We wczorajszej Rzeczpospolitej doczytałem, że Komisja Europejska jak zakazała klasycznych żarówek o mocy 100 W, tak w tym roku wycofane zostaną ze sprzedaży te o mocy 75 W. Przy okazji powołując się na serwis verivox.pl, napisali, że rocznie na każdej zamontowanej świetlówce energooszczędnej można zaoszczędzić 46 zł. Jak ta statystyka wygląda w praktyce?
Przykładem są cztery żyrandole zawieszone w czterech pomieszczeniach:
Jedna zwykła żarówka ma moc 75 W, kosztuje 80 groszy i super trwałości nie ma - ot, najtańszy sprzęt bez konkretnej marki nawet. Jedna świeltówka zaś kosztuje... Różnie. "Testowane" były i takie za 20 zł, jak i też takie za 50 zł. Gwarancji żaden producent na nie nie dawał.
Do przybliżonych obliczeń weźmy "zimowe półrocze", czyli jakieś 180 dni. Od początku października żarówki zwykłe przepalały się (uśredniając) jedna na trzy miesiące, czyli powiedzmy 7 żarówek wymienionych dwukrotnie, czyli 14. A tam, bądźmy pesymistami i przyjmijmy 20. Daje nam to oszałamiającą kwotę 16 zł! Zawyżmy to nawet do 20 zł, "na korzyść świetlówkom".
Energooszczędne świetlówki z kolei to problem znacznie bardziej złożony - pół roku to zbyt krótko, aby mówić o średnim czasie życia takiego "badziewia", można podać tylko konkrety. Zaraz po zamontowaniu w pomieszczeniu D 5 sztuk tych droższych (za ok. 50 zł) dwie padły po niecałym tygodniu. Po 5 miesiącach wysiadła kolejna. Daje nam to koszt 8 świetlówek po niecałe 50 zł każda, przyjmijmy zatem że 400 zł.
W pomieszczeniu C stosowane są świetlówki tańsze, co widać na pierwszy rzut oka - włącza się światło, to jedna świeci jak "prawie-biała", druga jak "rudo-żółta", a trzecia wpada w głęboki fiolet - mija kilka minut, zanim się rozgrzeją. Ich żywotność nie jest też zachwycająca: od zamontowania na przełomie września i października trzech sztuk kosztujących 20 zł, trzeba było je wymieniać 6 razy! Czyli 9 sztuk za łączną kwotę 180 zł.
Jak z kosztem energii? Za 1 kWh płacę standardowo 39 groszy. Przyjmijmy, że oświetlenie włączone było przez 8 godzin na dobę. Przy rozpatrywanych 180 dniach daje to 1440 godzin. Łącznie 7 zwykłych żarówek miało moc 525 W (każda po 75 W), a żarówki energooszczędne to 8 sztuk po 18 W każda, czyli 144 W. Przy zwykłych żarówkach otrzymujemy zatem 1440 * 0,525 kW = 756 kWh. Przy świetlówkach: 1440 * 0,144 = 207 kWh.
Zatem używanie zwykłych żarówek kosztowało niecałe 300 zł, używanie świetlówek 80 zł z groszami. Dodając koszty zakupu: dla zwykłych żarówek 20 zł, dla świetlówek 530 zł. Razem: 320 zł na 7 zwykłych żarówek, 660 zł na 8 energooszczędnych świetlówek.
Przyjmijmy, że wydłużamy rozpatrywany okres do całego roku. W lecie światła rzadziej używamy, więc powiedzmy, że przez następne pół roku czas działania to średnio 5 godzin na dobę, czyli 900 godzin w ciągu rozpatrywanego okresu. Przyjmijmy, że żarówki zwykłe będą się przepalać tak jak wcześniej, czyli kolejne 20 zł. Zużyją natomiast 473 kWh, za co zapłacimy 185 zł - czyli 205 zł za kolejne pół roku, co pozwala nam oszacować koszt na poziomie 525 zł.
W tym czasie świetlówki energooszczędne zużyją 130 kWh, co kosztować będzie 50 zł. Przyjmijmy, że jakimś cudem przestaną się tak przepalać, będę musiał wymienić jedną za 50 zł do końca rozpatrywanego okresu i dwie za 20 zł (mało prawdobodbne, ale niech będzie) - łącznie jest to zatem 800 zł rocznie.
Dobrze, powie ktoś jeszcze, uwzględnione są w tych obliczeniach "koszty rozruchu", czyli zakup dużej ilości świetlówek energooszczędnych. Odejmijmy je zatem i weźmy pod uwagę tylko średnie koszty wymiany.
Tańsze, za 20 zł sztuka, średnio 12 wymian rocznie (2 * 6, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku), co daje 240 zł. Droższe, 6 (2 * 3, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku) wymian rocznie, czyli 300 zł. Razem 540 zł. Do tego dodajmy energię, którą zużywają: 207 + 130 = 337 kWh, co kosztuje 130 zł. Łącznie 670 zł, czyli prawie 84 zł rocznie za sztukę. Nadal więcej niż za zwykłą żarówkę.
Oszczędzam 46 zł rocznie na jednym takim badziewiu? Gdzie i kiedy? Chyba tylko we wszechświecie równoległym, do którego wstępu bronią eko-lobbyści.
Widać zatem, że koszty zakupu energooszczędnego bubla nijak nie są rekompensowane przez oszczędność energii. Śmiem nawet twierdzić, że szacunek czasu pracy żarówki na poziomie 2340 godzin w ciągu roku jest mocno zawyżony, zatem oszczędność na kosztach energii będzie znacznie niższa, a koszt zakupu pozostaje na tym samym poziomie. Krótko podsumowując: dziś o godzinie 20:30, w ramach protestu przeciwko bełkotowi eko-lobbystów, z okazji akcji WWF nazywającej się szumnie Godzina dla Ziemi zapalę wszelkie możliwe elektryczne źródła światła, jakie znajdę pod ręką. Na okrągłą godzinę.
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme
Komentarze:
1. Satanowski 27 marca 2010, 10:17:39 [permalink]
Nie jestem zwolennikiem wycofywania zwykłych żarówek ale przy twoich "statystykach" zastanowiłbym się nad zainwestowaniem w elektryka a nie w żarówki.
Przez 3 lata na 10 świetlówek padła mi jedna (i to z mojej winy).
Pamiętam też, że mieszkając kiedyś w starym budynku z przeciążoną instalacją musiałem wymieniać zwykłe żarówki średnio raz na 2 tygodnie.
Gdybyś wyeliminował z tych równań koszty wymiany świetlówek, które - nie tylko według producentów - mają wyższą żywotność, prawdopodobnie otrzymałbyś diametralnie inne wyniki.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że światło ze świetlówek jest do dupy :)
2. Radek 27 marca 2010, 10:26:23 [permalink]
Właśnie miałem napisać, że chyba masz spieprzoną instalację elektryczną.
A przy okazji - temat został zeksplorowany w Pogromcach Mitów. Co prawda zastanawiali się czy należy często gasić światło, czy może zostawiać zapalone, ale przy okazji porównali żywotność różnych typów żarówek/świetlówek.
3. zammer 27 marca 2010, 10:28:41 [permalink]
No to zazdroszczę aż takiej żywotności energooszczędnych bubli, bo z moich i znajomych obserwacji wynika, że tak wcale nie jest. Gdyby producent takiego sprzętu dał mi gwarancję i powiedział "jeśli w ciągu 3 lat padnie, to wymienię za darmo", to mógłbym się skusić.
Obecnie jednak, jak obserwuję u siebie i znajomych, świetlówki padają częściej niż producent deklaruje.
Inwestować w elektryka? Na jakiej podstawie? Instalacja jest w miarę nowa (poddana gruntownemu "remontowi" pod koniec lat 90-tych), a obciążona jest nawet mniej niż kilka lat temu (biorąc pod uwagę moc: m.in. świetlówki zamiast żarówek, laptop z zasilaczem 60 W zamiast kompa z zasilaczem 300 W, nowa lodówka, nowa pralka). Poza tym nie jest taka stara.
A jakoś światła jak najbardziej nadaje się do tego miejsca, do którego światło nie dociera ;)
4. kklimonda 27 marca 2010, 10:44:56 [permalink]
Z twoich obliczeń wynika, że zwykła żarówka starcza ci średnio na 240 godzin? To sporo poniżej średniej (która wynosi chyba ponad 1000 godzin) więc coś chyba jest nie do końca w porządku.
5. zammer 27 marca 2010, 11:07:52 [permalink]
Zwróć uwagę, że to są założenia zaniżające sprawność zwykłych żarówek. Dodatkowo są to low-endowe żarówki bez marki, kupowane po kosztach. Faktycznie jedna zwykła żarówka wystarcza mi średnio na 700-800 godzin.
6. satanowski 27 marca 2010, 11:48:23 [permalink]
Albo instalacja daje dupy, albo strasznie dupne świetlówki kupujesz. Ja mam jakieś najtańsze z Leroy'a i dają radę 3 rok.
Co do instalacji, to niekoniecznie twoje odbiorniki muszą ją "psuć". Moc odbiorników to nie wszystko. To, że nie wyskakują bezpieczniki nie znaczy, że wszystko jest OK. Nie jestem specjalistą w tym temacie, ale zakłócenia generowane przez różne urządzenia - niekoniecznie wielkiej mocy - również mogą się przyczyniać do uszkodzeń w sprzęcie elektrycznym. W czasach wspomnianych przeze mnie żarówek, w mojej instalacji też nie było zbyt wiele odbiorników, bezpieczniki nie wyskakiwały a jednak żarówki strzelały co chwila.
7. Radek 27 marca 2010, 11:51:40 [permalink]
Zawsze można miernik do kabla od żyrandola przyłożyć i zobaczyć co stamtąd wychodzi... Zammer, jak masz możliwość pożyczenia jakiegoś sensownego miernika (a najlepiej razem z sensownym elektrykiem), to sprawdź.
8. Livio 27 marca 2010, 12:39:13 [permalink]
Nie wiem, jakie musiałeś mieć te żarówki.
Miewałem od najtańszych fioletowo świecących szajsów po Philipsy i wszystkie świeciły b. długo, jak nie świecą dalej, a zmianę ich wymusiła zmiana rodzaju oświetlenia.
Na ww. wspomniane żarówki Philipsa, które nie kosztują nie wiadomo ile, dostaje się u nas gwarancję na rok/dwa w lokalnym sklepiku z oświetleniem.
Kupiona 11 lat temu żarówka Philipsa dalej świeci. To znaczy świeciła, bo nie mogliśmy już patrzeć i czekać aż się przepali i wsadziliśmy nową. Działała w kuchni, gdzie światło zapala się i gasi notorycznie.
Także wszelkie teorie o braku oszczędności, czy wysokiej awaryjności, albo ogromnych kosztach eksploatacji, wsadźcie sobie ludzie w buty, bo od 11 lat oszczędzam na prądzie, używając żarówek, które zużywają razy mniej energii elektrycznej.
9. rozie 27 marca 2010, 12:49:37 [permalink]
Jak jestem za pełnym wyborem po stronie konsumenta, tak totalnie nie mogę zgodzić się z merytoryką tych badań. Większość (wszystkie?) energooszczędne jakie mam w domu, to noname by Ikea; IIRC 3 szt za 20 zł. Poza tym, że w jednym trójpaku jedna była uszkodzona od nowości (i pewnie bym wymienił na sprawną, gdybym pamiętał i mi się chciało zasuwać), to z kilku, których używamy, żadna nie padła (wliczając ryzyko zniszczenia przy przeprowadzce).
Z używanych w innej lokalizacji żarówek energooszczędnych, jedną można zakwalifikować jako do wymiany, bo po kilku(nastu?) latach eksploatacji startuje zauważalnie długo, ale to wszytko. Wygląda, że masz pecha i tyle (ja z kolei pamiętam wymianę zwykłych żarówek raz na 1-2 m-ce w niektórych miejscach).
10. zammer 27 marca 2010, 12:50:54 [permalink]
Livio: żarówka czy świetlówka energooszczędna?
Zresztą, Panowie. Na początku zaznaczyłem, że nie obchodzi mnie tym razem statystyka, a ten jeden szczególny, mój szczególny przypadek.
Najbardziej irytującym faktem było to, że świetlówki warte 50 zł sztuka, za przeproszeniem, zjebały się 2 na 5 po niecałym tygodniu od zainstalowania. I proszę mi tu nie chrzanić, że one są wrażliwe na zakłócenia w instalacji - one same są cholernym źródłem zakłóceń. Nie pamiętam gdzie, ale gdzieś czytałem czyjeś narzekania w temacie wyrzucania zużytych świetlówek i tego, że to, co wyrzucamy razem z nią można by w sporej części odzyskać i użyć ponownie.
11. Livio 27 marca 2010, 12:51:52 [permalink]
Żarówka/świetlówka energooszczędna to jedno i to samo, gdy mówimy o artykule, który ma zastąpić szklaną bulwę z wolframowym drucikiem i bodaj argonem wewnątrz.
12. zammer 27 marca 2010, 12:54:58 [permalink]
Livio: chodziło mi o trzymanie się już jednej nomenklatury, ale pal sześć, zrozumiałem.
rozie: zatem mam pecha. Co z tego wynika? Że z moim pechem lepiej zaopatrywać się w zwykłe żarówki. Podobnie z pechem przyjaciela z ogólniaka, podobnie z pechem znajomej ze studiów, podobnie z pechem mojego ojca w pracy... Zwykły zbieg okoliczności? Może.
13. jam łasica 27 marca 2010, 13:01:33 [permalink]
"zjebały się 2 na 5 po niecałym tygodniu"
Anomalia.
14. q84_fH 27 marca 2010, 13:11:47 [permalink]
Z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłacają się świetlówki. (o ile nie ma się takiego pecha jak autor :P). U mnie tylko dwie przestały świecić, a jedna nabawiła się długiego okresu rozgrzewania (ale daje wtedy ładne, żółte światło). Wszystkie, które nawaliły, były tanimi "noname'ami" z marketu. Markowe działają do dzisiaj od kilku lat (również w łazience, gdzie światło włączane/wyłączane jest kilkanaście razy na dobę).
Za to z 'ekologicznym' punktem widzenia bym dyskutował. Po pierwsze: układy elektroniczne w świetlówkach nie trzeba tak często wymieniać. Wystarczyło by wymieniać same rurki z gazem. Tworzy się w ten sposób niepotrzebne odpady, które są raczej ciężkie do przeróbki. Po drugie: w rurkach stosuje się zwykle pary rtęci, które są dosyć wredne i wrzucone do zwykłego kosza zatruwają glebę.
Za to zwykła żarówka składa się z metalu, szkła i obojętnego gazu. Metal i szkło można przetworzyć ponownie i nie są to rzeczy szkodliwe w wypadku składowania na jakimś wysypisku.
Odnośnie wycofania zwykłych żarówek - jestem zdecydowanie na nie. Powinien być wybór. Skoro jest popyt na zwykłe żarówki czemu zabraniać ich produkcji skoro argumenty ekologiczne zostały obalone? (w tym globalne ocieplenie powodowane działalnością człowieka)
Dlaczego Unia wtrąca się w wolny rynek? W końcu do demokracja! Jeszcze. Czyż nie?
15. lemiel 27 marca 2010, 14:08:58 [permalink]
50 złotych za świetlówkę?
To co to za "cudo"? Ze złota?
Od pewnej kwoty cena już nie daje efektu jakości.
Może masz za niskie napięcie w sieci - dochodzące już do domu? I na dodatek duże wahania tego napięcia w zależności od obciążenia obwodu danego transformatora. U moich rodziców, 600 metrów od transformatora na jednej fazie przed podniesieniem napięcia zamiast 220 bywało 190. Teraz jest powyżej dwustu, ale nie pamiętam dokładnie ile. Ale ta faza mocno obciążona, a zamiana jej na inną z dwóch pozostałych nie wiem czy jest łatwo możliwa.
U nich świetlówki tak często nie padają. U mojej dziewczyny od półtora roku są świetlówki w dużej ilości, Philipsa, żadna jeszcze nie padła. Padł za to halogen w łazience.
Barwa i temperatura światła faktycznie jest często do dupy, ale są różne wersje do wyboru.
I też nie jestem zadowolony z braku setek, ale cóż. Dwudziestki trójki też dają radę zamiast.
16. Wikiyu 27 marca 2010, 14:10:21 [permalink]
mnie najbardziej przekonuje jednak fakt jak bardzo świetlówki zakłócają naszą piękną sinusoidę która powinna być w gniazdku. Miałem okazję oglądać na oscyloskopie jaki to ciekawy jest kształt funkcji prądu w obwodzie ze świetlówką i sinusoidy trzeba było się tam dopatrywać na siłę.
17. Radek 27 marca 2010, 14:19:45 [permalink]
Wikiyu, a jak się to ma w porównaniu ze zwykłą żarówką? Bo to też ciekawe...
18. KP 27 marca 2010, 15:50:46 [permalink]
Nad moją głową wisi świetlówka założona dwa lata i miesiąc temu. Świeci po kilka-kilkanaście godzin dziennie. I nie nosi znamion zużycia :-)
@Wikiyu ale to dobrze, czy źle? :-)
19. zammer 27 marca 2010, 17:11:31 [permalink]
Radek: tak, że zwykła żarówka nie sieje takich zakłóceń w instalacji. Pogadaj z krótkofalowcami, to powiedzą Ci, jakim złem wszetecznym jest tzw. oświetlenie fluorescencyjne.
Lemiel: poszukaj info o produktach firmy Paulmann, to spadniesz z krzesła ;) Akurat tu nie chcę podawać marki, żeby nie robić antyreklamy moim pechem firmie ;)
20. Radek 27 marca 2010, 17:23:17 [permalink]
Gdzie ja w dzisiejszych czasach znajdę krótkofalowca ;) Ale wierzę Ci na słowo ;)
21. zammer 27 marca 2010, 17:23:55 [permalink]
Radek: nasluchy@googlegroups chociażby
22. lemiel 27 marca 2010, 17:24:09 [permalink]
Człowieku Małej Wiary... Na Joggerze... :D
23. Radek 27 marca 2010, 17:25:43 [permalink]
Myslałem, że krótkofalowcy wignęli gdy skończyło się średniowiecze :D
24. zammer 27 marca 2010, 17:27:01 [permalink]
Z tego, co wiem, żyją i dobrze się trzymają. Oglądałeś Die Hard 4, nie? Tam krótkofalarstwo ratuje świat ;)
25. Radek 27 marca 2010, 17:27:57 [permalink]
Hmm... a nawet nie wiem czy oglądałem. Z krótkofalarskich filmów to Frequency ostatnio oglądałem. Chyba fajniejsze od kolejnego DieHard...
26. lemiel 27 marca 2010, 17:30:09 [permalink]
Mają się całkiem dobrze. Może ich mniej, jest trudniej w jednych kwestiach ale zdecydowanie łatwiej w innych.
Internet i telefony komórkowe zmniejszyły ilość chętnych do uprawiania tego sportu drastycznie, ale nie jest źle. A w lepiej cywilizacyjnie rozwiniętych Niemczech jest ich też dużo i równie dobrze się bawią.
Die Hard 4, tak... Ale zdecydowanie bardziej realistyczne niż Frequency. Pomimo oczywistych absurdów.
27. Radek 27 marca 2010, 17:32:21 [permalink]
O krótkofalowcach to się nawet nie domyślałem. Rozmawiałe z gościem który się kiedyś parał tym hobby i mówił, że to już umierające... No, ale może porównywał z "dawnymi, lepszymi czasami". A co do Frequency, to w swoim głównym motywie realizm olewa z góry na dół, ale to i tak fajny film :)
28. adas 27 marca 2010, 22:05:47 [permalink]
Mnie rozmieszyła informacja od znajomego elektryka, że teraz można kupować żarówki 99 watowe :D
29. KP 27 marca 2010, 22:06:52 [permalink]
Nie wiem, co w tym śmiesznego. Wyeliminowanie 100 W oznacza wyeliminowanie też 120, 150 etc ;) chodziło o 100 i więcej.
30. zammer 27 marca 2010, 22:06:55 [permalink]
A to ciekawe... Nie spotkałem się. Chociaż słyszałem o metodzie obejścia zakazu sprzedaży żarówek 100 watowych poprzez zamówienie "żarówek specjalnego przeznaczenia - do sygnalizatorów świetlnych", które mają standardowy gwint E27.
31. zammer 27 marca 2010, 22:09:27 [permalink]
Swoją drogą, przyszło mi do głowy jeszcze jedno rozwiązanie na żarówki "mocniejsze" - przecież powiększalniki fotograficzne korzystają też z gwintu E27, a w moim Krokusie siedzi mleczne 200 W. Jakbym chciał kupić nową, to teoretycznie powinien znaleźć się producent, który takie robi, z zaznaczeniem "zastosowania specjalistycznego".
32. kkk 28 marca 2010, 00:10:23 [permalink]
http://frycz.pl.salon24.pl/144326,swietlowka-kompaktowa-czyli-my-ekofrajerzy
33. zammer 28 marca 2010, 00:13:22 [permalink]
O to-to-to, ten tekst miałem na myśli, kiedy wspomniałem, że
34. kkk 28 marca 2010, 00:30:57 [permalink]
Wwaliłem sam link bo wpis poszedł przy wysyłaniu w maliny.
Świetlówki, rurową 36 watów przez tradycyjny statecznik i 8 watów przez elektronikę wydłubaną z świetlówki kompaktowej używam od wielu lat. Są niezawodne.
A świetlówki kompaktowe padały po około pół roku bez względu na producenta! Albo się zakopciły albo przepalał się żarnik.
U rodziców żarówka 60 watów świeci od około 1976 roku. I to w przedpokoju, narażona na ustawicznie włączania i wyłączania.
U mnie zwykłe żarówki świecą po kilka lat zanim się przepalą.
Kompaktowe "cuda" to lipa. Zwłaszcza tam, gdzie człowiek wpada na chwilę i zapala światło i zaraz zgasi. To gówno potrzebuje czasu na rozświecenie pełną mocą. A utylizacja to następna bujda na resorach!
Już to widzę jak w takim Pcimiu zbierają, nie tłuką przez nieuwagę i nie rozpylają tego "dobra" co zawiera taka pseudo żarówka. Jak w ogóle nie ciepną do ogólnych śmieci.
To tak jak z aspartamem. Słodzik uniwersalny. Jest teraz i w herbatce zbójnickiej, śledzikach w occie i w oranżadzie. I nie ma wyboru przy zakupie. Ostały się jakieś Fanty i niektóre odmiany Coli. Ale "ulepszenia" i to zmienią. Mumifikują nas jeszcze żywych.
35. Wojciech z młyna 28 marca 2010, 18:44:11 [permalink]
Kiedy przyszli po żarówki stuwatowe nie protestowałem - nie byłem żarówką stuwatową. Kiedy przyszli po żarówki 75W nie protestowałem - nie byłem żarówką siedemdziesięciopięciowatową. Kiedy przyszli po mnie nie było komu protestować... ;)
36. jacek 23 września 2010, 11:22:09 [permalink]
Trwałość życia świetlówek zależy od częstotliwości zapalania bo w takiej świetlówce jest żarnik jak w zwykłej żarówce dużej mocy który służy do zapłonu gazu czyli wyładowań od częstego zapalania po kilkunastu cyklach on najzwyczajniej się przepala a oto producentom chodzi, żeby sprzedawać i nigdy bym nie zamontował świetlówki w kuchni klatce schodowej czy w kiblu bo one się tam nie nadają. Od pewnego czasu zajmuję się oświetleniem LED z bardzo dobrym skutkiem i wystarczy raz zainwestować i mieć spokój na 15 lat. Ap-ropo co do świetlówek to tylko będziemy się nimi cieszyć jeszcze przez 3 lata bo unia przygotowuje ustawę zakazującą sprzedaż świetlówek.
37. krzycho 29 grudnia 2010, 21:06:07 [permalink]
Mam już pół roku energooszczędne i wcale mnie oczy nie bolą mają chyba identyczną intensywność kolorów, mam w pokoju żarówki które ciągną razem 80 W a światła dają 450 W Mam bardzo jasno w pokoju a to jest dobre na
zimową depreche jestem bardzo zadowolony!!!!! Przy bezbarwnychzabuliłbym
za prąd oj zabuliłbym!!!!!!
38. zammer 30 grudnia 2010, 10:11:42 [permalink]
No właśnie. Chyba.
Dodaj komentarz: