Ale dziffka (MSPANC)

Popełniono 08 września 2011 o godzinie 23:12:28

Ej, ale dziffka. Nie wiem co powiedzieć więcej, sami zobaczcie: notka c/g.

...

Warta zaś jest uwagi taka oto ciekawostka zgoła innego sortu: IBB PAN udostępnia pierwszy polski genotyp - z dzisiejszą jeszcze datą.

EDIT: Jako że Claygirl stchórzyła i schowała głowę w piasek, usuwając cały wpis razem z komentarzami lub przenosząc go na wyższy poziom, postanowiłem dla potomności umieścić kopię, żeby było wiadomo czego się sprawa tyczy. Można ją znaleźć pod adresem: http://zammer.eu/joggerowe/Ale_chujek_Jogger_Claygirl.html.

O miłośniku Opery co zębami zgrzyta

Popełniono 05 lipca 2011 o godzinie 11:42:35

Miłośnikiem, fanem, wręcz (jak to nieżyczliwi zwykli określać) "fanboyem" Opery jestem od wielu długich lat. Przekonałem się do niej w 2002 roku, kiedy to wersja 6.0 była dostępna na licencji adware, a "siódemkę" miałem nawet zarejestrowaną.

Dlaczego właściwie? Nie chodzi o podjudzanie do kolejnego bezsensownego flame'a, po prostu kwestia przyzwyczajeń, kwestia wygody, kwestia subiektwnych wrażeń, że działa szybciej, że nie "muli" tak bardzo, że jest bardziej "responsywna" niż inne przeglądarki. I, co chyba najważniejsze, że przy intensywnym wykorzystywaniu, otwieraniu wielu kart nie zjada tak wielu zasobów jak konkurencja w analogicznych sytuacjach.

Do wersji 10.50 ten ostatni argument miał całkowitą rację bytu, porównywałem sobie czasami pamięciożerność przeglądarek przy otwieraniu różnych stron na wielu kartach i Opera nadal trzymała się dobrze. Kiedy pojawił się Firefox z numerem 4, a Opera zaczęła szczycić się wersją 11, sytuacja uległa diametralnej zmianie.

Opera 11.50 jest już drugim stabilnym wydaniem, które sprawia, że mam ochotę walić pięściami w klawiaturę. Uruchomienie przeglądarki - trwa coraz dłużej... Ale żeby samo uruchomienie, to jeszcze można by przeboleć. Na oczach "użyszkodnika" odświeża się cały Speed Dial, co w moim subiektywnym odczuciu trwa jeszcze dłużej niż w rzeczywistości. Zgrzytam zębami znowu, bo Opera w tych (zdecydowanie zbyt długich) momentach jeszcze się nie "rozgrzała" i próba wpisania czegokolwiek w pasek adresu kończy się niepowodzeniem, bo nawet jeśli uda się wpisać choćby początek frazy, nie wiedzieć czemu pasek się dezaktywuje i dalej można obserwować odświeżający się Speed Dial. Frustracja i koszmar w porównaniu do zadziwiającej lekkości, jaką zyskuje ostatnio Firefox.

Pamięć, pamięć, pamięć... Doskonale zdaję sobie sprawę, że mój laptop z zaledwie 1 GB RAM-u jest już leciwym staruszkiem. Jednakże porównując zużycie pamięci, jakie miała wersja 10.0, a jak łapczywa jest Opera 11.50, wybałuszam oczy i zaczynam się zastanawiać, czy wzrok mnie nie myli i 4 GB RAM-u to absolutne minimum, czy też Opera Software leci sobie w kulki niczym niegdyś Adobe, pakujący w kolejne wersje Acrobat Readera/Readera cegły i gruz z rozbiórki EC Pruszków II (swoją drogą ciekawy temat). Produkt Adobe na całe szczęście nie jest niezastąpiony, a jego konkurencja dysponuje niejednokrotnie większymi możliwościami przy mniejszym zużyciu zasobów. W moim (subiektywnym, co podkreślałem i podkreślać będę) odczuciu Operę ciężko zastąpić, chociaż odnoszę nieodparte wrażenie, że moja sympatia powoli skręci w stronę Firefoksa. I będę musiał przeboleć brak skrótów jednoklawiszowych, sprawnie działającą historię bez przeładowywania widoku i wiele innych rzeczy, które weszły mi tak w krew, że nawet nie zdaję sobie z nich sprawy.

No bo kto to słyszał, żeby przeglądarka zaraz po uruchomieniu pochłaniała blisko 300 MB pamięci, a przy otworzeniu na kartach kilkunastu stron... Przekraczała 500 MB?! Trochę AJAX-owej magii, trochę flasha, trochę śmieci i nie da się komfortowo pracować.

Czy naprawdę 4 GB pamięci to obecnie absolutne minimum? Czy ludzie już zapomnieli o optymalizacji? Osobiście nie trawię eko-lobbystów, ale gdzieś w głębi swojej złośliwości marzę, żeby zaczęli protestować pod siedzibami większych firm zajmujących się pisaniem oprogramowania, tak na zasadzie "brak optymalizacji kodu ⇒ większe zużycie zasobów wszystkich komputerów z tym oprogramowaniem ⇒ większe zużycie energii elektrycznej ⇒ większa emisja dwutlenku węgla ⇒ efekt cieplarniany ⇒ można sobie pokrzyczeć ⇒ można wziąć w końcu w łapę za to, że się przestanie krzyczeć".

O głupiej polityce licencyjnej i antypirackiej

Popełniono 14 lutego 2011 o godzinie 13:23:08

Miałem (tak, miałem) legalną wersję AutoCAD-a 2010. Licencja edukacyjna, czyli do wykorzystania niekomercyjnego. Korzystało się miło, tylko przy plotowaniu rysunki były na brzegach oznaczone wyraźnie, że zostały wykonane przy użyciu wersji edukacyjnej oprogramowania firmy Autodesk. Wszyscy byli zadowoleni... Do pewnego momentu.

Pewnego pięknego dnia uruchamiam aplikację, a ta mi krzyczy:

Licencja wygasła. Aby korzystać z produktu AutoCAD 2010, musisz ponownie aktywować licencję. Co chcesz teraz zrobić?

W swojej naiwności wybieram opcję aktywacji, sądząc że wszystko pójdzie gładko. Gdzież tam, wyskakuje mi piękny komunikat o konieczności "skontaktowania się z autoryzowanym sprzedawcą (błąd 30)". Wchodzę więc na stronę Autodesk, loguję się i próbuję znaleźć informacje na ten temat - okazuje się, że nie mogę już używać wersji 2010, zmuszają mnie do przejścia na 2011. Ba, oficjalnie już nie mogę starszego programu na nowo pobrać nawet. Problemy się piętrzą, bo mój laptop i tak już ledwo dyszy przy wersji 2010 - oficjalnie jest słabszy niż wymagania minimalne sprzętowe podawane przez producenta. AutoCAD 2011 nie wchodzi w grę, dopóki nie dokonam upgrade'u sprzętu.

W ten oto sposób Autodesk zmusza mnie do szukania rozwiązań nieoficjalnych, żebym nadal mógł korzystać z ich oprogramowania. Najpierw się chwalą, że dla studentów udostępniają swoje oprogramowanie na specjalnej licencji, a potem ją ograniczają i jeśli nie zatańczysz, jak ci zagrają, to płakać po tobie nie będą, naiwny użytkowniku. Coś takiego tylko zniechęca, zamiast promować pozytywny wizerunek firmy. A pies? A pies im mordę lizał!

Dreszcz niepokoju...

Popełniono 09 stycznia 2011 o godzinie 20:47:39

...towarzyszy mi dziś, kiedy stoję przed ostateczną wyborem zakończenia "quirkowania" stron pod MSIE 6.0.2900.5512.xpsp_sp3_gdr.100427-1636. Tak, ciągle to dziwactwo trzymam w systemie!

Trafiło się pewne zlecenie, ogólny zarys naskrobałem w chwil kilka z radością okraszając go tagami typu <header>, <section>, <footer>, które to już większość normalnych przeglądarek wspiera - jednak ze względu na grupę docelową używającą jednak MSIE (w różnych wersjach) będę musiał powrócić do klasycznego schematu bez używania piątej odsłony HTML-a. Mimo ogromnego resentymentu do przeglądarki Microsoftu z numerem szóstym, ciągle ją trzymałem na dysku, nie decydując się na upgrade - przyszła jednak chyba ta chwila, żeby ją definitywnie porzucić. Odwrotu nie będzie...

Gdzie jest mój Big Red Button?! ;)

4442233

Popełniono 26 października 2010 o godzinie 22:59:54

Jak już pisałem wcześniej, moje pożegnanie z Gadu-Gadu stało się faktem. Jednak jakby ktoś chciał, to mogę odstąpić (tak, odstąpić za darmo! ;) dotychczas używany numer: 4442233. Wystarczy poprosić w komentarzu i prośbę jakoś umotywować.

Trochę trudu mnie kosztowało usunięcie "rostera", który mimo teoretycznego usuwania z serwera w sposób automagiczny powracał. Co prawda na upartego można jeszcze powyciągać z pewnych miejsc parę numerów, które widniały na tej liście... Ale jak dobrze wiadomo, GG Network mimo zapewnień nie dba o prywatność.

Konto nie ma ustawionej płci, daty urodzenia, a także nie jest na nim wyrażona (jeszcze) zgoda na przetwarzanie danych osobowych. Zostawiam to w rękach przyszłego użytkownika.

Jestem zły i niedobry, wiem, ale przecież Minio zauważył, że "witki opadają" ;)

Pożegnanie z Gadu-Gadu

Popełniono 25 października 2010 o godzinie 15:47:28

Bye bye. Ten komunikator przyprawiał mnie o zbyt wiele frustracji. Czy to sam, czy też w formie jabberowego transportu. Wczoraj, ujrzawszy reklamę pewnej sieci pizzerii, która ogłasza, że zamówienia można składać m.in. przez ten komunikator, zgrzytnąłem zębami i się pożegnałem definitywnie. Do tego jak jeszcze zobaczyłem u koleżanki na laptopie, jak wygląda "nowe" Gadu-Gadu, jak topornie chodzi i jak radośnie mruga reklamami... Czara goryczy się przelała. Niech się gonią.

Pojawiły się za to inne problemy - JID trzymany na hosted.im niestety coraz częściej nie potrafi się dogadać z gtalkiem, z którego (niestety) korzysta całkiem sporo osób:


{xxx}@gmail.com
Błąd obecności: Nie znaleziono zdalnego serwera.
Zdalny serwer lub usługa określona jako część lub całość Jabber ID
odbiorcy nie istnieje.

*** 2010-10-25
[15:27:56] *** {yyy}@gmail.com ma status Zaraz wracam [opis]
[15:28:04] <zammer> test
[15:28:04] <{yyy}@gmail.com> Usługa niedostępna.
Serwer lub odbiorca nie udostępniają obecnie żądanej usługi.
------
test

Na szczęście jest jeszcze IRC :)

Mapa radarowa opadów nad Polską - radary10

Popełniono 27 sierpnia 2010 o godzinie 00:23:32

Kochany i uwielbiany przez wszystkich Instytut Magii, Guseł i Wróżbiarstwa upublicznia czasami na stronie pogodynka.pl radarową mapę opadów nad Polską z "rozdzielczością 10 minut": http://www.pogodynka.pl/radary10/radary10.php - właśnie, czasami. Coraz częściej wyłączają nam, szarym obywatelom, dostęp do tej jakże ciekawej strony.

Nie dochodząc, co jest "stanem zagrożenia" ani też "osłoną zdarzeń specjalnych", kiedy to owa prezentacja ma być aktywna, poszperałem trochę i wydłubawszy bebechy tej strony wrzuciłem jako mirror pod adres: http://zammer.eu/radary_imgw/ Działa poprawnie, za pomocą ich własnego skryptu pobierając ich własne grafiki z mapami. Miłej zabawy.

13.05.2011: Wszelkie uwagi proszę zamieszczać w komentarzach. Czasami działa, czasami nie działa (przez ostatnie 7 miesięcy wisiało martwe), w miarę możliwości będę się starać przy tym dłubać, żeby jednak działało.

21.05.2011: Strona ta "działa jak działa", nie daję nikomu żadnej gwarancji, że wszystko będzie chodziło na tip-top. Wszelkie chamstwo proszę zostawić za drzwiami. Jest to zrobione dla własnej frajdy, nikt z tego tytułu nie ma żadnych pieniędzy czy innych zysków, proszę więc uprzejmie o zachowanie dla siebie wszelkich nieuprzejmości oraz o uważne czytanie ewentualnych poprzednich komentarzy wraz z datami i godzinami opublikowania.

AutoCAD 2011

Popełniono 31 marca 2010 o godzinie 18:44:57

Pół godziny temu dostałem maila z Autodesku, w którym chwalą się, że nowe wersje 2011 oprogramowania Autodesk są już dostępne - świetnie, można pomyśleć, że interesują się potencjalnymi klientami i wysyłają takie info. Problem leży w tym, że od prawie dwóch tygodni w sieci można znaleźć już wersje pirackie... Nie ma to jak szybkie info.

Co do wymagań, to niewiele się zmieniły, jest tak jak w wersji 2010:

  • procesor 1,6 GHz dual-core przy systemie Windows XP,
  • przy nowszych Windowsach (Vista i 7) wyśrubowanych 3 GHz,
  • 2 GB RAMu,
  • MSIE 7.0

Przy czym dla 2010 dwie ostatnie pozycje okazują się być kompletną bzdurą. Program działa bez zarzutu przy 1 GB RAMu, a w systemie tkwi stare MSIE 6 i się o nic nie pluje. Tylko przy bardziej złożonych projektach "trochę dłużej myśli". Przy 2011 jeszcze znak zapytania stoi, czy pociągnie na moim laptopie.

Wielki tydzień 2010...

Popełniono 28 marca 2010 o godzinie 22:05:36

... zaczyna się dość ciekawym akcentem, który większości ludzi pewnie umknął. Na fali wyroku ze Strasburga, niejaki Lesław Maciejewski od stycznia sądził się z miastem Świnoujściem w sprawie usunięcia krzyży ze ścian urzędu, w tym również z gabinetu prezydenta Świnoujścia.

Czytaj dalej...

Żarówki 75 W też nam zabiorą

Popełniono 27 marca 2010 o godzinie 09:38:11

We wczorajszej Rzeczpospolitej doczytałem, że Komisja Europejska jak zakazała klasycznych żarówek o mocy 100 W, tak w tym roku wycofane zostaną ze sprzedaży te o mocy 75 W. Przy okazji powołując się na serwis verivox.pl, napisali, że rocznie na każdej zamontowanej świetlówce energooszczędnej można zaoszczędzić 46 zł. Jak ta statystyka wygląda w praktyce?

Przykładem są cztery żyrandole zawieszone w czterech pomieszczeniach:

  • pomieszczenie A: 3 zwykłe żarówki
  • pomieszczenie B: 4 zwykłe żarówki
  • pomieszczenie C: 3 świetlówki energooszczędne
  • pomieszczenie D: 5 świetlówek energooszczędnych

Jedna zwykła żarówka ma moc 75 W, kosztuje 80 groszy i super trwałości nie ma - ot, najtańszy sprzęt bez konkretnej marki nawet. Jedna świeltówka zaś kosztuje... Różnie. "Testowane" były i takie za 20 zł, jak i też takie za 50 zł. Gwarancji żaden producent na nie nie dawał.

Do przybliżonych obliczeń weźmy "zimowe półrocze", czyli jakieś 180 dni. Od początku października żarówki zwykłe przepalały się (uśredniając) jedna na trzy miesiące, czyli powiedzmy 7 żarówek wymienionych dwukrotnie, czyli 14. A tam, bądźmy pesymistami i przyjmijmy 20. Daje nam to oszałamiającą kwotę 16 zł! Zawyżmy to nawet do 20 zł, "na korzyść świetlówkom".

Energooszczędne świetlówki z kolei to problem znacznie bardziej złożony - pół roku to zbyt krótko, aby mówić o średnim czasie życia takiego "badziewia", można podać tylko konkrety. Zaraz po zamontowaniu w pomieszczeniu D 5 sztuk tych droższych (za ok. 50 zł) dwie padły po niecałym tygodniu. Po 5 miesiącach wysiadła kolejna. Daje nam to koszt 8 świetlówek po niecałe 50 zł każda, przyjmijmy zatem że 400 zł.

W pomieszczeniu C stosowane są świetlówki tańsze, co widać na pierwszy rzut oka - włącza się światło, to jedna świeci jak "prawie-biała", druga jak "rudo-żółta", a trzecia wpada w głęboki fiolet - mija kilka minut, zanim się rozgrzeją. Ich żywotność nie jest też zachwycająca: od zamontowania na przełomie września i października trzech sztuk kosztujących 20 zł, trzeba było je wymieniać 6 razy! Czyli 9 sztuk za łączną kwotę 180 zł.

Jak z kosztem energii? Za 1 kWh płacę standardowo 39 groszy. Przyjmijmy, że oświetlenie włączone było przez 8 godzin na dobę. Przy rozpatrywanych 180 dniach daje to 1440 godzin. Łącznie 7 zwykłych żarówek miało moc 525 W (każda po 75 W), a żarówki energooszczędne to 8 sztuk po 18 W każda, czyli 144 W. Przy zwykłych żarówkach otrzymujemy zatem 1440 * 0,525 kW = 756 kWh. Przy świetlówkach: 1440 * 0,144 = 207 kWh.

Zatem używanie zwykłych żarówek kosztowało niecałe 300 zł, używanie świetlówek 80 zł z groszami. Dodając koszty zakupu: dla zwykłych żarówek 20 zł, dla świetlówek 530 zł. Razem: 320 zł na 7 zwykłych żarówek, 660 zł na 8 energooszczędnych świetlówek.

Przyjmijmy, że wydłużamy rozpatrywany okres do całego roku. W lecie światła rzadziej używamy, więc powiedzmy, że przez następne pół roku czas działania to średnio 5 godzin na dobę, czyli 900 godzin w ciągu rozpatrywanego okresu. Przyjmijmy, że żarówki zwykłe będą się przepalać tak jak wcześniej, czyli kolejne 20 zł. Zużyją natomiast 473 kWh, za co zapłacimy 185 zł - czyli 205 zł za kolejne pół roku, co pozwala nam oszacować koszt na poziomie 525 zł.

W tym czasie świetlówki energooszczędne zużyją 130 kWh, co kosztować będzie 50 zł. Przyjmijmy, że jakimś cudem przestaną się tak przepalać, będę musiał wymienić jedną za 50 zł do końca rozpatrywanego okresu i dwie za 20 zł (mało prawdobodbne, ale niech będzie) - łącznie jest to zatem 800 zł rocznie.

  • 525 zł / 7 zwykłych żarówek = 75 zł
  • 800 zł / 8 świetlówek energooszczędnych = 100 zł

Dobrze, powie ktoś jeszcze, uwzględnione są w tych obliczeniach "koszty rozruchu", czyli zakup dużej ilości świetlówek energooszczędnych. Odejmijmy je zatem i weźmy pod uwagę tylko średnie koszty wymiany.

Tańsze, za 20 zł sztuka, średnio 12 wymian rocznie (2 * 6, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku), co daje 240 zł. Droższe, 6 (2 * 3, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku) wymian rocznie, czyli 300 zł. Razem 540 zł. Do tego dodajmy energię, którą zużywają: 207 + 130 = 337 kWh, co kosztuje 130 zł. Łącznie 670 zł, czyli prawie 84 zł rocznie za sztukę. Nadal więcej niż za zwykłą żarówkę.

Oszczędzam 46 zł rocznie na jednym takim badziewiu? Gdzie i kiedy? Chyba tylko we wszechświecie równoległym, do którego wstępu bronią eko-lobbyści.

Widać zatem, że koszty zakupu energooszczędnego bubla nijak nie są rekompensowane przez oszczędność energii. Śmiem nawet twierdzić, że szacunek czasu pracy żarówki na poziomie 2340 godzin w ciągu roku jest mocno zawyżony, zatem oszczędność na kosztach energii będzie znacznie niższa, a koszt zakupu pozostaje na tym samym poziomie. Krótko podsumowując: dziś o godzinie 20:30, w ramach protestu przeciwko bełkotowi eko-lobbystów, z okazji akcji WWF nazywającej się szumnie Godzina dla Ziemi zapalę wszelkie możliwe elektryczne źródła światła, jakie znajdę pod ręką. Na okrągłą godzinę.

Wyszukiwarka

About

"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)

RSS

Miniblog

Nędzna komercyja

  • zammer
  • cyrodiil.pl
  • 2111.pl
  • Opera Web Browser

Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme