmietnik (taki zwyczajny, betonowy z metalowym wkładem) pozbywa się czarnej torby. Nie ona jedna, bo w śmietniku leży już kilka takich. Kilkadziesiąt metrów dalej, następny śmietnik, ale komuś torba się nie zmieściła, bo leży obok.

Widząc taką scenę, mam czasami ochotę wyjąć worek ze śmieciami i podejść do dystyngowanej damy i wręczyć go jej ze słowami: "Przepraszam, ale chyba coś pani zgubiła.". Wieczorem, jak będzie wracać, nie zwróci uwagi na to, że jakiś bezdomny pies rozszarpał worek w poszukiwaniu pożywienia, zaś śmieci walają się w promieniu kilku(nastu) metrów. W okolicy różnych świąt zjawisko to przybiera na skali jak diabli.

Inną możliwością jest zapakowanie kilku 120-litrowych worków na śmieci do bagażnika i wywiezienia ich na pobliski cmentarz. Przecież tam stoi cały kontener, czekający na cwaniaków, którym nie chce się płacić za wywóz własnych śmieci.

Żyjemy w takim społeczeństwie, jakie sami tworzymy. Najwyraźniej 95% ludzi to idioci...

Kobieta idealna

Popełniono 20 grudnia 2009 o godzinie 04:01:14

Kobieta idealna to taka, która dzielnie dotrzymuje mężczyźnie kroku przy piciu piwa. I w tym samym co mężczyzna momencie (czyli odpowiednim) stwierdza, że można już skończyć i iść do domu.

I do tego ładnie pachnie i nie ma aparycji Paszczaka (tego z Muminków;)

Mały update:

Do wyżej wymienionych można jeszcze dodać następujące elementy:

  • Uwielbia filmy Quentina Tarantino i parę innych rzeczy (jak np. Fight Club)
  • Zna i lubi Röyksopp i parę innych rzeczy
  • Jeśli chodzi o piwo, to zna się na jakości (Guinness, miodowy Ciechan)

Oczywiście to wszystko z przymrużeniem oka ;)

Włam się komuś na pocztę głosową!

Popełniono 06 grudnia 2009 o godzinie 23:26:39

W ciągu ostatnich kilku dni muszę wykonywać sporo telefonów w związku z pracą. Najczęściej na komórki dzwonię i najczęściej ludzie nie odbierają. Czasami trafia mi się poczta głosowa...

Postanowiłem zrobić mały test. Sprawdzić, jak klienci pewnego operatora (nie, nie zdradzę jakiego) zabezpieczają swoją pocztę głosową... Powitanie standardowe jest bardzo charakterystyczne, więc łatwo rozpoznać, że dany numer, na którym naciąłem się na pocztę, jest w sieci XXX.

Co zatem robimy? Ano dzwonimy na numer +48blablabla, czyli numer poczty głosowej tego operatora. Wybieramy opcję odsłuchiwania wiadomości. Wprowadzamy numer klienta, którego pocztę chcemy sprawdzić. Podajemy tajne hasło! Cztery zera...

I co się okazuje? Że w 95% przypadków działa. Możemy klientowi odsłuchiwać wiadomości, zmienić hasło do poczty, zmienić powitanie... Nie wiem jakim cudem, ale ludzie włączają pocztę, zostawiają standardowe hasło. Sprawdzałem nawet u znajomej, która ma pocztę głosową włączoną od lat wielu. I z niej korzysta (tylko że ma ustawione standardowe powitanie, gdzie automat czyta jej numer telefonu), tylko że hasła nie zmieniła.

Ludzie są głupi.

PS "Szpanerom z piwnicy" odradzam sprawdzanie tej metody. W przeciwieństwie do rachunków za net, rachunki za telefon rosną, jak się z niego więcej korzysta. Rodzice wam głowy zmyją, jak będziecie się tak bawić.

Opowiem wam bajkę...

Popełniono 14 sierpnia 2009 o godzinie 19:55:34

Wpis dla domyślnych ;)

Czytaj dalej...

Wyszukiwarka

About

"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)

RSS

Miniblog

Nędzna komercyja

  • zammer
  • cyrodiil.pl
  • 2111.pl
  • Opera Web Browser

Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme