Jaki prezent kupić chłopakowi?

Popełniono 24 grudnia 2010 o godzinie 00:17:48

Jaki prezent kupić chłopakowi, facetowi, małżonkowi... Ogólnie - mężczyźnie? Zadając sobie to pytanie trzeba przede wszystkim uświadomić sobie, z jakim typem mężczyzny ma się do czynienia.

Czytaj dalej...

Miałem niewiele, mam jeszcze mniej, mieć nie będę w ogólę

Popełniono 22 grudnia 2010 o godzinie 23:31:38

...czyli refleksja inflacyjna

Przy okazji dyskusji n/t przymusu wyboru OFE, która to toczy się na pewnej mail-liście, naszła mnie refleksja dotycząca gromadzenia oszczędności na emeryturę i ogólnie wartości pieniądza.

Przeróżni "doradcy finansowi", czyli [multi]agenci ubezpieczeniowi pięknie tłumaczą szaremu człowiekowi potrzebę regularnego oszczędzania, przy okazji prezentując kosmiczne zyski przy założonej (stałej) stopie zwrotu. Stosują różne wartości, w zależności od firmy w której pracują i od koniunktury panującej na rynku - od kilku do kilkunastu procent w skali roku. Największą wartością, z jaką się spotkałem, było 18%, najniższą zaś 5%. Mowa tu oczywiście o "ubezpieczeniach na życie z funduszami kapitałowymi".

W przypadku OFE sprawa się nieco komplikuje, bo KNF podaje stopy zwrotu dwu- i trzyletnie. Jeśli porównać stopy zwrotu przy kapitalizacji rocznej w/w produktów to dwuletnia stopa zwrotu waha się od ok. 10% do ok. 40%, zaś wg KNF w przypadku OFE średnie dwuletnie stopy zwrotu wynosiły od ok. 15% do ok. 39%. Oczywiście żeby to wszystko porównywać, należałoby usiąść nad tematem i zaprząc do obliczeń bardziej zaawansowane metody obliczeń niż tylko porównanie dwuletnich stóp zwrotu z różnych okresów. Zwłaszcza, że w przypadku oszczędzania na funduszach mowa jest o uśrednionej założonej stopie zwrotu.

Przejdźmy jednak do praktyki. Kilkanaście lat temu (powiedzmy, że 16), jeszcze w czasach denominacji złotego, rodzice wysyłali mnie na kolonie. Przyjmowanym standardem było "kolonialne kieszonkowe", które kształtowało się średnio na poziomie 100 000 zł (czyli obecnych 10 PLN) na tygodniowe zachcianki dziecka, obejmujące komiksy, słodycze itp. Co prawda własnych dzieci jeszcze nie mam (przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo1), ale gdybym wysyłał dziecko na kolonie przypuszczam, że musiałbym do tej kwoty dodać jeszcze jedno zero. Podobnie ceny fast-foodów: w szkolnym sklepiku hot-doga można było kupić za 7 000 zł (obecne 0,70 PLN), teraz taka [wątpliwa] przyjemność kosztuje w bufecie na wydziale 6,50 PLN. Jak matka wysyłała mnie po zakupy (chleb, mleko, gazeta itp.), dostawałem kilka tysięcy złotych (przyjmijmy 10 000 zł, czyli obecnie 1 PLN) i przynosiłem jeszcze resztę.

Ogólnie rzecz ujmując, dziś na podstawowe "życiowe" zakupy wydaję jakieś dziesięć razy więcej. "Jakieś" - owszem, jest to duże przybliżenie, ale też moje potrzeby są inne. Na potrzeby tak ogólnych rozważań można jednak przyjąć, że "inflacja" wyniosła w ciągu tych 16 lat dobre kilkaset procent. Uprośćmy! Nawet nie 1000%, a 500%.

Ktoś powie, że owszem, wyniosła tyle, ale przechodziliśmy zmiany ustrojowe, denominację, coś takiego nie ma prawa się powtórzyć! Ja na to powiem - owszem, może i nie ma prawa, ale czy mi ktoś to zagwarantuje? Jeśli założymy roczną stopę zwrotu rzędu 5% - 18% na funduszach, po 16 latach będziemy mieć ok. 55% - 340% zysku.

Reasumując: owszem, warto gromadzić oszczędności na przyszłość. Warto się zabezpieczyć na emeryturę, czy też na czas, w którym będziemy pozbawieni pracy. Kokosów jednak nie ma co się spodziewać, jeśli jesteśmy drobnymi ciułaczami. Znane mi są z historii przypadki, w których z powodu hiperinflacji udało się komuś spłacić kredyt hipoteczny w kilka dni. Oznacza to jednak też, że ktoś inny z tego samego powodu stracił oszczędności całego życia. Urodziłem się w czasach PRL-u, kiedy "modne" było trzymanie dolarów, jako pewnej inwestycji. Starsza ciotka trzymała banknot, studolarówkę, która przedstawiała wtedy ogromną wartość. Pewnie ma ją do dziś, przy czym nie przeżyje za nią nawet miesiąca. Na skromne zakupy dla siebie wydałem dziś 30 PLN, które kilkanaście lat temu było niebotyczną wręcz kwotą, za którą można było utrzymać kilkuosobową rodzinę przez tydzień. Pamiętam, jak kupowałem mini-wieżę z magnetofonem i CD w połowie lat 90-tych, zapłaciłem za nią 400 PLN, oszczędzane przez dość długi czas. Teraz mogę miesięcznie tyle wysupłać, a potrzebuję dziesięć razy więcej na zakup porządnego laptopa. Na deser zaś mała konkluzja z przymrużeniem oka2:


1 - to taki żart, jakby ktoś nie wyłapał
2 - James Byron Dean rozbił się w Porsche 550 w wieku 24 lat

Wyszukiwarka

About

"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)

RSS

Miniblog

Nędzna komercyja

  • zammer
  • cyrodiil.pl
  • 2111.pl
  • Opera Web Browser

Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme