Skoro już jesteśmy na fali głębokich i wartościowych wpisów...
Ostatnio weszło mi w nawyk robienie poranno-południowych rundek po joggerze i wyszukiwanie co ciekawszych wpisów. Przerwa od pracy, chwila rozrywki i czas na pochłonięcie jakiegoś mało zdrowego posiłku.
Jednak zaczął mnie lekko irytować pewien fakt - otóż imć siberius (czy też całe grono osób stojących za tym joggerem) z uporem maniaka umieszcza wpisy na poziomie 0, zasypując stronę główną joggera treściami wąptliwej wartości. Przynajmniej wedle mojego skromnego zdania. No dobra, powie ktoś, co z tego, że umieszcza wpisy na poziomie 0? Ano to, że tych wpisów dziennie potrafi wysmażyć tyle, że ręce opadają. Od 25 do 30 sierpnia pojawiło się 25 wpisów, chociaż wcześniej cały sierpień dosłownie nic. Dziś wchodzę na rundkę po joggerze, zaglądam na stronę główną i widzę... Cztery wpisy opatrzone nickiem siberius. Tyle samo było we wtorek, środę i czwartek. O samej treści dyskutować już nie będę, bo gusta są różne - jednemu może się to podobać, innemu nie.
Czy tylko mnie to denerwuje? Czy tylko ja uważam to za spam? Czy nikt temu panu nie wytłumaczył, że istnieją wpisy na innym poziomie, niż zerowy, że nie trzeba zasypywać głównej strony wszystkimi plotkami o kobietach piłkarzy, o ich samochodach?
Na każdego chyba przychodzi taka chwila, w której musi iść do szefa i negocjować podwyżkę. Zwłaszcza tę pierwszą. Robi się wywiad wśród znajomych, głupieje się od różnych poradników na ten temat, dostaje się świra od rozeznania rynku. I po kilku dniach mam w głowie jeszcze większy mętlik niż na początku.
Sytuacja każdego z osobna jest inna, rozeznanie rynku pracy i wysokości płac niewiele mi mówi, widełki są zbyt szerokie, żebym mógł je dopasować do siebie. Moja sytuacja jest taka, że do dyplomu jeszcze mi sporo brakuje, a już pracuję jako inżynier-konstruktor. Do tej pory był to okres próbny, 3 miesiące na umowie-zleceniu. Jak dla osoby, która przez ostatnie 6 lat pracowała tylko dorywczo, próbując swoich sił w różnych gałęziach rynku, jest to poważny skok w życie - płace, jak to zwykle dla studenta, wahały się od 4 do 10 złotych za godzinę, teraz jest to oszałamiająca kwota 2000 zł brutto (co dawało niecałe 1700 "na rękę"). Jednak jeśli człowiek żyjący w stolicy naszego kochanego kraju chce sam się utrzymać i wyżywić, nie rezygnując jednocześnie z pobocznych rozkoszy życia, nie jest to kwota zadowalająca.
Jak już wspomniałem, nie mam jeszcze przed nazwiskiem magicznych literek mgr inż. czy chociażby tylko inż. Do moich obowiązków w pracy należy po prostu projektowanie, robienie wycen, optymalizowanie kosztów, przygotowywanie dokumentacji do produkcji, montażu i wszystko, co z tym związane (branża to budownictwo/kontrukcje drewniane). Oprócz tego jestem też "wykorzystywany" do różnych pobocznych prac, aczkolwiek nie jest to nic strasznego, firma nie jest molochem (w biurze pracują raptem 4 osoby - szef, księgowa i nas dwóch konstruktorów), więc to normalne, że czasem trzeba zrobić "to czy tamto". Przykładowo przed weekendem i dziś przez pół dnia bawiłem się w montowanie mebli do kuchni po przeprowadzce - zresztą szef nie stał nade mną, sam pomagał;) Oprócz tego opracowuję nową stronę www, chociaż siedzę nad tym tylko w domu.
Teraz będzie podpisywana umowa o pracę, więc automatycznie wynagrodzenie netto będzie procentowo niższe, a, jak wiadomo, pracodawca operuje kwotą brutto - jak przy umowie-zleceniu dostaję trochę ponad 80% kwoty brutto, przy umowie o pracę będzie to ok. 70%.
W sumie tylko tyle jestem w stanie powidzieć na pewno przy obecnym mętliku w głowie. Paranoja. Nie wiem co mam robić, co mam myśleć. Rynek pracy cierpi na niedobór specjalistów (trafiłem na miejsce pracy, które było wolne przez rok!), którzy muszą się w jakiś sposób cenić. Ale nie wiem też, ile naprawdę mógłbym tej podwyżki zażądać. I nie wiem jak do sprawy podejść, jak negocjować. W końcu będę teraz pełnoprawnym pracownikiem, nie będzie to już okres próbny. Jak pomyślę, że pójdę do szefa i nie będę w stanie wydusić z siebie słowa, albo będę mruczał coś i gadał nieskładnie, to oblewa mnie zimny pot. Pomocy! Niech ktoś mi podpowie, jak to zrobić i jakiej podwyżki mogę zażądać, żeby nie przegiąć, a żeby też się nie ośmieszyć! Bo ja już sam nie wiem co mam robić... Co najśmieszniejsze, jest to największy stres, jaki przeżywam w związku z tą pracą, reszta to banał;)
Dzwoni do mnie do pracy człowiek i zaczyna nawijkę godną studenta - telemarketera. Firma, której ofertę chce przedstawić, projektuje strony www. Już nawet nie chce mi się cytować głupot, które próbował mi wcisnąć. Pytam o ceny, to mówi mi, że patrząc na naszą stronę, może powiedzieć orientacyjnie, że koszt przerobienia, odświeżenia designu i grafiki wyniesie około 800 zł. Oczywiście mogą też oprzeć stronę na zaawansowanym CMSie, wtedy koszt wzrośnie, ale to już jest kwestia indywidualna. Pytam go, czy nie zauważył, że strona naszej firmy jest aktualnie oparta na CMSie... Odpowiedź pada szybko: "Przepraszam, musiałem to przeoczyć." Pytam go jeszcze, jakie CMSy stosują, ale nie potrafi mi odpowiedzieć, bo wychodzi szydło z worka - jest tylko telemarketeremm, a nie pracownikiem znającym się na rzeczy. Proszę go zatem, żeby podał mi jakieś przykładowe realizacje, przesłał coś na maila...
Dostaję po paru minutach pięknego PDFa, w nim wreszcie jakiś link! Co prawda tylko do strony owej firmy: http://www.go2web.com.pl/ Patrzę, patrzę i oczom nie wierzę - w mailu podpisał się jeden z panów, których nazwiska widnieją na głównej stronie! Zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście rozmawiałem z telemarketerem, czy może też z jednym z założycieli firmy, który raczej nie znał się na rzeczy. Przeglądam stronę firmy, nie widzę żadnego portfolio, żadnych przykładowych realizacji. Za to w dziale Kontakt widzę aż pięć profesjonalnie wyglądających adresów mailowych: m.in. "info", "sales", "księgowość"...
Z niedowierzaniem drapię się w głowę. Wracam do podesłanego mailem PDFa i sprawdzam screeny "przykładowych projektów". Ciężko coś konkretnego znaleźć, bo na większości z nich widać tylko logo, przykładowe linki i cytat z Cycerona:
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit, sed diam nonummy nibh euismod tincidunt ut laoreet dolore magna aliquam erat volutpat.
Google idzie w ruch. Co znalazłem na szybko? Trzy realizacje:
http://www.auto-alarmy.com.pl/
http://www.artco-antyki.waw.pl/
Oglądam, badam... I zastanawiam się, jakim cudem takie potworki funkcjonują w sieci?! Pierwsza jest wręcz okropna wizualnie, pomijając już jej zawartość "od środka". Strona tego "niby biura podróży" w ogóle jest pusta. Gdybym był upierdliwy, przyczepiłbym się do wyników walidacji tych stron, ale pozostawie to już w rękach zainteresowanych.
Wracam jeszcze raz do oferty "firmy" przesłanej mi na maila i wczytuję się, i patrzę, i dumam co tam wymodzili:
Lead graphic designer i Creative manager zespołu posiadają duże doświadczenie w zakresie kreowania graficznych form przekazu treści, jak również psychologii jej odbioru. Posiadają zaawansowaną znajomość technik graficznych prezentując przy tym elastyczność w zakresie podejścia do stylu wykonania strony.
Główny programista dysponuje zaawansowaną znajomością flash, actionscript, javascript, językówrodziny html, php, i zagadnień bezpieczeństwa internetowego. Jesteśmy jedną z niewielu firm w Polsce, które kładą nacisk na poufność danych znajdujących się w naszych rękach, o czym świadczy obecność w naszych szeregach osób z certyfikatami zezwalającymi na obcowanie z materiałami o charakterze niejawnym.
Zwracam uwagę na pogrubione słowa. Brzmią tak profesjonalnie! Ja niestety załamuję powoli ręce... Spółka cywilna, założona pewnie przez dwóch młodych ludzi, być może studentów. To, czym do tej pory mogą się pochwalić, nie przekracza IMHO czasów studenckich, wręcz licealnych. Wyobraźmy sobie rynek - mamy klientów, którzy chcą-mieć-stronę-w-internecie i takich, którzy jeszcze-nie-wiedzą-że-chcą-mieć-stronę-w-internecie. Do obu tych grup trzeba dotrzeć, pierwszym przedstawić swoją piękną ofertę, drugim wyjaśnić, dlaczego chcą-mieć-stronę-w-internecie-mimo-że-sami-jeszcze-o-tym-nie-wiedzą. Z obu grup trzeba natrzepać kasę. Pokazać się z atrakcyjnej strony i rzucić kilka poważnie, profesjonalnie brzmiących terminów. Leszcz ma pomyśleć, że jesteśmy wielcy i poważni, że mamy poważnych klientów. Leszcz ma chwycić przynętę i zapłacić za świadomość, że jego problemem zajmują się poważni ludzie. Co z tego, że najprawdopodobniej jest to blef, a firma ma zapewne biuro w jakiejś kawalerce? Ważne, że kasa poleci, niewspółmiernie duża do włożonego nakładu. Na pewno znajdą się tacy, którzy zapłacą...
Naprawde poważne firmy robią dobrą robotę, ale biorą za to też poważne pieniądze. Narzekają za to na studentów, którzy zdobywają rynek niskimi cenami, rzędu 200, 300 złotych. Zgrzytają zębami, że nie cenią swojej pracy i swojego czasu, że rozpuszczają klientów, którzy chcieliby mieć coraz więcej, ale jak najtaniej. Studenci cieszą się, że mają drobną kasę, ale często też tworzą potworki, które nie mają racji bytu. Co zrobić ze studentami, którzy zaczynają puszyć się, udając poważnych web-designerów, ale tylko pod względem cen i pozorów?
Oświadczam, że nie znam ani firmy Go2Web, ani żadnego z jej pracowników. Nie jestem jej byłym pracownikiem, który chce narobić smrodu. Wyrażam tylko swoją opinię na podstawie kilku dokonanych obserwacji. Przedstawione zdanie jest moje i tylko moje. Nie robię czarnego "pijaru", piszę tylko dlatego, że ktoś z tej firmy do mnie zadzwonił i sam sobie ogon zjadł. Taki pseudo-profesjonalizm należy potępiać, może ktoś to przeczyta i pójdzie po rozum do głowy. Ale niestety leszcze zawsze się znajdą i takie niewesołe przypadki będą funkcjonować...
...dzięki Google. Nagle wszędzie widać dyskusje na temat nowej przeglądarki. Sprawdzić można, ale żeby od razu jedna trzecia ludności zachwycała się Chrome? Nowa przeglądarka? No i co z tego? Sprawdziłem, nic specjalnego, co by mnie urzekło. I, jak to mawiają mądre głowy, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. Zbyt przyzwyczajony jestem do Opery. Chrome jest dla mnie jak niesmaczny koktajl ze śledzia w cebuli, truskawek, czekolady i naleśników. Wszystko to potrafi mieć swój smak, ale razem zmieszane odstręcza. I gdzie, do cholery, to coś ma gesty myszy?!
A Chrome to tylko kolejny krok w kierunku zrealizowania Google Master Plan! Teoria spiskowa! Nic nas już nie uratuje! ;)
PS
Your browser reports to be: "Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; en-US) AppleWebKit/525.13 (KHTML, like Gecko) Chrome/0.2.149.27 Safari/525.13"
Browser name: Safary (?!)
Version: 525.13
Platform: Windows XP
"zammer" należy pisać z małej litery. Zawsze. Nawet, jak jest na początku zdania. Jest to swoista anomalia ortograficzna (więcej...)
Treść bloga zammerologia stosowana jest dostępna na licencji Creative Commons - Uznanie autorstwa 3.0.
Design by zammer, częściowo zainspirowany przez Zergalla. Fugue Icons by pinvoke.
Powered by JoggerPL.