Jak? Bardzo prosto. Idziesz do biura obsługi klienta UPC, bierzesz numerek i mówisz np. że chcesz przedłużyć umowę. Teraz skup się, bo w następnym akapicie będzie skomplikowany opis podszywania się pod klienta UPC:
Podajesz adres "ofiary" (ulica, numer domu, numer mieszkania). Następnie bierzesz najdroższy możliwy pakiet, podpisujesz i... voilà! Nie proszą o żaden dowód osobisty czy inny dokument stwierdzający tożsamość. Nie zadają pytań o PESEL, datę urodzenia, nawet nie pytają o imię i nazwisko osoby, na którą umowa jest podpisana. Nie sprawdzają zgodności podpisu (przynajmniej w obecności klienta). Dosłownie JEDNO WIELKIE NIC - żadnej weryfikacji tożsamości. Wierzą na słowo, że osoba, która podaje się za klienta jest nim naprawdę.
Po prostu śmiech na sali, ROTFL bez dwóch zdań. Odwiedziłem ich dziś w roli osoby towarzyszącej klientowi, który umowę przedłużał i wyżej opisany przypadek nie był osamotniony - przy sąsiednich stanowiskach działo się to samo! Co więcej, dowiedziałem się, że klient, któremu towarzyszyłem, przed rokiem miał analogiczną sytuację, gdzie wystarczyło podać tylko adres, żeby przedłużyć umowę. Wychodzę więc z założenia, że nie był to tylko wypadek przy pracy i niekompetencja jednej osoby. Doprawdy nie wiem, dlaczego pozwalają sobie na taką swobodę w sytuacji, która aż się prosi o podszycie się pod kogoś innego. Może wychodzą z założenia, że ludzie są z natury uczciwi i ich progu nie przekracza żaden oszust? Piękny dowód na to, że człowiek jest najsłabszym ogniwem każdego systemu.
Weźmy na warsztat pewien stołeczny klub, reklamujący się jako "luksus w najczystszej postaci, czas zapomnienia i odprężenia w unikalnym i niespotykanym nigdzie indziej klimacie". Selekcja, owszem - załóżmy zatem, że nowicjusz w tej dziedzinie chciałby zasmakować tego luksusu i zostać zaakceptowanym przez osobę stojącą na bramce. Oczywiście potrzebny jest odpowiedni outfit, styl i pewność siebie... Ale to nie wszystko, liczy się również to, co człowiek sobą reprezentuje. Z pomocą przychodzi tu facebook! Oto, jak za pomocą tego wspaniałego narzędzia można opisać Statystycznego - czyli statystycznego gościa owego lokalu:
Wykształcenie - w przeważającej mierze marketing/zarządzanie/socjologia/psychologia. Wykształcenie medyczne, techniczne lub prawnicze występuje na granicy błędu pomiarowego (czyli nie występuje wcale). Możliwe, że nasz Statystyczny studiował również inne popularne kierunki, takie jak stosunki międzynarodowe czy też uczęszczał na jakieś studia językowe, lub też coś na SGGW (ale niezbyt skomplikowanego, trafiają się również socjologowie stamtąd).
Statystyczny nie pochodzi z Warszawy, jak zresztą przeważająca większość osób mieszkająca obecnie w tym mieście. Jego rodzinna okolica to niewielkie miasto, w którym Statystyczny się wychował i zdał maturę (na studia oczywiście wybrał się do stolicy). Mamy niewielką szansę, że Statystyczny jest rodowitym warszawiakiem, chociaż większą nieco, niż na to, że pochodzi z innego "większego miasta" (mam tu na myśli Wrocław, Poznań Kraków, Szczecin...)
Statystyczny ma bardzo szerokie i nietuzinkowe zainteresowania. W przypadku sportu jest to kitesurfing, nurkowanie czy golf. W ostateczności może być joga lub koszykówka. W kinie uwielbia oglądać filmy Woody'ego Allena (z naciskiem na te ostatnie, od "Match point" począwszy), Aronofsky'ego, Finchera... Czasami Nolana, ale tylko "Incepcję", pozostałe filmy tego reżysera praktycznie nie występują. Może i słyszał o Almodovarze, ale raczej żadnego jego filmu nie widział. Pozostałe gatunki filmowe, jakie preferuje - komedie romantyczne tu królują. Książek czyta mało, a jeśli już, to sięga po takich autorów, o których łatwo rozmawiać w towarzystwie, bo słyszeli o nich prawie wszyscy - Coelho, Larsson czy ostatni noblista - Mario Vargas Llosa. Może i słyszał o Orwellu, ale zna tylko jedną książkę jego autorstwa: "Rok 1984". Nasz Statystyczny oczywiście interesuje się szeroko rozumianą "modą i urodą", a także motoryzacją (co występuje dość szeroko również dla płci słabej i ociera się o pojęcie "blachara", ale przeprowadzone badania nie potwierdzają tej tezy).
Muzyka... Statystyczny najwięcej słucha "indie"/"indie rocka", pod który to gatunek jest w stanie podciągnąć prawie wszystko. Do tego Michael Jackson (zdziwiło mnie to trochę, muszę przyznać) i r'n'b. Rzadziej sięga po przeróżną elektronikę, a jeśli już, to zalicza ją do "indie". Uwielbia oglądać seriale: przeważnie zagraniczne, jak "Californication", "Sex in the city", "How I met your mother". Widocznie "Dr House" popada już w niełaskę, bo Statystyczny nie obnosi się z nim za bardzo. W przypadku polskich produkcji króluje "Klub szalonych dziewic".
Tu dochodzimy do preferencji medialnych Statystycznego: mimo że z Warszawy nie pochodzi, nałogowo ogląda TVN Warszawa (i inne kanały koncernu ITI). Prasę czyta tą z Agory (po niewielkiej części nawet tam pracuje), radia też słucha tego od Agory (z naciskiem na TOK FM). Jest w tym bardzo konsekwentny, nie zdradza swoich ulubionych "informatorów".
Lubi egzotyczną kuchnię, przeważnie stawia na sushi, które najwyraźniej mógłby pochłaniać kilogramami. Zdarza mu się, ale rzadziej, spożywać "chińszczyznę". Lubi czasami obnosić się ze swoją miłością do wina, z kolei do spożywania kebabów (które też mu się zdarzają) woli się nie przyznawać.
Najchętniej pracowałby jako freelancer (z dodatkiem: freelance modelling, pisarz-freelancer, fotograf-freelancer) lub też właściciel własnej firmy (możliwy wspólnik), ale zanim to nastąpi, pracuje jako asystent/-ka lub handlowiec, lubując się jednocześnie w nazywaniu swojego stanowiska pracy "Account Manager". Czasami, jak ma dobry humor, zajmuje się również wolontariatem, szczególnie w dziedzinie opieki nad zwierzętami/chorymi na raka ludźmi. Na starość może zostanie "Executive director"-em w jakiejś korporacji.
Na koniec: skąd te wszystkie informacje? Z facebooka... Zdjęcia z imprez są otagowane, spora część ludzi upublicznia swoje profile i przejrzenie ich, spisanie istotnych informacji nie jest zbyt trudne. Potem złożyć wszystko razem, ubrać w słowa i już wiemy, jaki jest przeciętny gość owego klubu. Luksus czy parweniuszostwo naszego Statystycznego?
PS Oczywiście cały powyższy wywód należy brać z przymrużeniem oka, bo statystyka (jak wiadomo z mądrości ludowych) kłamie, a poza tym źródło i grupa badana nie jest reprezentatywna. Jest to raczej wyśmianie braku należytej dbałości o prywatność.
Marcin Kosedowski niby już o tym pisał, jednak pod kątem Facebooka. Jak naprawdę wygląda szara strefa handlu danymi osobowymi w Polsce? Czy myślisz, że twoje dane są bezpieczne? Czy jesteś przekonany, że w przypadku wycieku wystarczy zgłosić sprawę do GIODO i wszystko będzie w porządku?
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme