Wtórnie, czy nie - w niedzielę, dnia 27 grudnia 2009 roku wybrałem się ze znajomymi dość spontanicznie na Avatar Jamesa Camerona. Odtrąbiono w mediach wielką rewolucję, hasła reklamowe zachwycają... Podczas gdy ten film ma więcej minusów niż plusów. Może nie liczebnie, ale jakościowo.
Dlaczego? - można by zapytać. Dlatego, że szum medialny wokół niego przerasta znacznie to, co sam film sobą reprezentuje. Zacznijmy jednak od plusów... Oprawa wizualna: majstersztyk! Warsztat na najwyższym poziomie, wbija w fotel i zrzuca z głów kapelusze. Wrażenia, jakie pozostawia po projekcji, są niesamowite. Tu się panowie od reklamy nie przeliczyli, jeśli chodzi o ten jeden szczegół, naprawdę warto na film się wybrać. Muzyka również trzyma wysoki poziom. Nie przeszkadza, dźwięk wspaniale współgra z przedstawionym światem.
I koniec, więcej pozytywnych cech nie zauważyłem. Minusy mają znacznie większą "siłę", a wszystkie przyprawiały mój umysł o drgawki. Fabuła filmu jest tendencyjna do potęgi, nie wnosi nic nowego do kinematografii, żadną rewelacją nie jest. Gra aktorska przyprawia o niesmak, poszczególne postacie wydają się być wyjęte z zupełnie różnych historii. Stephen Lang w roli pułkownika Quaritcha jest przerysowany do granic możliwości - odniosłem wrażenie, że twórcy chcieli zaadoptować na własne potrzeby jakiś surrealistyczny charakter z filmów Tima Burtona. Postać Jake'a Sully'ego (grany przez Sama Worthingtona) jedzie po bandzie - od irytującego gówniarza, poprzez przemianę i wewnętrzne oczyszczenie, do bohatera będącego pół-bogiem z greckiej mitologii. Jedynie Sigourney Weaver pokazuje trochę klasy, nie irytuje tak bardzo. Film wydaje się mieć zacięcie moralizatorskie, wyraźnie zarysowani źli ludzie i wojskowy dryl, dobre i empatyczne charaktery osób, które kontaktują się z rasą tubylczą, Na'vi. Podręcznikowy wręcz przykład przerostu formy nad treścią.
Pomniejsze minusy: projekcja trwa ponad 2,5 godziny. To zdecydowanie zbyt dużo. Oczy w pewnym momencie zaczynają się męczyć, patrząc przez specjalne okulary, które dodatkowo niektórych będą diabelnie uwierać. Napisy momentami stają się nieczytelne, kiedy nie wiadomo, czy są bliżej czy dalej, niż jakiś element sceny - to dla osób nie posługujących się biegle angielskim może być poważnym dyskomfortem.
Reasumując: film wizualnie jest przepiękny i zachwyca, to na pewno. Jednak treść, jaką ze sobą niesie, zdecydowanie jest "lekka, łatwa i przyjemna" - dla mas. Tak dobrana, żeby przypadła do gustu większości widzów na świecie. Widza, który oczekuje od filmu czegoś więcej, niż tylko "efekciarstwa", Avatar mocno zawiedzie. Rewolucją jest od strony technicznej - jest pierwszym filmem nakręconym w całości na taśmie 50 mm. Czy jednak zwykły, szary Kowalski jest w stanie dostrzec różnicę z tego płynącą? Nie wydaje mi się. Przełomem i rewolucją był pierwszy Matrix, który liczy sobie już 10 lat. Widz dostawał nie tylko po oczach wizualną stroną, ale też fabuła i treść, jaką ze sobą niósł, weszła na dobre do masowej kultury. Osobiście wychodziłem z kina czując dreszcz emocji. Współczesny widz, 10 lat po pierwszym Matriskie i wielu innych filmach, które na dobre odmieniły kino, jest znacznie bardziej trudnym materiałem dla twórców, trudniej go czymś naprawdę zaskoczyć. Dodatkowo, jeśli widz wymaga od filmu czegoś więcej niż tylko czystej rozrywki, to tym trudniej jest zrobić film, który po latach uzyska, w opinii większości, miano "kultowego".
Jednak nie dramatyzujmy. Avatar to kawał porządnej rozrywki. Wart obejrzenia, ale nie wart oceny rzędu 9/10, jaka teraz widnieje na filmwebie, czy 8,8/10, jaka jest na IMDB. Osobiście dałbym mu 7,5/10 - bo to naprawdę dobry film. Daleko mu do "arcydzieła" czy "rewelacji", głównie ze względu na przerost formy nad treścią.
Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się zwieść reklamom. 3D nie jest "rewolucyjnym przełomem". Jest dodatkiem, który uatrakcyjnia projekcję, ale bardziej wydaje się "bajerem" niż czymś, co ma zmienić współczesną kinematografię. Zresztą, 3D jest w tym wypadku tylko iluzją, głębią stworzoną sztucznie na płaskim ekranie. Rewolucją na miarę wprowadzenia dźwięku w filmie będzie obraz holograficzny, rzeczywiste 3 wymiary. Tylko kiedy się tego doczekamy?
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.