O pomyłkach słów kilka.

Popełniono 27 listopada 2008 o godzinie 10:55:42

Kiedyś Webhosting.pl był coś wart... Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że od czasu rozpoczęcia kolaboracji z Wykopem zaczęli mocno tracić. Dlaczego? Chyba odpowiedź jest taka sama, jak w przypadku innych serwisów, które starają się zadowolić jak najszersze grono użytkowników.

Dziś, przy porannej kawie, zajrzałem właśnie na Webhosting - widzę coś o spamie na AntyWebie. Zaglądam (w ramach webhostingu) i coś mi się nie zgadza. Artykuł, "podpisany" przez Grzegorza Marczaka (co do płci nie ma chyba wątpliwości), jest napisany przez kobietę. Tak jakby. Zaglądam do źródła, a tam faktycznie, autorem tekstu jest kobieta, Aleksandra Biolik. Automatyzacja niesie za sobą czasem komiczne pomyłki.

Niech żyją pomyłki! Bez nich świat byłby taki nudny. Nie byłoby z kogo się śmiać. Nie można by pompować swojego ego, wytykając błędy innym! ;)

Jeśli ktoś zaś twierdzi, że jestem złośliwy, niech pośmieje się ze mnie. Wczoraj dowiedziałem się, że pomyliłem się w pewnych obliczeniach i zamiast 70 metrów okapówki wyszło mi 55 metrów. Zgubiłem gdzieś 15 metrów solidnej, sosnowej dechy. Mistrzostwo świata po prostu. Na studiach dało radę wstawić "współczynnik studenta" i już sprawozdanie z laborek się zgadzało. W życiu tak lekko nie ma.

Orgazm mentalny!

Popełniono 25 listopada 2008 o godzinie 14:12:35

Niejaki prz napisał parę godzin temu, że... Że nowa książka Zafóna jest dostępna w sprzedaży w Polsce! Do końca dnia w pracy jeszcze dwie godziny, a ja w miejscu usiedzieć nie mogę. Myślę tylko o tym, że zaraz po pracy polecę do księgarni i nabędę drogą kupna "Grę anioła".

Problem mam tylko jeden - parę dni temu pożyczałem znajomemu na przedłużenie domeny i nie zostało mi już gotówki na takie drobne przyjemności, jak książki. Dobrze, że to już koniec miesiąca ;) Pozostaje mi więc czekać do wypłaty, wierząc niezłomnie, że nowa powieść Zafóna jest równie wspaniała, co wspaniały "Cień wiatru". Chyba że znajdzie się dobra dusza, która pożyczy ;)

Swoją drogą - "Cień wiatru" zyskał taką renomę, że pamiętam jak parę lat temu wydawnictwo Amber reklamowało wydawaną przez siebie książkę tekstem mówiącym, że "czytelnicy Cienia wiatru będą zachwyceni". To była "Trzynasta opowieść" - w moich oczach jednak nie dorastała do magii, jaką przelał na papier Zafón w "Cieniu wiatru". To dziwne, ale z suchego punktu widzenia "Cień wiatru" jest połączeniem romansu, kryminału, trochę mydlanej opery... Połączenie tych elementów jest jednak tak subtelne, tak wyrafinowane, tak cudowne, że kiedy człowiek sięga po tę książkę pierwszy raz, to czyta ją, jakby chciał pochłonąć ją za jednym razem, a jednocześnie nie chce, żeby kiedykolwiek się kończyła. Pragnie przy niej trwać i trwać...

To jak, pożyczy ktoś, czy mam czekać do wypłaty? ;)

Zero inspiracji.

Popełniono 20 listopada 2008 o godzinie 14:27:25

Zero, nic, null, a także, jak to mówią niektórzy, Ziobro.

Inspiracja, zwana też czasem weną, to takie złośliwe stworzenie. Tydzień temu zabrałem się za opracowywanie nowego layoutu na pewną stronę - w głowie aż mi się kłębiło od pomysłów. Ze zmęczenia zasnąłem z nosem na klawiaturze, zaspałem do pracy, ale byłem cholernie zadowolny z efektów. Efekt całonocnego dłubania nad grafiką i CSSem był zadowalający, zaczęło coś już się z tego wyłaniać.

Następnego dnia wszystko gdzieś wyparowało jak, nie przyrównując, spirytus. (Co to jest kamfora to już pewnie ludzie pozapominali, trzeba używać bliższych ogółowi porównań;) Wróciłem z roboty i zacząłem znowu dłubać po godzinach, ale... Efekt końcowy zaczął się sypać. Zniknęła gdzieś cała wizja, jaką miałem jeszcze dnia poprzedniego, wszystko zaczęło przypominać jakąś, za przeproszeniem, sraczkę. Kolory zaczęły się gryźć, ogólny układ zaczął wymykać się mi spod kontroli i... Ogólnie rzecz ujmując - lipa. Od tygodnia próbuję coś z tym zrobić, ale ta cała wizja sprzed tygodnia uciekła i za nic nie mogę do niej wrócić. Ech...

Tak pomarudzić czasem można, ale żeby przez tydzień nie móc się zabrać za robotę? Idę się pochlastać czerstwą bułką. Może w okruchach znajdę jakieś natchnienie.

Manifest: Web 2.0 bierze w łeb, przyszłość należy do sieciowego totalitaryzmu!

Popełniono 05 listopada 2008 o godzinie 13:44:08

Wprowadzenie

Niecałe dwa tygodnie temy na AntyWebie pojawiło się zestawienie (trochę wybiórcze) losów serwisów szumnie-dumnie zaliczanych do Web 2.0. "Ale o co chodzi?" ktoś zaraz zapyta. Bo czym właściwie jest to Web 2.0? W założeniu jest to ta część sieci, której treść jest współtworzona przez wielu użytkowników. Są to serwisy z dynamicznym contentem, na który wpływają użytkownicy.

Jednak czy jest to Nowa, Lepsza Sieć? Jeśli większość treści tworzy społeczność, każdy może poczuć się współautorem, to czy ta treść jest przez to lepsza? Wspaniale, Web 2.0 to demokracja totalna. Każdy może się wypowiedzieć, każdy może mieć wpływ na to, co się dzieje w danym serwisie. Czy jest to zjawisko pozytywne, czy też może przeciwnie - prowadzi do chaosu? (Nawiasem mówiąc, każdy na joggerze korzysta z tego prawa do "demokracji totalnej" - cóż za autoironia;)

Statystycznie 90% społeczeństwa to idioci w szeroko pojętym sensie. Wtórni analfabeci, krzykacze, pieniacze, niedowartościowani w swoich ambicjach ludzie. Nie oszukujmy się - oddanie władzy w ręce tłumu jest utopią i anarchią w jednym. Dzięki Web 2.0 każdy może być zauważony, każdy może być dziennikarzem, poetą, wytrawnym dyskutantem, znawcą życia, polityki i diabli wiedzą czego jeszcze. Każdy może poczuć się wyjątkowy. W zwykłej demokracji mamy wybory, w wyniku których wyłania się swoich przedstawicieli, którzy potem reprezentują nasze interesy (przynajmniej w teorii). W przypadku Web 2.0 każdy ma niejako władzę bezpośrednią. Owszem, istnieje tajemnicza kasta - moderatorzy, ale... Ale przecież to Internet. Internet, pełna wolność. Web 2.0 - wolność jeszcze pełniejsza. Demokracja w najczystszej postaci...

Demokracja jest najgorszą spośród wszystkich form rządów, ale nic lepszego ludzie jeszcze nie wymyślili.
Winston Churchill

Po kilku gorzkich słowach - meritum

Wyobraźmy sobie teoretyczny serwis Web 2.0, który właśnie zaistniał w sieci. Idea, jaka mu przyświeca, jest nowatorska, wspaniała, boska, cudowna, genialna itd. Istne perpetuum mobile, kura znosząca złote jajka, która działa na użytkowników jak światło na ćmy. Na początku jest wspaniale, użytkownicy tworzą treść, są rozsądni i dojrzali. Zadowoleni, że mogą korzystać z takiego wspaniałego serwisu, przepełnieni dumą, że uczestniczą od początku w tak światłym przedsięwzięciu. Czasem pojawiają się jakieś inner jokes, społeczność użytkowników się zespala i rośnie coraz bardziej w siłę. Przyciąga nowe twarze, serwis ewoluuje w blasku chwały.

Być może następuje stagnacja, być może przed jej nastaniem, autorzy serwisu sami postanawiają się otworzyć na nowe grupy użytkowników. Niestety pojawia się problem - napływają nie użytkownicy, ale użyszkodnicy, którzy w dużej mierze należą do wpsomnianych wcześniej 90% społeczeństwa. Użyszkodnik taki nie raczy zajrzeć do FAQ, nie zapozna się z zasadami panującymi w danej społeczności: "Jak to?! Ja mam się dostosowywać do reszty?! Mam to gdzieś!" I tu pada najczęściej argument o wolności słowa czy też wolności Internetu: "Działam w Internecie, to mam prawo robić co chcę!" Ach, jakież to oczywiste, czyż nie? Przykładów jest wiele, ale najlepszy pochodzi jeszcze sprzed wieków. Sprzed wieków? Co ja mówię, sprzed eonów! Nikt nie słyszał o Web 2.0, a nawet o Web 1.1, kiedy ten przykład krążył już po sieci:

> A spróbuj to teraz przeczytać zrozumieć.
> > Serio?
> > > Bo zaburza naturalny porządek czytania.
> > > > Dlaczego?
> > > > > Odpowiadanie nad cytatem.
> > > > > > Co jest najgorszą plagą dzisiejszego Internetu?

Użyszkodnicy rosną w siłę. Niestety jest ich coraz więcej, masowo zalewają nasz wspaniały serwis Web 2.0, a jako że w założeniu to użytkownicy tworzą treść, wychodzi na to, że serwis schodzi na psy. Nie pomogą zastępy moderatorów - odchodzą użytkownicy, zrezygnowani moderatorzy kładą krzyżyk na tym wspaniałym serwisie, za to użyszkodnicy przejmują całkowitą kontrolę nad całym przedsięwzięciem. Mają swoich przedstawicieli wśród moderatorów, potem mają wpływ na decyzje administracji - wszak trzeba się liczyć ze zdaniem tych, którzy z serwisu korzystają. Co z tego, że nie mamy już użytkowników, a zostali sami użyszkodnicy, trolle i ów "dziewięćdziesięcioprocentowy margines" społeczeństwa? Możemy już tylko uronić łezkę, zapuścić brodę i przemienić się w pustelnika, wyprowadzić gdzieś na Syberię, gdzie nie będą wiedzieć czym jest Internet. Zamieszkać w lepiance i nie wychodzić z niej w strachu przed sfotografowaniem przez satelity należące do Google'a ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wizja czysto teoretyczna, pełna uproszczeń i niedoskonała. Wiem, że moje założenie o "idiotach" stanowiących 90% społeczeństwa jest kontrowersyjne. Popatrzmy jednak na konkretne przykłady.

Wykop.pl

Idea jak najbardziej światła i niegłupia. Niegdyś ten serwis miał swoje wierne grono użytkowników, sam z niego korzystałem, a teraz... Zalew rzeczonych użyszkodników. Masowy udział niedojrzałych jeszcze dzieciaków, grupy bardzo trudnej do pokierowania. Mają to do siebie, że dopiero poznają świat, dopiero uczą się Internetu. Co tam się właściwie dzieje?

Użyszkodnicy dodają i wykopują stare dowcipy. Zaskoczyłem się, kiedy w maju br. dodałem na wykopie strasznego suchara - przemowę Johna Cleese'a z pogrzebu Grahama Chapmana - film mający ponad 18 lat (sic!), a wylądował on z 741 wykopami na drugim miejscu wśród najpopularniejszych linków z maja 2008. Najbardziej bolą takie właśnie rzeczy - wieloletnie dowcipy z brodą, zdjęcia, które obiegły świat wzdłuż i wszeż... Wszystko to potrafi pojawiać się wielokrotnie, czasem nawet trafiać na stronę główną - cóż za nobilitacja!

Inną kategorią linków na wykopie są... Skrajne debilizmy, które potrafią pojawić się w jednej formie i zostać udupione, żeby w niedługim czasie wypłynąć w innej formie i dostać się na stronę główną wykopu. Przykład? 29 października pojawia się link opisany jako Poważny problem z penisem - 54 "wykopy" i 24 "zakopy". Trzy dni później pojawia się ten sam link, tym razem opisany jako Wytrysk wsteczny - 680 "wykopów" i 103 "zakopy". Jeden z najpopularniejszych linków ostatnio...

Nie warto już nawet wspominać o setkach, tysiącach wszelkich funny pictures, pojawiających się masowo galerii przedstawiających różne ich kombinacje, różnie zatytułowanych. Rzygać się chce - nawet jeśli nie widziało się kilku zdjęć z danego zbioru, to reszta przewinęła się już człowiekowi przed oczami setki, jeśli nie tysiące, razy.

Wnioski? Wykop.pl umarł już dawno.

bash.org.pl

Nasza rodzima odsłona basha ma już (czy może zaledwie?) cztery lata. Kiedyś trafiały tam rzeczywiste fortunki, kiedyś było to ciekawe. Trzon stanowiły cytaty z IRCa. Teraz? Czysta masakra. No ale przyjrzyjmy się "zasadom" dodawania cytatów:

Jakich cytatów nie przyjmujemy?

  • zawierających uwagi dotyczące serwisu (do tego służy mail podany na stronie głównej)
  • fortunek z nickami typu 'ja', 'on', 'ona', 'a', 'b', 'mama', 'tata', 'siostra' i podobne
  • 'z życia wziętych', w stylu 'skumaj jaka akcja', 'profesor mówił...', 'kolega mi powiedział'
  • kończących się tekstem 'padłem'
  • wymagających kliknięcia w określony link (np. ze śmiesznym obrazkiem)
  • przerobionych dowcipów czy kradzionych z innych serwisów
  • z cyklu 'twoj stary', 'twoja stara'
  • komentarzy i opisów aukcji, przeklejek z forum portalowego (onet, allegro, itp.)

Nietrudno jest znaleźć cytaty z owym <ja> na początku. Ile cytatów należy do miejskich legend? Ile cytatów zawiera słowa "badaj/obczaj/skumaj akcję"? To już dawno przestało być śmieszne. Odnoszę wrażenie, że na polskim bashu jest dwóch moderatorów, którzy akceptują cytaty. Pierwszy jest studentem, bawią go wszelkie o historyjki z wykładów, z akademików, z życia głodnych studentów. Drugi jest uczniem gimnazjum lub liceum, dodaje cytaty o "akcjach", szkole, rozmowach z rodzicami czy o rodzicach itp. Na cytaty głosują głównie dzieci do lat piętnastu.

Wnioski? Rzygać się chce.

Podsumowanie i wnioski końcowe

Jak to ostatnio powiedział D4rky:

Na joggerze robi się burdel.
Na wykopie totalny burdel.
Na bashu burdel.
Na ircu kurwa burdel (...) ale na ircu zawsze był burdel.

Ostro. Gdzie zatem leży przyszłość sieci? Zamknięte społeczności, restrykcyjnie moderowane enklawy. Tak jak na prywatnych trackerach: Łamiesz zasady? Wylatujesz. Społeczności wręcz totalitarne, w których użytkownicy unikają zalewu użyszkodników. Świadomie godzą się na restrykcyjne zasady uczestnictwa, w zamian za samą możliwość uczestnictwa. Inaczej górę nad siecią weźmie idiokracja, nad wszystkim zapanuje motłoch zafascynowany możliwością udziału w globalnym przedsięwzięciu tworzenia contentu. Schodzimy do podziemia, o tak! ;)

PS

Proszę patrzeć na to wszystko z lekkim przymrużeniem oka. Tekst został napisany bez żadnych podstaw naukowych, bez badań opinii społecznej i jest całkowicie subiektywny. Pomyśl, zanim skomentujesz ;)

Fallout 3 by Bethesda - jak tak można?!

Popełniono 01 listopada 2008 o godzinie 02:22:23

Jak tak można?! Kto dał im prawo zniszczyć taki tytuł? Kto dał im prawo pogrzebać nadzieje rzesz fanów poprzednich gier, jeszcze ze stajni Black Isle?

Jak to zauważył jeden ze znajomych - wiecie dlaczego Bethesda nie wypuściła dema do Fallouta 3? Liczą, że ludzie polecą na tytuł. Takiego wała! Rzesze fanów Falloutów z klimatem już wyklinają ludzi z Bethesdy. Ludzi, którzy postanowili zrobić zręcznościówkę bez klimatu, bo to się lepiej sprzeda. Bo kupią też właściciele konsol. Bo kupią dzieciaki, którym spodoba się bajer na bajerze.

Klimatu to-to w ogóle nie ma, ichniejszy "VATS" to czysta porażka. Jestem rozgoryczony, jak można grę tak pozbawić klimatu i zrobić z legendarnego już tytułu śliczną wizualnie zręcznościówko-strzelankę?

Potwierdziły się moje najgorsze obawy. Po tylu godzinach spędzonych w świecie F1 i F2 nie mogę zrozumieć, jak Bethesda mogła wypuścić takiego gniota. Jak mogła zmarnować potencjał... Chcieli zarobić? Najwyraźniej.

Ludzie! Nie kupujcie tej gry! Nie warto! Jeśli kochaliście F1 i F2, nie myślcie nawet o zakupie tej gry! Poszukajcie w sieci "nieoficjalnego dema", pograjcie, a przekonacie się sami, że Fallout 3 nie zasługuje nawet na miano Fallouta. To jest jakiś EPIC FAIL-Out...

Wyszukiwarka

About

"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)

RSS

Nędzna komercyja

  • zammer
  • cyrodiil.pl
  • 2111.pl

Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.