Pół godziny temu dostałem maila z Autodesku, w którym chwalą się, że nowe wersje 2011 oprogramowania Autodesk są już dostępne - świetnie, można pomyśleć, że interesują się potencjalnymi klientami i wysyłają takie info. Problem leży w tym, że od prawie dwóch tygodni w sieci można znaleźć już wersje pirackie... Nie ma to jak szybkie info.
Co do wymagań, to niewiele się zmieniły, jest tak jak w wersji 2010:
Przy czym dla 2010 dwie ostatnie pozycje okazują się być kompletną bzdurą. Program działa bez zarzutu przy 1 GB RAMu, a w systemie tkwi stare MSIE 6 i się o nic nie pluje. Tylko przy bardziej złożonych projektach "trochę dłużej myśli". Przy 2011 jeszcze znak zapytania stoi, czy pociągnie na moim laptopie.
... zaczyna się dość ciekawym akcentem, który większości ludzi pewnie umknął. Na fali wyroku ze Strasburga, niejaki Lesław Maciejewski od stycznia sądził się z miastem Świnoujściem w sprawie usunięcia krzyży ze ścian urzędu, w tym również z gabinetu prezydenta Świnoujścia.
We wczorajszej Rzeczpospolitej doczytałem, że Komisja Europejska jak zakazała klasycznych żarówek o mocy 100 W, tak w tym roku wycofane zostaną ze sprzedaży te o mocy 75 W. Przy okazji powołując się na serwis verivox.pl, napisali, że rocznie na każdej zamontowanej świetlówce energooszczędnej można zaoszczędzić 46 zł. Jak ta statystyka wygląda w praktyce?
Przykładem są cztery żyrandole zawieszone w czterech pomieszczeniach:
Jedna zwykła żarówka ma moc 75 W, kosztuje 80 groszy i super trwałości nie ma - ot, najtańszy sprzęt bez konkretnej marki nawet. Jedna świeltówka zaś kosztuje... Różnie. "Testowane" były i takie za 20 zł, jak i też takie za 50 zł. Gwarancji żaden producent na nie nie dawał.
Do przybliżonych obliczeń weźmy "zimowe półrocze", czyli jakieś 180 dni. Od początku października żarówki zwykłe przepalały się (uśredniając) jedna na trzy miesiące, czyli powiedzmy 7 żarówek wymienionych dwukrotnie, czyli 14. A tam, bądźmy pesymistami i przyjmijmy 20. Daje nam to oszałamiającą kwotę 16 zł! Zawyżmy to nawet do 20 zł, "na korzyść świetlówkom".
Energooszczędne świetlówki z kolei to problem znacznie bardziej złożony - pół roku to zbyt krótko, aby mówić o średnim czasie życia takiego "badziewia", można podać tylko konkrety. Zaraz po zamontowaniu w pomieszczeniu D 5 sztuk tych droższych (za ok. 50 zł) dwie padły po niecałym tygodniu. Po 5 miesiącach wysiadła kolejna. Daje nam to koszt 8 świetlówek po niecałe 50 zł każda, przyjmijmy zatem że 400 zł.
W pomieszczeniu C stosowane są świetlówki tańsze, co widać na pierwszy rzut oka - włącza się światło, to jedna świeci jak "prawie-biała", druga jak "rudo-żółta", a trzecia wpada w głęboki fiolet - mija kilka minut, zanim się rozgrzeją. Ich żywotność nie jest też zachwycająca: od zamontowania na przełomie września i października trzech sztuk kosztujących 20 zł, trzeba było je wymieniać 6 razy! Czyli 9 sztuk za łączną kwotę 180 zł.
Jak z kosztem energii? Za 1 kWh płacę standardowo 39 groszy. Przyjmijmy, że oświetlenie włączone było przez 8 godzin na dobę. Przy rozpatrywanych 180 dniach daje to 1440 godzin. Łącznie 7 zwykłych żarówek miało moc 525 W (każda po 75 W), a żarówki energooszczędne to 8 sztuk po 18 W każda, czyli 144 W. Przy zwykłych żarówkach otrzymujemy zatem 1440 * 0,525 kW = 756 kWh. Przy świetlówkach: 1440 * 0,144 = 207 kWh.
Zatem używanie zwykłych żarówek kosztowało niecałe 300 zł, używanie świetlówek 80 zł z groszami. Dodając koszty zakupu: dla zwykłych żarówek 20 zł, dla świetlówek 530 zł. Razem: 320 zł na 7 zwykłych żarówek, 660 zł na 8 energooszczędnych świetlówek.
Przyjmijmy, że wydłużamy rozpatrywany okres do całego roku. W lecie światła rzadziej używamy, więc powiedzmy, że przez następne pół roku czas działania to średnio 5 godzin na dobę, czyli 900 godzin w ciągu rozpatrywanego okresu. Przyjmijmy, że żarówki zwykłe będą się przepalać tak jak wcześniej, czyli kolejne 20 zł. Zużyją natomiast 473 kWh, za co zapłacimy 185 zł - czyli 205 zł za kolejne pół roku, co pozwala nam oszacować koszt na poziomie 525 zł.
W tym czasie świetlówki energooszczędne zużyją 130 kWh, co kosztować będzie 50 zł. Przyjmijmy, że jakimś cudem przestaną się tak przepalać, będę musiał wymienić jedną za 50 zł do końca rozpatrywanego okresu i dwie za 20 zł (mało prawdobodbne, ale niech będzie) - łącznie jest to zatem 800 zł rocznie.
Dobrze, powie ktoś jeszcze, uwzględnione są w tych obliczeniach "koszty rozruchu", czyli zakup dużej ilości świetlówek energooszczędnych. Odejmijmy je zatem i weźmy pod uwagę tylko średnie koszty wymiany.
Tańsze, za 20 zł sztuka, średnio 12 wymian rocznie (2 * 6, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku), co daje 240 zł. Droższe, 6 (2 * 3, które trzeba było wymienić w ciągu ostatniego pół roku) wymian rocznie, czyli 300 zł. Razem 540 zł. Do tego dodajmy energię, którą zużywają: 207 + 130 = 337 kWh, co kosztuje 130 zł. Łącznie 670 zł, czyli prawie 84 zł rocznie za sztukę. Nadal więcej niż za zwykłą żarówkę.
Oszczędzam 46 zł rocznie na jednym takim badziewiu? Gdzie i kiedy? Chyba tylko we wszechświecie równoległym, do którego wstępu bronią eko-lobbyści.
Widać zatem, że koszty zakupu energooszczędnego bubla nijak nie są rekompensowane przez oszczędność energii. Śmiem nawet twierdzić, że szacunek czasu pracy żarówki na poziomie 2340 godzin w ciągu roku jest mocno zawyżony, zatem oszczędność na kosztach energii będzie znacznie niższa, a koszt zakupu pozostaje na tym samym poziomie. Krótko podsumowując: dziś o godzinie 20:30, w ramach protestu przeciwko bełkotowi eko-lobbystów, z okazji akcji WWF nazywającej się szumnie Godzina dla Ziemi zapalę wszelkie możliwe elektryczne źródła światła, jakie znajdę pod ręką. Na okrągłą godzinę.
Nazwanie kogoś "dziwką" ma wydźwięk niedwuznacznie negatywny. Mówiąc grzeczniej - uznajemy, że obiekt owej inwektywy znajduje przyjemność w sprzedawaniu się za jakąś ilość gotówki. Kiedyś sprzedawało się głównie ciało, dziś można sprzedawać...
Niejako przymuszony siłą wyższą (a wbrew założeniom poczynionym w przeszłości, żeby jak ognia unikać przeróżnych społecznościówek), postanowiłem zarejestrować się na Facebooku. Z racji rosnącej ostatnio paranoi na punkcie prywatności nie skorzystałem z opcji "podaj nam hasło do swojego maila, to znajdziemy twoich znajomych!" Nie podawałem żadnych istotnych informacji, a zaraz po przejściu (cóż ukrywać, dość idiotycznie upierdliwego) procesu zakładania konta, w opcji "znajdź znajomych - propozycje" zobaczyłem nie tylko swojego brata, ale również całkiem sporo osób faktycznie mi znanych.
Lekko mnie to zszokowało. Bo niby jakim cudem? Przecież nie po żadnych ciasteczkach, bo z tego komputera korzystam tylko i wyłącznie ja sam. Nie po IP, bo siedząc na uczelni jestem widoczny tak samo jak tysiące innych studentów. Większość popularnych skryptów analizujących również mam zablokowanych, więc?
I przypomniałem sobie pewien spam, który dostaję regularnie z serwisu hi5.com - wystarczy, że znajoma/znajomy poda gdzieś (czy to na facebooku, czy w takim hi5) swojego maila i hasło, serwis przemieli skrzynkę kontaktów i już mamy gotowe powiązanie. Na pewno są tam jeszcze bardziej wyszukane metody, ale ta jedna podstawowa pozwala na podstawowe połączenie ze sobą ludzi (a właściwie adresów mailowych).
Wniosek? Nawet jeśli ktoś paranoicznie dba o własną prywatność, inni go zdemaskują w mniejszym czy większym stopniu.
Parapety mogę podpierać też.
Nie będę w ten sposób odkrywczy, pionierem żadnym nie będę, ale wracając dziś natknąłem się na ekipę łatającą dziury w jezdniach i doszedłem do wniosku, że parytety należy bezwzględnie poprzeć, podpisać się pod nimi rękoma i nogami - pod jednym, bardzo prostym warunkiem - że będą dotyczyć absolutnie każdej dziedziny życia. Bez żadnego wyjątku.
Feministki wolą organizować (wspominane już na joggerze) "dni cipki" i walczyć o równość tam, gdzie im się podoba, gdzie im wygodnie, gdzie, za przeproszeniem, dupy im będą tylko rosły. Niech powalczą o parytet płci w tych dziedzinach, gdzie są naprawdę dyskryminowane. Nie widziałem jeszcze kobiety z młotem pneumatycznym czy taczką asfaltu albo zagęszczarką do gruntu, nie widziałem też kobiety układającej tłuczeń pod ten asfalt. Niech zabiorą się za walkę o 50% miejsc pracy na budowach przeróżnych, wtedy poprę ich żądania.
Że co? Że nie widać na horyzoncie takiej walki? Oj, ta równość przestaje być taka równa...
W ramach ćwiczeń z lenistwa zachciało mi się w tym roku znowuż przesłać zeznanie podatkowe przez internet. Oprócz frustracji, o którą przyprawił mnie wymóg instalowania kobyły zwanej Adobe Reader (preferuję obecnie lżejszego i znacznie przyjemniejszego Foxit Readera), miałem okazję przeżyć na koniec jeszcze jedną niespodziankę:

Zgodnie z prawami Murphy'ego, jeśli coś ma się zepsuć, to zepsuje się przy okazji czegoś naprawdę ważnego. W tym przypadku przy wysyłaniu PITa (czy raczej PITu?). Jestem ciekaw, czy Linuksiarze mają z tym problemy?
Nie ma to jak polski film z chińskim dubbingiem: Vinci - i to cały, nie jakieś tam fragmenty! ;)
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.