Ekolodzy pieprzą o zmianach klimatu, spowodowanych działaniami człowieka. Owszem, zmiany klimatyczne dają się nam we znaki, ale pieprzą, bo działalność człowieka ma na to znikomy wpływ. Mówię tu o ekologach z Greepeace'u, którzy zaczepiają ludzi na ulicy i pierdolą od rzeczy. O tym przekonałem się nie raz, kiedy zapytałem takiego "wolontariusza" o chłodnie kominowe, czy przenikanie promieniowania cieplnego przez atmosferę gazową. W pierwszym przypadku odpowiedział mi, że z chłodni kominowych wydobywają się groźne zanieczyszczenia, w tym dym zawierający dużo dwutlenku węgla - podczas gdy w rzeczywistości chłodnie kominowe emitują do atmosfery tylko parę wodną. W drugim przypadku twierdził, że efekt cieplarniany jest powodowany tylko przez dwutlenek węgla, podczas gdy każdy wykształcony człowiek wiedzieć powinien, że fale elektromagnetyczne promieniowania cieplnego gorzej przenikają przez gazy o cząsteczkach trójatomowych - a pary wodnej jest w atmosferze znacznie więcej niż dwutlenku węgla, oba te gazy są trójatomowe. O ozonie nie wspominając, ale
Pomijając jednak te wstępne dywagacje na temat ekoidiotów, którzy sami nie wiedzą, co mówią, przejdźmy do rzeczy. Intensywne opady, powodzie - powoli staje się to normą, rok w rok gdzieś kogoś podtapia lub zalewa doszczętnie. Problem tkwi jednak gdzie indziej. Teoretycznie, jeśli patrzeć w przepisy prawne i normy przeróżne, powinniśmy być przed zalaniami zabezpieczeni, a wszystko powinno być poddawane regularnym kontrolom i wykonywane "zgodnie z wiedzą inżynierską i ze sztuką budowlaną". Jak jest w rzeczywistości? Ano tak, że 95% ludzi to idioci, którzy w głębokim poważaniu mają wszystko dookoła. Kilka przykładów znanych mi z autopsji:
Rok temu, pewien wydział na pewnej uczelni w Warszawie. Ulewne opady nie dają rady spływać kanalizacją deszczową. Każde przyłącze powinno być wyposażone w zawór burzowy regularnie poddawany inspekcjom, zabezpieczający przed cofaniem się nadmiaru wody pochodzącej z opadów do studzienek w budynku i jego otoczeniu. Coś się stało dziwnego, wszystkie studzienki poniżej poziomu terenu wybiły. Wody w piwnicy jest prawie po kolana, cokolwiek tam się znajdowało, zostało zalane.
Pewien dom jednorodzinny stoi na działce wyposażonej w drenaż, doprowadzony do studzienki melioracyjnej w ulicy. Deszcz pada, pada, a na działce stoi woda. Dlaczego? Bo jakiś idiota w urzędzie ma w planach tę studzienkę i zarządza przynajmniej raz do roku jej inspekcję (jak i innych na podległym mu obszarze). Inny idiota te inspekcje wykonuje. Nikt się nie pofatyguje sprawdzić, co jest z tą studzienką w ulicy, która kilkanaście lat wcześniej została zalana asfaltem i stoi zapchana, nie odbierając wody deszczowej. W papierach studzienka jest, w papierach inspekcja została dokonana i wszystko jest w porządku, w rzeczywistości trzeba by rozpruć ulicę, żeby się do niedrożnej studzienki dostać.
Inny dom jednorodzinny, wybudwany w latach 80-tych ubiegłego wieku, w latach 90-tych był poddawany modernizacji - pogłębiano piwnice i adaptowano je na pomieszczenia użytkowe. Kanalizacja deszczowa jest, funkcjonuje prawidłowo, jest poddawana inspekcjom. Maj 2010, w piwnicy pojawia się kilka centymetrów wody. Skąd, u licha? Idiota wykonał modernizację, idiota odebrał i podpisał, idiota zatwierdził, właściciel przekonany że wszystko jest w porządku nie martwił się przez dłuższy czas. Aż do tego roku, kiedy woda z ziemi nasączonej wodą jak gąbka zaczęła się przedostawać do budynku między podłogą w piwnicy a ławami fundamentowymi - bo izolacja została wykonana nieszczelnie. Przez klikanaście lat problemu nie było, bo opady były odbierane sprawnie przez drenaż, ale w tym roku deszcz był na tyle intensywny i długotrwały, że wyszło szydło z worka.
Kilka lat temu w pewnej miejscowości kanalizacja deszczowa w ulicy poddawana jest modernizacji, akurat w okresie wiosennym z nasilającymi się opadami. Idioci wykonujący prace wraz z idiotą z nadzoru wymieniają rury drenażowe w ciągu dnia, na noc nie pozostawiając możliwości przepływu wody (zaślepiają rury i zostawiają wykop bez przepływu. W nocy pada, deszczówka, która normalnie spływa ku swojemu przeznaczeniu, zatrzymuje się na blokadzie. Kilka okolicznych garaży, które mają to nieszczęście znajdować się poniżej poziomu gruntu, zostają zalane. Bo inny idiota nie zadbał o zawory burzowe albo nie były sprawdzane regularnie. Samochody pływają radośnie, za kilka tygodni odpicowane trafią na giełdę pewnie.
Owszem, to są "drobne" sytuacje, nijak przystające do sytuacji, w której Sandomierz został zalany praktycznie całkowicie. Doskonale jednak obrazują, jak idioci całują idiotów po tyłkach i do czego to prowadzi. Teoretycznie takie sytuacje nie miały prawa zajść. Teoretycznie. Gdyby wszystko było robione zgodnie nie tylko z przepisami, ale też zdrowym rozsądkiem. A tak - idiota na idiocie i idiotą pogania. Płacz i zgrzytanie zębów. Żeby zmienić świat, trzeba najpierw zmienić siebie, a nie iść po linii najmniejszego oporu.
Nam zaś na obecną chwilę pozostaje zdecydować, czy biadolenie na tematy przyrodnicze, wyzywanie innych od bucy oraz trollowanie o "ulewającej się chujowości" (przepraszam za wulgaryzm, ale cytat dosłowny, mimo że komentarz go zawierający został już usunięty/wyedytowany) ma jakikolwiek sens. Czy ktokolwiek z obecnych na sali wie, jakie są zalecenia dotyczące wykonywania zaworów burzowych? Ano między innymi takie, że mają uniemożliwić przegryzienie się przez nie szczurom. Stawiam orzechy przeciwko dolarom, że za lat kilka bądź kilkanaście znajdą się specjaliści od "ratowania wolności szczurów, którym ogranicza się dostęp do pożywienia".
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme