Przy okazji dyskusji n/t przymusu wyboru OFE, która to toczy się na pewnej mail-liście, naszła mnie refleksja dotycząca gromadzenia oszczędności na emeryturę i ogólnie wartości pieniądza.
Przeróżni "doradcy finansowi", czyli [multi]agenci ubezpieczeniowi pięknie tłumaczą szaremu człowiekowi potrzebę regularnego oszczędzania, przy okazji prezentując kosmiczne zyski przy założonej (stałej) stopie zwrotu. Stosują różne wartości, w zależności od firmy w której pracują i od koniunktury panującej na rynku - od kilku do kilkunastu procent w skali roku. Największą wartością, z jaką się spotkałem, było 18%, najniższą zaś 5%. Mowa tu oczywiście o "ubezpieczeniach na życie z funduszami kapitałowymi".
W przypadku OFE sprawa się nieco komplikuje, bo KNF podaje stopy zwrotu dwu- i trzyletnie. Jeśli porównać stopy zwrotu przy kapitalizacji rocznej w/w produktów to dwuletnia stopa zwrotu waha się od ok. 10% do ok. 40%, zaś wg KNF w przypadku OFE średnie dwuletnie stopy zwrotu wynosiły od ok. 15% do ok. 39%. Oczywiście żeby to wszystko porównywać, należałoby usiąść nad tematem i zaprząc do obliczeń bardziej zaawansowane metody obliczeń niż tylko porównanie dwuletnich stóp zwrotu z różnych okresów. Zwłaszcza, że w przypadku oszczędzania na funduszach mowa jest o uśrednionej założonej stopie zwrotu.
Przejdźmy jednak do praktyki. Kilkanaście lat temu (powiedzmy, że 16), jeszcze w czasach denominacji złotego, rodzice wysyłali mnie na kolonie. Przyjmowanym standardem było "kolonialne kieszonkowe", które kształtowało się średnio na poziomie 100 000 zł (czyli obecnych 10 PLN) na tygodniowe zachcianki dziecka, obejmujące komiksy, słodycze itp. Co prawda własnych dzieci jeszcze nie mam (przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo1), ale gdybym wysyłał dziecko na kolonie przypuszczam, że musiałbym do tej kwoty dodać jeszcze jedno zero. Podobnie ceny fast-foodów: w szkolnym sklepiku hot-doga można było kupić za 7 000 zł (obecne 0,70 PLN), teraz taka [wątpliwa] przyjemność kosztuje w bufecie na wydziale 6,50 PLN. Jak matka wysyłała mnie po zakupy (chleb, mleko, gazeta itp.), dostawałem kilka tysięcy złotych (przyjmijmy 10 000 zł, czyli obecnie 1 PLN) i przynosiłem jeszcze resztę.
Ogólnie rzecz ujmując, dziś na podstawowe "życiowe" zakupy wydaję jakieś dziesięć razy więcej. "Jakieś" - owszem, jest to duże przybliżenie, ale też moje potrzeby są inne. Na potrzeby tak ogólnych rozważań można jednak przyjąć, że "inflacja" wyniosła w ciągu tych 16 lat dobre kilkaset procent. Uprośćmy! Nawet nie 1000%, a 500%.
Ktoś powie, że owszem, wyniosła tyle, ale przechodziliśmy zmiany ustrojowe, denominację, coś takiego nie ma prawa się powtórzyć! Ja na to powiem - owszem, może i nie ma prawa, ale czy mi ktoś to zagwarantuje? Jeśli założymy roczną stopę zwrotu rzędu 5% - 18% na funduszach, po 16 latach będziemy mieć ok. 55% - 340% zysku.
Reasumując: owszem, warto gromadzić oszczędności na przyszłość. Warto się zabezpieczyć na emeryturę, czy też na czas, w którym będziemy pozbawieni pracy. Kokosów jednak nie ma co się spodziewać, jeśli jesteśmy drobnymi ciułaczami. Znane mi są z historii przypadki, w których z powodu hiperinflacji udało się komuś spłacić kredyt hipoteczny w kilka dni. Oznacza to jednak też, że ktoś inny z tego samego powodu stracił oszczędności całego życia. Urodziłem się w czasach PRL-u, kiedy "modne" było trzymanie dolarów, jako pewnej inwestycji. Starsza ciotka trzymała banknot, studolarówkę, która przedstawiała wtedy ogromną wartość. Pewnie ma ją do dziś, przy czym nie przeżyje za nią nawet miesiąca. Na skromne zakupy dla siebie wydałem dziś 30 PLN, które kilkanaście lat temu było niebotyczną wręcz kwotą, za którą można było utrzymać kilkuosobową rodzinę przez tydzień. Pamiętam, jak kupowałem mini-wieżę z magnetofonem i CD w połowie lat 90-tych, zapłaciłem za nią 400 PLN, oszczędzane przez dość długi czas. Teraz mogę miesięcznie tyle wysupłać, a potrzebuję dziesięć razy więcej na zakup porządnego laptopa. Na deser zaś mała konkluzja z przymrużeniem oka2:
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme
Trackbacki:
1. Spolecznie.jogger.pl 24 grudnia 2010, 01:01:50 [permalink]
Na czym polega ten cały Witz z OFE?
Być może jestem za głupi na dzisiejsze realia. Być może coś pomijam w obliczeniach. Czemu jednak ilekroć korzystam z arkusza kalkulacyjnego wychodzi mi coś zupełnie innego, niż w telewizji mówią mądre głowy ekonomistów, a w prasie pis[...]
Komentarze:
1. adam 23 grudnia 2010, 00:49:13 [permalink]
I dlatego właśnie trzymanie majątku w papierach jest kiepskim pomysłem, trzeba inwestować w rzeczy, które nawet za te 40 lat utrzymają swoją wartość i oprą się inflacji. Problem w tym, żeby te rzeczy dobrze wybrać.
2. Wild dog 23 grudnia 2010, 03:55:32 [permalink]
Też mam już dosyć porad żeby oszczędzać.
Najlepiej mieć długi, ale te dobre długi bo są jeszcze złe długi.
Zrobisz kasę jeśli obracasz pieniędzmi bankowymi.
3. bbartlomiej 23 grudnia 2010, 10:19:50 [permalink]
Często zachwalane jest kupno złota inwestycyjnego - to chyba zawsze ma wartość?
4. jaro 23 grudnia 2010, 11:08:43 [permalink]
od zawsze wiadomo, że kase najlepiej inwestowac w złoto i nieruchomości.
5. bbartlomiej 23 grudnia 2010, 15:14:56 [permalink]
Więc czemu inwestowanie w złoto w Polsce jest tak mało popularne? Nie znam nikogo, kto by się nad tym w ogóle zastanawiał.
Mnie ostro kusi zakup kilku uncji - patrząc na kurs powinienem wyjść na tym lepiej niż trzymając pieniądze na lokacie.
Skoro złoto i nieruchomości to powszechnie znane najlepsze sposoby inwestycji, to biorąc pod uwagę, że na nieruchomości trzeba mieć kupę kasy, złoto powinno być cholernie popularne.
6. Grzegorz 23 grudnia 2010, 18:50:27 [permalink]
Gdyby złoto był popularne banki i prabankowe instytucje od Stefczyka po chwilówki by splajtowały, dlatego lobby finansowe odpowiednio kształtuje informacje jakie pojawiają się w mediach.
Z tego, co wiem na złocie nie da się w okresie „od teraz do emerytury” zarobić fortuny, za to ma się znacznie większe prawdopodobieństwa oparcia się kryzysom finansowym i wahaniom waluty niż, gdy oszczędności przechowujemy w banku lub na giełdzie.
Dodaj komentarz: