Wróciwszy z kina dochodzę do wniosku, że wolę (przynajmniej w ramach mojej własnej "wewnętrznej emigracji") popierać piractwo.
Bilet do kina kosztuje niecałe 30 zł. Zanim zacznie się film, karmiony jestem przez pół godziny reklamami i zwiastunami, które tylko irytują. Zaczyna się film, ale... Obraz jest krzywo, jedna trzecia ekranu wyświetlana jest na podłodze. Stukanie kluczami w kabinę operatora nic nie daje, bo nikogo tam nie ma. Trzeba wyjść z sali, zgłosić sprawę do obsługi. Tracę kilka minut filmu, ale... Nikt nie raczy puścić go od początku, skądże. Poprawiają projektor (jakaż łaskawość z ich strony!) i lecą dalej. Projektor jednak nie domaga, na środku ekranu widać okrąg o średnicy ok. połowy wysokości kadru, który nie łapie ostrości. Niby "nie przeszkadza", ale kiedy scena jest szczegółowa i zawiera np. jakiś tekst, czuję niesmak.
Mam płacić za taką fuszerkę? A hak wam w smak, wolę popierać piractwo! Niech nikt mi nie mówi, że to pojedyncze przypadki (nie mówię o reklamach). Poprzednim razem, kiedy byłem w kinie, wysiadła lampa w projektorze i okazało się, że o nie ma nikogo, kto by mógł naprawić. Na szczęście pieniądze za bilet oddali. W głębokim poważaniu mam usługę, za którą płacę, a która okazuje się zawierać takie niedociągnięcia.
Tak, sieję "defektyzm" wzięty żywcem z Kabaretu TEY. Pocałujcie mnie w dupę, zdziercy od fuszerki. Jak płacę za bilet do kina, to chcę obejrzeć film, a nie torturować się taką masakrą, jakbym ściągnął z sieci kopię w jakości TS lub CAM.
Za tekstami Bronisława Wildsteina nie przepadam. Sporo w nich "słów-zapychaczy", sporo "słów-wytrychów", sporo "retorycznego siana". I ten jego nadęty ton zdecydowanie mi przeszkadza.
Jednak nie sposób czasami nie zgodzić się z jego wnioskami, chociaż mógłby to wszystko napisać krócej i przystępniej, bo odnoszę wrażenie, że Salon znajduje w tym przeroście formy nad treścią świetną pożywkę.
W aktualnym numerze Uważam Rze (16/2011) grzmi niczym ksiądz z ambony, że Salon nadużywa oskarżeń o faszyzm. Mniejsza jednak o to... Artykuł opatrzony jest m.in. zdjęciem billboardu reklamującego GW, na którym slogan głosi: "Nam nie jest wszystko jedno". Nieodparcie kojarzy mi się to ze studencką odezwą przy wódce: "Bynajmniej nie jest mi to obojętne". Dochodzimy zatem do wniosku, że Michnik Adam (który na tym billboardzie widnieje) to alkoholik, skoro do promocji prowadzonej przez siebie GW wykorzystuje pijacką odzywkę.
Szczerze powiedziawszy, nie dziwi mnie to. Gdybym miał ojca Żyda, to bez wątpienia popadłbym w alkoholizm. Gdybym miał ojca Żyda i dysydenta, to zapiłbym się na śmierć. Ponieważ taki byt wyjątkowo mocno warunkuje świadomość. Ot, byt. Odbyt.
Oczywiście powyższe słowa są w większości zgryźliwymi banialukami. Czy mam jednak czekać na jakieś służby kontrwywiadu, które wpadną jutro do mnie nad ranem, żeby doprowadzić mnie na proces, w którym redaktor naczelny GW oskarży mnie o nazwanie go alkoholikiem i antysemitą? Wytaczanie procesów na lewo i prawo zdecydowanie powinno znaleźć się w CV Michnika w rubryce "hobby".
Od kilku dni słucham sobie "więcej" Trójki i przewija się tam nowy utwór Edyty Bartosiewicz. Artystka przez wielkie A, już pomijam kontrowersje wokół niej, pohukiwania Agnieszki Chylińskiej, która ostatnio najwyraźniej straciła iskrę twórczą i musiała się sprzedać ITI. Chylińska przestała się szanować, a Bartosiewicz robi swoje. Czekać na nową płytę, czy też nie, sam już nie wiem. Na stronach internetowych Trójki piszą:
Materiał na nową płytę jest jednak gotowy. Krążek będzie nosił tytuł "Tam dokąd zmierzasz" i jak podają oficjalne źródła ma się ukazać jeszcze w 2011 roku.
Nowy utwór Edyty Bartosiewicz nosi tytuł "Witaj w moim świecie" i został nagrany do kolejnego disney'owskiego filmu o Kubusiu Puchatku. Jako ciekawostkę można dodać, że EMI jako w pełni profesjonalna wytfurnia w opisie klipu na YouTube... Stumilowy Las nazwała Stuwiekowym Lasem. Przyklasnąć!
Więcej do poczytania: http://www.polskieradio.pl/6/13/Artykul/369544,Jest-juz-nowa-piosenka-Edyty-Bartosiewicz-Posluchaj. Klip na YouTube: http://www.youtube.com/watch?v=bcTA12701S8.
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme