Narzekanie, czyli profesjonalizm jest w cenie.

Dzwoni do mnie do pracy człowiek i zaczyna nawijkę godną studenta - telemarketera. Firma, której ofertę chce przedstawić, projektuje strony www. Już nawet nie chce mi się cytować głupot, które próbował mi wcisnąć. Pytam o ceny, to mówi mi, że patrząc na naszą stronę, może powiedzieć orientacyjnie, że koszt przerobienia, odświeżenia designu i grafiki wyniesie około 800 zł. Oczywiście mogą też oprzeć stronę na zaawansowanym CMSie, wtedy koszt wzrośnie, ale to już jest kwestia indywidualna. Pytam go, czy nie zauważył, że strona naszej firmy jest aktualnie oparta na CMSie... Odpowiedź pada szybko: "Przepraszam, musiałem to przeoczyć." Pytam go jeszcze, jakie CMSy stosują, ale nie potrafi mi odpowiedzieć, bo wychodzi szydło z worka - jest tylko telemarketeremm, a nie pracownikiem znającym się na rzeczy. Proszę go zatem, żeby podał mi jakieś przykładowe realizacje, przesłał coś na maila...

Dostaję po paru minutach pięknego PDFa, w nim wreszcie jakiś link! Co prawda tylko do strony owej firmy: http://www.go2web.com.pl/ Patrzę, patrzę i oczom nie wierzę - w mailu podpisał się jeden z panów, których nazwiska widnieją na głównej stronie! Zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście rozmawiałem z telemarketerem, czy może też z jednym z założycieli firmy, który raczej nie znał się na rzeczy. Przeglądam stronę firmy, nie widzę żadnego portfolio, żadnych przykładowych realizacji. Za to w dziale Kontakt widzę aż pięć profesjonalnie wyglądających adresów mailowych: m.in. "info", "sales", "księgowość"...

Z niedowierzaniem drapię się w głowę. Wracam do podesłanego mailem PDFa i sprawdzam screeny "przykładowych projektów". Ciężko coś konkretnego znaleźć, bo na większości z nich widać tylko logo, przykładowe linki i cytat z Cycerona:

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit, sed diam nonummy nibh euismod tincidunt ut laoreet dolore magna aliquam erat volutpat.

Google idzie w ruch. Co znalazłem na szybko? Trzy realizacje:

http://www.auto-alarmy.com.pl/

http://www.kronostravel.pl/

http://www.artco-antyki.waw.pl/

Oglądam, badam... I zastanawiam się, jakim cudem takie potworki funkcjonują w sieci?! Pierwsza jest wręcz okropna wizualnie, pomijając już jej zawartość "od środka". Strona tego "niby biura podróży" w ogóle jest pusta. Gdybym był upierdliwy, przyczepiłbym się do wyników walidacji tych stron, ale pozostawie to już w rękach zainteresowanych.

Wracam jeszcze raz do oferty "firmy" przesłanej mi na maila i wczytuję się, i patrzę, i dumam co tam wymodzili:

Lead graphic designer i Creative manager zespołu posiadają duże doświadczenie w zakresie kreowania graficznych form przekazu treści, jak również psychologii jej odbioru. Posiadają zaawansowaną znajomość technik graficznych prezentując przy tym elastyczność w zakresie podejścia do stylu wykonania strony.

Główny programista dysponuje zaawansowaną znajomością flash, actionscript, javascript, językówrodziny html, php, i zagadnień bezpieczeństwa internetowego. Jesteśmy jedną z niewielu firm w Polsce, które kładą nacisk na poufność danych znajdujących się w naszych rękach, o czym świadczy obecność w naszych szeregach osób z certyfikatami zezwalającymi na obcowanie z materiałami o charakterze niejawnym.

Zwracam uwagę na pogrubione słowa. Brzmią tak profesjonalnie! Ja niestety załamuję powoli ręce... Spółka cywilna, założona pewnie przez dwóch młodych ludzi, być może studentów. To, czym do tej pory mogą się pochwalić, nie przekracza IMHO czasów studenckich, wręcz licealnych. Wyobraźmy sobie rynek - mamy klientów, którzy chcą-mieć-stronę-w-internecie i takich, którzy jeszcze-nie-wiedzą-że-chcą-mieć-stronę-w-internecie. Do obu tych grup trzeba dotrzeć, pierwszym przedstawić swoją piękną ofertę, drugim wyjaśnić, dlaczego chcą-mieć-stronę-w-internecie-mimo-że-sami-jeszcze-o-tym-nie-wiedzą. Z obu grup trzeba natrzepać kasę. Pokazać się z atrakcyjnej strony i rzucić kilka poważnie, profesjonalnie brzmiących terminów. Leszcz ma pomyśleć, że jesteśmy wielcy i poważni, że mamy poważnych klientów. Leszcz ma chwycić przynętę i zapłacić za świadomość, że jego problemem zajmują się poważni ludzie. Co z tego, że najprawdopodobniej jest to blef, a firma ma zapewne biuro w jakiejś kawalerce? Ważne, że kasa poleci, niewspółmiernie duża do włożonego nakładu. Na pewno znajdą się tacy, którzy zapłacą...

Naprawde poważne firmy robią dobrą robotę, ale biorą za to też poważne pieniądze. Narzekają za to na studentów, którzy zdobywają rynek niskimi cenami, rzędu 200, 300 złotych. Zgrzytają zębami, że nie cenią swojej pracy i swojego czasu, że rozpuszczają klientów, którzy chcieliby mieć coraz więcej, ale jak najtaniej. Studenci cieszą się, że mają drobną kasę, ale często też tworzą potworki, które nie mają racji bytu. Co zrobić ze studentami, którzy zaczynają puszyć się, udając poważnych web-designerów, ale tylko pod względem cen i pozorów?

Oświadczam, że nie znam ani firmy Go2Web, ani żadnego z jej pracowników. Nie jestem jej byłym pracownikiem, który chce narobić smrodu. Wyrażam tylko swoją opinię na podstawie kilku dokonanych obserwacji. Przedstawione zdanie jest moje i tylko moje. Nie robię czarnego "pijaru", piszę tylko dlatego, że ktoś z tej firmy do mnie zadzwonił i sam sobie ogon zjadł. Taki pseudo-profesjonalizm należy potępiać, może ktoś to przeczyta i pójdzie po rozum do głowy. Ale niestety leszcze zawsze się znajdą i takie niewesołe przypadki będą funkcjonować...

Napisał zammer, 15 września 2008 o godzinie 13:31:54
Kategorie: Ogólne,Techblog 7 komentarzyRSS komentarzy
Poziom wpisu: 0 Trackback

Komentarze:

1. DiVi 15 września 2008, 14:49:09 [permalink]

Gdy takie prawdziwki robią sajty to jeszcze pół biedy. Gorzej jest gdy się gównożeria zabiera za audyty i szeroko rozumiane sekjuriti. Matulu, jakie pierdoły wypisują te gorionopodobne koszmarki.

Nawiązując do konkurencyjnej ceny to: „You get, what You pay for” :-)

D.

2. Eluś 15 września 2008, 15:05:35 [permalink]

„Naprawde poważne firmy robią dobrą robotę, ale biorą za to też poważne pieniądze.”

Powiedz więc, czego się spodziewałeś po ofercie za 800zł? Bo jakoś nie rozumiem Twojego narzekania.

3. K 15 września 2008, 15:10:47 [permalink]

OMFG co za wiocha. To nie jest poziom studiów, to wczesne liceum. Na studiach robiłem już duze profesjonalne projekty za grubą kasę, ale wiadomo teraz masa różnych dziwnych uczelni :)

http://blog.albitos.eu/files/favicon.png

4. Albi 15 września 2008, 16:15:55 [permalink]

zammer: Za przeproszeniem, nie obrażaj licealistów… Takie strony w gimnazjum robiłem ;)

5. Bigismall 15 września 2008, 21:15:29 [permalink]

Ja już się nie przejmuję konkurencją, co to robi strony za 300-500PLN. Jak się raz ktoś na takich natnie to potem będzie wiedział, że naprawdę nie warto. Miałem takiego klienta ostatnio, przede mną stronę budowały mu 2 z kolei osoby, co mnie zaniepokoiło. Myślałem że może koleś jest wyjątkowo marudny, ale jak mi pokazali co przygotowali moi poprzednicy to ….

Na dobrą sprawę zarobiłem na zleceniu 150% normalnej kwoty, gdyż termin gonił i koszty przestały być priorytetem.

Dlatego nie mam nic przeciwko amatorom :)

http://maciej.jogger.pl/files/favicon.ico

6. maciej 20 września 2008, 12:51:53 [permalink]

Tego typu ‘agencje interaktywne’ rosną jak grzyby po deszczu i zazwyczaj są prowadzone nie przez studentów informatyków tylko przez ludzi nie mających technicznego wykształcenia, którym się wydaje, że strony internetowe to się tak prosto robi (bo jest np. WYSIWIG ;)). A klient zazwyczaj nie śledzi trendów w internecie, nie kuma co to PHP, XHTML i inne zwierzaki więc łatwo go nabrać.

Najśmieszniejsze są te wymyślne tytuły. Teraz w każdej agencji jest Creative Manager, Lead Programmer itd., nawet jeśli firmę tworzy tylko jedna osoba :)

http://blog.eldoras.com/files/favicon.ico

7. Chris Trynkiewicz 23 września 2008, 03:20:10 [permalink]

charset=iso-8859-2? Hhahahahahahhahaha rotfl, dalej juz nawet nie ma co kodu czytac.
Fakt, takie strony to jest etap gimnazjum osoby, ktora chce byc informatykiem.

Swoja droga, ja osobiscie trzaskam „wizytowki” wysokiej klasy za 800-1000zl… Chociaz sa warte 2000 – 3000, ale kto w Polsce da taka kase za strone? Ja sie jeszcze nie spotkalem :(

Dodaj komentarz:

Markdown włączony w komentarzach (opis znaczników)