Problem, czyli pierwsza podwyżka.

Na każdego chyba przychodzi taka chwila, w której musi iść do szefa i negocjować podwyżkę. Zwłaszcza tę pierwszą. Robi się wywiad wśród znajomych, głupieje się od różnych poradników na ten temat, dostaje się świra od rozeznania rynku. I po kilku dniach mam w głowie jeszcze większy mętlik niż na początku.

Sytuacja każdego z osobna jest inna, rozeznanie rynku pracy i wysokości płac niewiele mi mówi, widełki są zbyt szerokie, żebym mógł je dopasować do siebie. Moja sytuacja jest taka, że do dyplomu jeszcze mi sporo brakuje, a już pracuję jako inżynier-konstruktor. Do tej pory był to okres próbny, 3 miesiące na umowie-zleceniu. Jak dla osoby, która przez ostatnie 6 lat pracowała tylko dorywczo, próbując swoich sił w różnych gałęziach rynku, jest to poważny skok w życie - płace, jak to zwykle dla studenta, wahały się od 4 do 10 złotych za godzinę, teraz jest to oszałamiająca kwota 2000 zł brutto (co dawało niecałe 1700 "na rękę"). Jednak jeśli człowiek żyjący w stolicy naszego kochanego kraju chce sam się utrzymać i wyżywić, nie rezygnując jednocześnie z pobocznych rozkoszy życia, nie jest to kwota zadowalająca.

Jak już wspomniałem, nie mam jeszcze przed nazwiskiem magicznych literek mgr inż. czy chociażby tylko inż. Do moich obowiązków w pracy należy po prostu projektowanie, robienie wycen, optymalizowanie kosztów, przygotowywanie dokumentacji do produkcji, montażu i wszystko, co z tym związane (branża to budownictwo/kontrukcje drewniane). Oprócz tego jestem też "wykorzystywany" do różnych pobocznych prac, aczkolwiek nie jest to nic strasznego, firma nie jest molochem (w biurze pracują raptem 4 osoby - szef, księgowa i nas dwóch konstruktorów), więc to normalne, że czasem trzeba zrobić "to czy tamto". Przykładowo przed weekendem i dziś przez pół dnia bawiłem się w montowanie mebli do kuchni po przeprowadzce - zresztą szef nie stał nade mną, sam pomagał;) Oprócz tego opracowuję nową stronę www, chociaż siedzę nad tym tylko w domu.

Teraz będzie podpisywana umowa o pracę, więc automatycznie wynagrodzenie netto będzie procentowo niższe, a, jak wiadomo, pracodawca operuje kwotą brutto - jak przy umowie-zleceniu dostaję trochę ponad 80% kwoty brutto, przy umowie o pracę będzie to ok. 70%.

  • jeśli chciałbym dostać o połowę więcej "do ręki" (podwyżka kwoty netto o 50%), kwota brutto musi wzrosnąć o 75% plus koszty "utrzymania pracownika" (ZUS, FP i FGŚP) - daje to z punktu widzenia pracodawcy konieczność wyłożenia ok. 110% więcej
  • podwyżka płacy netto o 70% wymaga podwojenia kwoty brutto plus w/w koszty - oznacza to, że z jego punktu widzenia byłoby to wyłożenie 135% więcej

W sumie tylko tyle jestem w stanie powidzieć na pewno przy obecnym mętliku w głowie. Paranoja. Nie wiem co mam robić, co mam myśleć. Rynek pracy cierpi na niedobór specjalistów (trafiłem na miejsce pracy, które było wolne przez rok!), którzy muszą się w jakiś sposób cenić. Ale nie wiem też, ile naprawdę mógłbym tej podwyżki zażądać. I nie wiem jak do sprawy podejść, jak negocjować. W końcu będę teraz pełnoprawnym pracownikiem, nie będzie to już okres próbny. Jak pomyślę, że pójdę do szefa i nie będę w stanie wydusić z siebie słowa, albo będę mruczał coś i gadał nieskładnie, to oblewa mnie zimny pot. Pomocy! Niech ktoś mi podpowie, jak to zrobić i jakiej podwyżki mogę zażądać, żeby nie przegiąć, a żeby też się nie ośmieszyć! Bo ja już sam nie wiem co mam robić... Co najśmieszniejsze, jest to największy stres, jaki przeżywam w związku z tą pracą, reszta to banał;)

Napisał zammer, 22 września 2008 o godzinie 22:12:05
Kategorie: Życiowe 2 komentarzeRSS komentarzy
Poziom wpisu: 0 Trackback

Komentarze:

1. Khorne 22 września 2008, 22:25:18 [permalink]

Przed rozmową zapisz sobie na kartce swoje osiągnięcia/zasługi. Możesz taką kartkę spokojnie wziąć ze sobą, nie ma stresu.

Przede wszystkim nie nastawiaj się, że szef parsknie śmiechem na Twoją prośbę – skoro pomagał przy meblach to jest okej gość.

Jeśli chodzi o zawiłości prawe, powiedz wprost, że chciałbyś „na rękę” dostawać np 2.5k (ja tyle dostałem po okresie próbnym, także bez mgr, w Krakowie) i że nie bardzo orientujesz się w tych wszystkich składkach i tak dalej. Koleś albo Ci to wyjaśni, albo poprosi księgową żeby to zrobiła.

Wiem, że łatwo mówić, ale nie ma się czym stresować. Wyprostowana postawa, uśmiech, prośba o rozmowę w cztery oczy i z górki.

W samych negocjacjach nie przywalaj od razu wszystkim co masz na kartce, powiedz po prostu, że czujesz się wartościowym pracownikiem i chciałbyś, żeby szef to docenił. Potem w ewentualnej rozmowie wyjmij kartkę z punktami i kontruj :)

Powodzenia!

http://blog.jajcus.net/files/favicon.png

2. Jajcuś 23 września 2008, 10:15:17 [permalink]

Najlepszymi argumentami będą te, w których firma miała w wyniku Twoich zasług widoczny zysk (np. zrobiłeś projekt dzięki któremu firma zarobiła więcej). I w ogóle myślę, że najlepiej zgłosić się po podwyżkę w momencie, gdy w firmie pojawił się jakiś dodatkowy zysk — np. nowy produkt zaczął się sprzedawać. Trudniej szefowi wygospodarować pieniądze na podwyżkę, gdy już wszystko rozdzielone. W małej firmie danie pracownikowi podwyżki często oznacza po prostu zmniejszenie własnej wypłaty, a to nie przychodzi łatwo, szczególnie jak już się ktoś przyzwyczaił.

Dodaj komentarz:

Markdown włączony w komentarzach (opis znaczników)