Są święta, ludzie dają sobie prezenty, a co za tym idzie produkują więcej odpadów bytowo-gospodarczych. Mieszkając w niewielkiej miejscowości gdzieś w Polsce obserwuję, jak zmieniają się nawyki sporej części społeczeństwa. Niestety, wcale nie na lepsze.
W połowie ubiegłej dekady na peryferiach owej miejscowości istniały jeszcze dzikie wysypiska. Ludzie, mimo zakazów i walki lokalnych władz z tym zjawiskiem, wywozili różne śmieci kilkaset metrów za ostatnie domy mieszkalne i wyrzucali na pobocze. Gabarytowy sprzęt AGD najbardziej się rzucał w oczy, ale można tam było znaleźć praktycznie każdy rodzaj śmieci. Oprócz bezdomnych psów, włóczyli się tam czasami przedsiębiorczy rodacy, dając początek "nowoczesnemu biznesowi recyklingowemu". Na szczęście z czasem owe dzikie wysypiska zostały uprzątnięte, a na ich miejscu powstały nowe domy.
Ludzie zmienili swoje podejście do sprawy i dzikich wysypisk w bezpośredniej okolicy nie ma. Obowiązkiem każdego mieszkańca jest posiadanie umowy z MPO czy inną firmą na wywóz śmieci. Bez tego nie można nawet dostać pozwolenia na budowę bodajże. Jednak cwaniactwo i paskudna chciwość niektórych ludzi przeraża. Wybierają najtańsze "pakiety": najmniejsze pojemniki i jak najrzadszy wywóz śmieci. Pytanie: czy faktycznie tak dobrze się gospodarzą, że nie produkują takiej ilości odpadów, czy też znajdują inne metody na ich pozbycie się?
Scena dość powszechna: rano do pracy idzie elegancko ubrana pani w średnim wieku. Oprócz swojej torebki dźwiga (bądź "kitra" pod płaszczem) czarną torbę ze śmieciami. Mijając ustawiony przy chodniku niewielki śmietnik (taki zwyczajny, betonowy z metalowym wkładem) pozbywa się czarnej torby. Nie ona jedna, bo w śmietniku leży już kilka takich. Kilkadziesiąt metrów dalej, następny śmietnik, ale komuś torba się nie zmieściła, bo leży obok.
Widząc taką scenę, mam czasami ochotę wyjąć worek ze śmieciami i podejść do dystyngowanej damy i wręczyć go jej ze słowami: "Przepraszam, ale chyba coś pani zgubiła.". Wieczorem, jak będzie wracać, nie zwróci uwagi na to, że jakiś bezdomny pies rozszarpał worek w poszukiwaniu pożywienia, zaś śmieci walają się w promieniu kilku(nastu) metrów. W okolicy różnych świąt zjawisko to przybiera na skali jak diabli.
Inną możliwością jest zapakowanie kilku 120-litrowych worków na śmieci do bagażnika i wywiezienia ich na pobliski cmentarz. Przecież tam stoi cały kontener, czekający na cwaniaków, którym nie chce się płacić za wywóz własnych śmieci.
Żyjemy w takim społeczeństwie, jakie sami tworzymy. Najwyraźniej 95% ludzi to idioci...
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.
hljeg surim mekten keudsme
Komentarze:
1. Aeth 26 grudnia 2009, 11:34:07 [permalink]
Nie idioci, skoro sam nieco wyżej nazywasz ich cwaniakami. Jedno w zasadzie wyklucza drugie (no, oczywiście są różne anomalie, ale to raczej nie w tym przypadku).
U mnie ludzie z domków jednorodzinnych (moja miejscowość to takie połączenie blokowisk i budownictwa "tradycyjnego") miało jeszcze inny koncept: przynosili śmieci do osiedlowych śmietników. Wszystko szło "dobrze", dopóki władze osiedla nie zainstalowały furtek zamykanych na klucz do naszych przyblokowych składów śmieci złomu etc. Może po prostu administrator cmentarza powinien zrobić coś podobnego? Oczywiście, zapewne w 100% nie będzie to działało, ale zawsze jakiś krok do przodu to jest.
2. anoriell 26 grudnia 2009, 12:11:03 [permalink]
Aeth: i będzie to wyglądało tak, że umiera Ci babcia, a Ty od zarządzającego cmentarzem dostajesz kluczyk do śmietnika?
One tam są po to, żeby zwiędłe kwiaty wyrzucać, czy potrzaskane znicze jak sprzątasz na grobach bliskich. Nie stoją tam dla administracji tylko dla odwiedzających groby przecież.
No ale oczywiście wywalanie do tych pojemników śmieci z domu jest zwyczajnym chamstwem.
Dodaj komentarz: